Taki tytuł nosiła chyba najbardziej znana książka Remarque’a, wybitnego, dziś zapomnianego pisarza, na którego książkach wychowywało się moje pokolenie. „Na zachodzie bez zmian” było stałym stwierdzeniem niemieckich komunikatów wojennych, które opisywały wojnę pozycyjną, oznaczającą przez kilka lat niewielkie zmiany długiego frontu, którego mimo ogromnych krwawych strat, żadna ze stron nie mogła przełamać. Sytuacja na Ukrainie – po nieudanej ofensywie rosyjskiej pod Kijowem i również niewyróżniającej się znaczącymi sukcesami następnej, mającej być decydującą próbą opanowania Charkowa oraz Donbasu – powoli zaczyna przypominać właśnie tę z pierwszej wojny światowej. Informacje z frontu nie zawsze są precyzyjne i czasami się w istotnych punktach różnią, ale nie ulega wątpliwości, że nie jest to triumfalny pochód wojsk Putina realizujących misję wyzwoleńczą. Ostatnio napłynęły potwierdzone wiadomości, że armia ukraińska wygrała bitwę o Charków – położony 25 km od granicy rosyjskiej – którego Rosjanom nie tylko nie udało się okrążyć, ale zostali pod nim pobici i zmuszeni do odwrotu. Pozostaje bezmyślne, mściwe demolowanie Ukrainy, masakrowanie jej infrastruktury oraz pozostają bestialstwa popełniane wobec ludności cywilnej, zwłaszcza kobiet.
Wielu komentatorów i polityków wiązało nadzieje na przełom w związku z rocznicą 9 maja. Tego dnia Rosjanie obchodzą niezgodnie z prawdą (że też oni zawsze niezależnie od okoliczności muszą jak wszystkie dyktatury kłamać) zakończenie II wojny światowej. W rzeczywistości akt kończący tę wojnę został podpisany w Reims we Francji, a w Berlinie na życzenie Stalina odbył się teatralny spektakl będący powtórzeniem ceremonii z Reims, z czołowym udziałem marszałka Żukowa i sowieckich generałów. Wystąpienie Putina było miałkie, nie spełniły się przepowiednie, dyktator nie ogłosił mobilizacji, nawet specjalnie nie groził Zachodowi. Robił wrażenie zakłopotanego i zagubionego, jakby szukał winnych tej wojny i próbował usprawiedliwiać swoje postępowanie. Nie był to wódz zwycięskiej armii, ani pewny swoich racji i siły przywódca polityczny. Rosja traci status wielkiego mocarstwa, a ciągłe powtarzanie tych samych kłamstw oraz demolowanie Ukrainy i mordowanie jej ludności nie przybliżają zwycięstwa, ani nie zwiększają mocarstwowej roli Rosji.
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba w wywiadzie dla tygodnika „Die Welt” zapytany, skąd bierze się po ukraińskiej stronie wiara w zwycięstwo, mówi: „Stąd, że potrafimy walczyć i wygrywać. Widzimy też, że dostawy broni odbywają się w sposób ciągły. Aby odnieść sukces potrzebujemy trzech elementów: wytrwałości, charakteru i siły bojowej Ukrainy, dostaw potrzebnej broni oraz sankcji wobec Rosji. Jeśli wszystkie te trzy czynniki wystąpią razem, wygramy tę wojnę… Na wojnie wszystko może się zmienić w ciągu jednego dnia. Ponieważ wojna jest sytuacją dynamiczną. A warunki negocjacji są określane przez pole bitwy, a nie na odwrót. Teraz czujemy się pewniejsi na frontach tej wojny, więc nasza pozycja w negocjacjach staje się twardsza. Natomiast prawdziwym problemem jest to, że Rosja nie wykazuje woli prowadzenia realnych negocjacji. Rosjanie najwyraźniej nie chcą negocjacji i wolą wojnę. My z kolei jesteśmy gotowi do negocjacji – ale nie na przyjęcie rosyjskiego ultimatum”. („Szef ukraińskiej dyplomacji: Warunki negocjacji określa pole bitwy. A my właśnie zyskujemy przewagę”, „Die Welt” z dn. 12.05.2022 r.).
Sankcje są oczywiście mordercze dla Rosji, ale także wywierają ogromny wpływ na kraje Unii i innych uczestników restrykcji nałożonych na Rosję. Ukraina ponosi gigantyczne koszty, nie tylko w sensie ekonomicznym, ale także w najbardziej okrutnych represjach: mordowaniu, gwałtach, porywaniu ludzi, w tym dzieci, okradaniu narodu ukraińskiego poprzez wywożenie żywności i co tylko udaje się wywieźć. Można usłyszeć opinie, że jest to w jakimś sensie powtórzenie okrutnej, ludobójczej klęski głodu, przy pomocy której Stalin i szajka złoczyńców nazywających się wtedy biurem politycznym KPZS, usiłowała złamać i zniszczyć naród ukraiński. Ale złamanie tego narodu nie udało się Stalinowi, Żdanowowi i Kaganowiczowi, i tak samo nie uda się Putinowi. Wielki Głód (Hołodomor) jest doświadczeniem tak strasznym, że głęboko zapisał się w świadomości pokoleń. Ukraińcy zrobią wszystko co w ich mocy, aby nie powtórzył się ten koszmar, a do tego konieczne jest istnienie niepodległej i wolnej Ukrainy. I dlatego będą walczyć aż do zabezpieczenia swojej suwerenności.
Wojna trwa i określenie „na wschodzie bez zmian” coraz częściej domyślnie towarzyszy relacjom z pola walki. Tymczasem w Polsce widzimy ostateczne załamanie naiwnej kalkulacji, że z powodu wojny i sytuacji z nią związanej polityka pisowców złagodnieje i będziemy mieli coś w rodzaju odwilży czy odprężenia – trzymając się terminologii z okresu komunizmu, który najlepiej pasuje do opisywania pisowskiej dyktatury. Pisowcy po raz kolejny napluli znacznej części społeczeństwa w twarz, wybierając p. Glapińskiego na kolejne 6 lat, co oznacza w jego przypadku gigantyczną i trudną do opisania fortunę. Istota ich rządów to – obok autorytarnej i zakłamanej władzy – gigantyczne bogacenie się pisowskiej elity. Dopuszczenie do tego, aby tak nieprawdopodobnie „nachapani” dygnitarze „dobrej zmiany”, aby wszystkie obajtki, sadurskie, przyłębskie, horały, glapińskie (przepraszam za małe litery, ale dla mnie to są nie nazwiska lecz symbole niepohamowanej żarłoczności) zatrzymali to, co z naszych podatków dzięki służalstwu autorytarnemu reżimowi otrzymali, byłoby rażącą niesprawiedliwością i zgodą na bezkarność i korupcję. Mianowanie Glapińskiego na ważne i mające wpływ na gospodarkę stanowisko to nie tylko pokazanie społeczeństwu, gdzie PiS ma wszystkie wartości, słowa o uczciwości, kompetencjach, kwalifikacjach itp., bo to wiemy, ale jakaś niepojęta arogancja. Mają do powiedzenia Polakom mniej więcej tyle: posiadamy w swoich szeregach kupionych, przestraszonych, służalczych itp. posłów, mamy takie chluby odrodzonego parlamentaryzmu, jak Mejza, Kukiz, Kołakowski, Witek, że możemy sobie uchwalić każdą ustawę i mianować każdego aparatczyka PiS-u na dowolne stanowisko. I tak będzie już zawsze. To nasza Polska, której nikomu nie oddamy. Przehandlowanie głosów (takie przynajmniej były informacje w mediach) ludzi Ziobry w zamian za jakieś stanowiska w banku oraz wprowadzenie do KRS osób, co do których niezależności od PiS-u można mieć pewne wątpliwości, dopełniło kolejnego etapu dumy pisowskiego parlamentu.
Wojna zaostrzyła też stanowisko PiS-u wobec Unii. Dowodem na to jest wprowadzenie pisowskich hejterów do KRS i to wszystko, co ostatnio wypisują pisowscy dziennikarze w swoich mediach. „Właśnie teraz niechęć PiS do Niemiec przeżywa apogeum. Francja już wcześniej była na cenzurowanym, ale teraz Macron, de facto lider Unii, jawi się w pisowskim ujęciu jako polityk schyłkowej cywilizacji, który pociągnie cały kontynent w przepaść. Premier Morawiecki ponownie zaatakował największą frakcję w europarlamencie, czyli Europejską Partię Ludową, postulując, aby Donald Tusk przestał szefować tej prorosyjskiej formacji… Znowu resentyment okazuje się silniejszy niż dbałość o długofalową strategię dla kraju, sięgającą dalej niż poza najbliższe wybory. Prezydent Biden jest co prawda ostatnio przez PiS tolerowany, ale i tak trwa tęskne oczekiwanie na powrót Donalda Trumpa… Ideologiczna wspólnota zwolenników społeczeństwa zamkniętego, konserwatywno-nacjonalistyczna wizja świata i wrogość wobec Unii Europejskiej okazują się ważniejsze nawet w obliczu tak dramatycznej sytuacji, jak napaść Putina na Ukrainę”. (Mariusz Janicki, „Wojna i niepokój”, „Polityka” z dn. 4-10.05.2022 r.). Wojna w najmniejszym stopniu nie zmieniła nastawienia, polityki, nawet języka „dobrej zmiany”.
Śmiertelnym wrogiem jest Unia, a w kraju demokratyczna opozycja, liberalna demokracja i praworządność to są główne przeszkody do budowania pisowskiego państwa. Wszystkie propozycje porozumienia się z UE to jedynie żałosne próby zmęczenia, znużenia i w końcu oszukania Unii, aby dostać zachodnie pieniądze, a w kraju utrzymania i uwiecznienia dyktatorskiego reżimu. Sojusznikami pisowców są nacjonalistyczni, proputinowscy politycy: Orban, Le Pen, Salvini itp. Jakieś pozorne spory i krytyczne głosy o niektórych wypowiedziach Orbana to żałosny teatrzyk dla naiwnych. Obran jest sojusznikiem Putina z jednej i PiS-u z drugiej strony w walce z demokracją i praworządnością, czyli z Unią. W wyborach parlamentarnych we Francji faworytą „dobrej zmiany” jest ta sama dama co w wyborach prezydenckich, a niechęć do Macrona jest istotą zagranicznej polityki mediów tejże zmiany. Dla pisowskiej propagandy wojna ma służyć przede wszystkim paraliżowaniu opozycji przekazem, że teraz kłótnie i spory w kraju są niepotrzebne, bo razem powinniśmy stawiać czoło Putinowi. To kłamstwo. Jak wygląda to „razem” przekonaliśmy się oglądając zadowoloną z siebie fizjonomię p. Glapińskiego oraz pisowców, skaczących z radości po wyborze hejterów do KRS.



















