A więc powtórzmy najważniejsze kwestie, które poruszyłem tydzień temu: program ma być dobrowolny, ale to my musimy podjąć decyzję, żeby się z niego wypisać, partycypuje w nim oprócz nas nasz pracodawca i państwo, dotyczy nowych pieniędzy, a nie podziału składki rentowej i będzie można środki wpłacone do systemu odliczyć sobie od przychodu.
Co dalej? W kwestiach technicznych trzeba jeszcze podkreślić, że system będzie miał ograniczone koszty funkcjonowania, czyli wygląda na to, że nie zostanie tu popełniony błąd, który był wytykany przy okazji OFE. Początkowe wysokie koszty funkcjonowania były uzasadnione, ale nie w sytuacji, kiedy Fundusze dysponowały już dużymi aktywami. Prowizje za zarządzanie procentowo spadły wtedy nieznacznie.
Nowa koncepcja może też mieć olbrzymie znaczenie makroekonomiczne. System oznacza bowiem budowanie oszczędności w sensie właśnie makroekonomicznym. Jest to bardzo ważne, bo stanowi podstawę rozwoju gospodarki. I tu nasuwa się kolejne pytanie: gdzie właściwie trafią pieniądze? Tego dokładnie nie wiemy. Teoretycznie mają na pewno nie zostać wydane na obligacje skarbowe, czyli chodzi o to, żebyśmy nie finansowali nimi dziury w budżecie. Mają iść na zakup akcji, może udziałów także, chociaż tu może być problem z płynnością tych aktywów. Może więc na obligacje korporacyjne lub na inne instrumenty? Jakie? Nie wiemy. A na jakie projekty? Na jakie branże? Tego w tej chwili także nie wiemy. A to może być jedna z istotniejszych kwestii. Czy pieniądze te będą wspomagać na przykład odbudowę sieci połączeń wodnych (to chyba najambitniejszy projekt forsowany przez dużą część polityków PiS), na dokończenie programu budowy autostrad, a może startupy? Chyba nikt tego w tej chwili nie wie. A ma to kolosalne znaczenie nie tylko w kwestii wysokości przyszłych emerytur, ale także ryzyka z nimi związanego, czyli tego, czy je w ogóle zobaczymy.
Koleją istotną kwestią jest to, kto system będzie nadzorował. Podobno ścierają się dwie koncepcje. Jedna, że będzie to robił Państwowy Fundusz Rozwoju i wtedy będziemy mieli do czynienia z prywatnymi funduszami, do których będą szły nasze pieniądze. Taką wersję generalnie wolę, z tym że nie bardzo rozumiem, dlaczego nadzór ma sprawować PFR. Czy on w ogóle jest do tego powołany? W drugiej koncepcji system ma działać generalnie w obszarze Funduszu Rezerwy Demograficznej. To już znacznie gorzej wygląda, bo oznacza, że w zasadzie w dowolnym momencie te środki mogą nam zostać realnie zabrane. Jeśli ktoś nie wierzy, niech popatrzy, jak to się działo w ostatnich dziesięciu latach. To by w sposób zasadniczy zmieniało sens istnienia całego tego systemu.
Najbardziej tak naprawdę boję się jednak tego, czy my Polacy rzeczywiście uwierzymy w to, że ten nowy system zagości na dłużej. W 1999 roku wmawiano nam, że tak będzie z OFE, że to rewolucja, jaka dzieje się co kilka pokoleń. Szybko jednak zaczęto grzebać w tym nowym monolicie i zmieniać różne zasady z nim związane. Potem rozmontowano go, a my dowiedzieliśmy się przy okazji, że giełda to ruletka, a OFE to tak do końca etyczne nie są. Kilka lat później dokończono dzieła destrukcji i zafundowano nam najpierw niepewność, czyli dwa lata bez koncepcji, no i nową koncepcję, która dopiero dojrzewa i być może zacznie obowiązywać za nieco ponad rok. Czyli tak naprawdę żadnej stabilności.
Stabilny, w jakimś sensie, to znaczy w sensie koncepcji właśnie, jest jedynie ZUS. Tyle tylko, że nie ma takiej prognozy, która nie zakładałaby wyraźnego zmniejszenia emerytur z ZUS. No chyba że, jak pisałem tydzień temu, wydarzy się jakiś cud. A zatem co? Jak powiedział kiedyś premier Pawlak, trzeba liczyć na siebie. Ale to wcale też nie musi być takie proste…
Nowa wizja emerytur (cz. 2)
REKLAMA
REKLAMA




















