Tegoroczne podwyżki możemy podzielić na kilka grup. Z całą pewnością najważniejsze i najdotkliwsze dla zdecydowanej większości rodzin są te związane z działalnością samorządów. Jak wiemy, samorządy mają ograniczone możliwości zadłużania się w związku ze zmianami, które wprowadził jeszcze poprzedni minister finansów. Ponieważ zadań przybywa, a nie zawsze idą za nimi pieniądze, w dodatku trzeba realizować różnego rodzaju inwestycje, większość samorządów ma problem. Stąd trzeba się liczyć z podwyżkami podatków od nieruchomości, opłat za użytkowanie wieczyste, opłat za posiadanie psa, podatków od deszczu (to rozwiązanie stosowane na przykład we Wrocławiu) itd. itp. Nie należy się także dziwić, jeśli włodarze lokalni zdecydują o wprowadzeniu jakichś nowych opłat. Trzeba się także liczyć z podwyżką cen biletów komunikacji miejskiej czy za parkowanie. Z całą pewnością nacisk na podwyższanie dochodów gminnych w 2014 roku będziemy obserwować.
Rząd także nie pozostaje dłużny. Zamrożenie progu podatkowego czy likwidacja ulg, choćby ulgi remontowej, są tego najlepszym przykładem. Konsekwencji nie odczujemy jednak od razu w styczniu, a dopiero przy okazji rozliczenia z fiskusem. Od razu zobaczymy za to efekty podwyżek akcyzy na alkohol i papierosy. Co prawda, nie są to, delikatnie mówiąc, dobra niezbędne, ale czy nam się to podoba, czy nie, spora część naszych rodaków z nich korzysta. Trzeba będzie zatem więcej płacić. A dodatkową konsekwencją podwyżki będzie zapewne zwiększenie szarej strefy. Już dzisiaj niemałej.
Z początkiem roku w górę idzie także cena gazu. To dość niespodziewana podwyżka zaserwowana nam przez państwo. Świadomie używam słowa „państwo”, bo PGNiGe jest firmą o większościowym udziale skarbu państwa, a na podwyżkę musi się zgodzić regulator, który też jest przecież podmiotem państwowym. Co prawda, po podwyżce cena gazu będzie niższa niż przed obniżką z 2013 roku, ale biorąc pod uwagę tendencje światowe, jest to dość zaskakujące. Tak czy inaczej, wydaje się, że będzie to ostatni wzrost cen. Następne lata powinny nam przynieść obniżki. Oczywiście jeśli nie stanie się nic nadzwyczajnego.
W przypadku innych podstawowych produktów nic niepokojącego nie powinno się wydarzyć. No może z wyjątkiem mleka, którego cena w skupie dość mocno wzrosła pod koniec 2013 roku. Może się to przenieść na cenę detaliczną samego mleka, jak i jego przetworów. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę cenę całego koszyka dóbr i usług, z którego korzystamy, to w pierwszych miesiącach roku powinna ona rosnąć naprawdę nieznacznie. Wzrost prawdopodobnie nie przekroczy 1%. Pod koniec roku możemy osiągnąć 2%, jednak powinna także przyspieszyć dynamika podwyżek płac, na tyle, żeby zniwelować wzrost cen. Oczywiście niestety nie u każdego pracującego. A w szczególności nie u emeryta, ponieważ waloryzacja emerytur i rent będzie w tym roku wyjątkowo niska z uwagi na rekordową niską inflację, z jaką mieliśmy do czynienia w roku 2013.
Na koniec coś optymistycznego. Tanieje prąd. A to, przyznacie Państwo, dość niecodzienna sytuacja. Mamy także szansę zobaczyć stabilizację lub nawet dalszy spadek cen benzyny i oleju napędowego. Tak czy inaczej, życzmy sobie, żeby wzrosty płac były zawsze większe niż ewentualne wzrosty cen.
Bez dramatycznych podwyżek
REKLAMA
REKLAMA




















