Trudno inaczej nazwać to, co zaprezentował ostatnio p. Błaszczak, chociaż problem jest szerszy. Obrzydliwe tchórzostwo jest immanentną cechą całej formacji pisowskiej z przyległościami, a Błaszczak i jego ostatnie występy związane z rakietą są tylko tego jaskrawym przykładem. Całe rządy PiS w ostatnim czasie uległy pewnemu przyspieszeniu, sprowadziły się w czystej postaci do tego, czym były od początku: dorwać się do władzy i kraść bez żadnej odpowiedzialności. Ale ponieważ te rządy zostały w związku ze zbliżającymi się wyborami poddane w wątpliwość i mogą zostać zakończone, obserwujemy szereg zjawisk, które dotychczas były rozłożone na czas dłuższy. Zastępująca rzeczywistość prymitywna propaganda prezentowała pisowskich wodzów jako nieomylnych, niezłomnych patriotów, a także obrońców wiary. PiS nigdy nie myli się, zawsze dotrzymuje słowa i jest tym, co najlepszego wydał naród polski. Ten obraz nie wytrzymał w zderzeniu z ujawnianymi aferami, zawłaszczeniem państwa, które stało się własnością pisowców, zatrudnianiem pociotków na doskonale płatnych stanowiskach, nieodpowiadaniem na istotne pytania. Widok pisowskich dygnitarzy (kłam „na wydrę”), uciekających po schodach, zwołujących konferencje prasowe, na których nie wolno pytać o nic istotnego, to codzienność. Ale to także widok obrzydliwych tchórzy. Pisowski zjazd otoczony kordonami policji, spotkania, na które zwozi się zwolenników z przygotowanymi pytaniami, lizusowskie zachowania, które stały się normą wszystkiego, co wiąże się z publiczną aktywnością. Ci znakomicie czujący się wśród aparatczyków, ochroniarzy i klakierów – a uciekający przed społeczeństwem – to niewyobrażalni tchórze.
Minister obrony narodowej, który oskarża generała (swojego podwładnego) o to, że mu nie powiedział o rakiecie, która mimo doskonałej, „warstwowej” obrony przeciwlotniczej „polskiego nieba” (jakby mogło chodzić o jakieś inne niebo, może chińskie?) przeleciała od granicy białoruskiej do Bydgoszczy i została znaleziona przez przypadkową osobę. W obronie p. Błaszczaka wystąpił p. Siewiera, przewodniczący Biura Bezpieczeństwa Narodowego (nie wiem, co robi to biuro, ani p. Siewiera), który wprowadził pojęcie „odbicia radarowego” w miejsce rakiety i unikał odpowiedzi na pytanie, czy kłamie Błaszczak, czy oskarżany przez niego generał. W rękach takich osobników spoczywa los naszego wojska. Premier (który kłamie) raz mówi, że wiedział, drugi raz, że nie wiedział, w końcu, że wszystko jest w porządku, nikt za nic nie odpowiada, bo najlepiej byłoby oskarżyć Tuska. Widok Błaszczaka oczerniającego generała, który z całą pewnością zgodnie z procedurami o wszystkim go poinformował, jest równie żałosny, jak żony p. Sobolewskiego (to pisowska szara eminencja), która dokładnie nie wie, w ilu jest radach nadzorczych, lub uciekających, otoczonych ochroniarzami – pp. Ziobro, Kamińskiego i Wąsika – obrońców prawa, ładu i porządku, wiernie służących autorytarnej władzy. Moim zdaniem ten nadzwyczaj sprytny i biegły w intrygach dygnitarz przestał się – przez bezmyślne i pochopne oskarżenia niewinnego generała – liczyć w trwającej już walce o schedę. Nie ma to większego znaczenia, jesienią cała ta formacja najpewniej przestanie niszczyć i demolować mój kraj, i tym samym przygnębiający i makabryczny spór o to, czy premierem powinien być Morawiecki, Ziobro, Błaszczak czy Brudziński, a prezydentem Szydło czy Witek, okaże się bezprzedmiotowy.
Ale gdyby doszło do wielkiego nieszczęścia, czyli wygranej PiS-u: „To PiS nie będzie już musiało ‘jechać po bandzie’, bo żadnych band nie będzie, nic nie ograniczy już finezyjnej mściwości naszych wodzów. Spodziewam się, że szef wszystkich mędrców, oberminister nauk wszelakich, pan Przemysław Czarnek, unieważni nie tylko tytuły naukowe, które zdobyto w niepatriotycznych okolicznościach, ale i odeśle wszystkich opornych wobec narodowo-katolickiej idei polskości, do liceum trzeciego wieku… (…)…wszystkie umysły wykształcone powyżej zasadniczych kwalifikacji zawodowych staną wobec dylematu: lojalka, albo degradacja”. (Wojciech Kuczok, „Świadectwo nieważności”, „Przegląd”, 8‒14.05.2023 r.).
Odbyła się zapowiadana i mająca przykryć ostatnie afery tzw. konwencja programowa, w rzeczywistości propagandowa pisowska hucpa. Zamiast informacji o przepełnionych zbożem (z którym nie wiadomo co zrobić) magazynach, chaosu, nieodpowiedzialności, łapczywości, marnotrawstwa, bezczelności i zwyczajnej korupcji pisowskiego reżimu, media „dobrej zmiany” miały przekazać wizję radosnych, troszczących się o ojczyznę i rodaków, zapewniających nam szczęśliwe życie dostojników. Umiłowani Przywódcy siedzieli zgodnie obok siebie, a Majestat Rzeczpospolitej aż kapał i wylewał się zewsząd, padły też propozycje programowe, które miały być objawieniem dla Narodu i wyborczym paliwem PiS-u, a okazały się (jak zwykle zresztą) wyborczą demagogią. W moim wywiadzie, który ukazał się następnego dnia w „Gazecie Wyborczej” (wydanie internetowe), określiłem to jako kłamstwa i fałszywe obietnice, które pisowcy mają znakomitą okazję zrealizować już dziś, a jeśli tego nie robią, to nie ma żadnych gwarancji, że zrobią później. Proponują społeczeństwu coś takiego: zagłosujcie na nas, a my po wyborach zrobimy te wszystkie wspaniałe rzeczy – dość prymitywny szantaż i próba przekupstwa. Nie panowie pisowcy, zróbcie to teraz. W tym duchu bardzo dowcipnie wypowiedział się na publicznym spotkaniu Donald Tusk i cała ta pisowska, wspaniała ofensywa programowa zdechła, zanim na dobre przyszła na świat. Muszą wymyślić coś nowego, co już będzie trudniejsze.
Pojawiła się informacja, że NIK rozpoczęła badanie afery związanej z rakietą pod Bydgoszczą i balonem pod Rypinem. Jest to już nudne i męczące, z całym szacunkiem dla Mariana Banasia, który raczej nie boi się PiS-u i jest niezależny, ale powinien ogłaszać w mediach wyniki swoich kontroli. Wysyłanie skarg i pism do ziobrowej prokuratury jest stratą czasu i papieru. Trudno liczyć, że ludzie odpowiedzialni za afery, które bada NIK, ukarzą samych siebie. Wiadomo, że wszystko co zrobią w każdej niewygodnej dla siebie sprawie, to gra na przeczekanie. Trudno też liczyć, że nagle p. Witek okaże się marszałkiem sejmu, a nie PiS-u i podda pod obrady wysokiej izby projekty niewygodne dla jej partii, przecież nie po to pisowcy ją tam trzymają.
Od pewnego czasu trwa walka o przyszłość Polski i odzyskanie wolności zrabowanej przez skorumpowanych i podłych nacjonalistów. Wybory nie mają nic wspólnego z demokracją, strona reżimowa dysponuje gigantycznymi możliwościami finansowymi, medialnymi i ochroną policyjnego państwa. Ale mimo to wybory są ciągle szansą dla odbudowania demokracji. I tylko wynik tej walki się liczy.
I jeszcze jedna wiadomość, która ukazała się w internecie obok zdjęcia, na jakim dwie dość obskurne metalowe rury odprowadzały ścieki: ” Rury wpadają do rzeki Czarna w Zalesiu Górnym pod Warszawą. Wychodzą spod płotu posesji z okazałym domem, nazywanym przez sąsiadów tureckim pałacem z racji wieżyczek przypominających nieco minarety. Gospodarzem pałacu jest Adam Glapiński”. Tylko pogratulować zarówno gustu, jak i bogactwa. On się specjalnie inflacją ani drożyzną nie przejmuje i myślę, że gabinet w banku, za banerami z wypisanymi pisowskimi bredniami, sprawnie i szybko opuści?




















