Polska po wyborach

0
Stefan Niesiołowski
REKLAMA

Nie zmieniły jednak sytuacji politycznej w Polsce, przynajmniej w stopniu znaczącym. Nadal mamy do czynienia z systemem de facto dwupartyjnym lub szerzej – dwubiegunowym, a jeśli utrwali się mocna pozycja PSL (zwłaszcza w mniejszych miastach i w Polsce zachodniej oraz centralnej), będzie to oznaczało umocnienie i utrwalenie rządów koalicji PO/PSL.
Ma to istotne znaczenie przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi i może zaowocować poparciem kandydata PO, obecnego prezydenta Komorowskiego, przez ludowców, a przede wszystkim przedłużenie rządów obecnej koalicji po roku 2015. Słabość i bezprogramowość lewicy i przejęcie przez dwie największe partie większości tradycyjnych postulatów programowych lewicy i innych tradycyjnie lewicowych środowisk, a także ugrupowań konserwatywnych i prawicowych działa na rzecz utrwalenia się systemu dwupartyjnego na wzór amerykański.
Kryzys lewicy jest zjawiskiem szerszym i nie dotyczy tylko Polski. Podobnie jak wzrost liczby ugrupowań nacjonalistycznych, antyeuropejskich, populistycznych i radykalnych, którym nacjonalizm w wydaniu PiS już nie wystarcza. Wszystkie te zjawiska tworzą dość wybuchową mieszankę zabarwioną w dodatku specyficzną polską zajadłością i frustracją polityków od dawna przegranych i przegrywających, głównie z PiS, ale także z innych grup i grupek.
Zasadniczo nowym zjawiskiem (bo do tego, że PiS wybory przegrało, tym razem minimalnie, ale jednak, bo decydująca jest liczba radnych i prezydentów dużych miast) jest wyraźne nieuznanie wyników wyborów przez dużą partię polityczną. Dotychczas PiS wprawdzie niechętnie, ale uznawało swoje porażki, komentując je i „wyjaśniając” przy pomocy insynuacji w rodzaju „rosyjskich serwerów”, tajemniczych szkoleń komisji wyborczych w Moskwie i wzywając swoich zwolenników do „czujności” i „patrzenia na ręce”, co miało oznaczać – „nie dopuśćmy, aby rząd i PO sfałszowali wybory”. Tym razem Jarosław Kaczyński swoim całkowicie gołosłownym i bezpodstawnym stwierdzeniem w Sejmie skierowanym bezpośrednio do posłów Platformy Obywatelskiej – „sfałszowaliście te wybory” – przekroczył kolejną granicę zimnej wojny domowej i kłamstwa.
Fałszowanie wyborów jest jednym z najcięższych przestępstw przeciwko demokracji. Oskarżenie o to przestępstwo nie może nie mieć konsekwencji. Nie było to żadne przejęzyczenie zapalczywego i nie do końca obliczalnego polityka, ale celowe stwierdzenie mające na celu otwarcie nowego frontu wojny domowej wobec wyraźnego znudzenia opinii publicznej „rewelacjami smoleńskimi”. Oskarżenie partii, która współrządzi Polską, o sfałszowanie wyborów, w dodatku bez cienia dowodów, to działania na rzecz dalszej destabilizacji sytuacji w Polsce, na rzecz zaostrzania wewnętrznego konfliktu, na rzecz podziałów i rujnowania demokracji. Jest to świadome podpalanie Polski. Nieuznanie wyników wyborów ma doprowadzić do ich powtórzenia w atmosferze szukania winnych fałszerstwa, a wymuszeniem nowych wyborów ma się zająć nie parlament, tylko ulica. Temu, w największym skrócie, służy organizowany 13 grudnia pisowski marsz będący uliczną manifestacją i demonstracją na rzecz tezy, że wybory zostały sfałszowane. Spełnienie żądań manifestantów, a więc faktycznie p. Kaczyńskiego oznaczałoby koniec demokracji w Polsce, gdyż od tego momentu każdy, kto nie jest zadowolony z wyników wyborów, mógłby przy pomocy ulicznej demonstracji zmieniać ich wynik. Jest to w najczystszej postaci anarchia i koniec demokracji rozumianej jako pochodzenie władzy z woli wyborców, a do tego faktycznie wzywa Kaczyński.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze