Ostatni taki rok?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Wstępne dane nikogo nie zaskoczyły. Oczywiście trzeba pamiętać, że to właśnie dane wstępne, będą zatem jeszcze korygowane. Nie spodziewamy się jednak jakichś istotnych zmian. Tak czy inaczej, wzrost gospodarczy w 2018 roku był bardzo wysoki i z tego trzeba się cieszyć. Wciąż głównym motorem gospodarki jest konsumpcja, chociaż w drugiej połowie roku zaczęły się mocniej dokładać inwestycje. Trzeba jednak podkreślić (poświęciłem kiedyś temu problemowi cały felieton), że tak naprawdę siła konsumpcji wynika z eksportu. Sam tak zwany eksport netto, czyli różnica między eksportem i importem, nie stanowi głównego czynnika wzrostu PKB w Polsce, ale sprzedaż za granicę jest głównym powodem wzrostu zatrudnienia i tym samym wzrostu płac. A to bezpośrednio wpływa na konsumpcję, czyli na to, że kupujemy. Coś tam dodatkowo dokłada program 500+, ale to nie jest czynnik kluczowy.
A zatem generalnie jest dobrze. A właściwie było dobrze, bo przecież dane dotyczą roku, który się skończył ponad miesiąc temu. Nas za to przede wszystkim interesuje to, co będzie. Co możemy powiedzieć na ten temat na bazie danych za 2018?
Nie mamy jeszcze szczegółowych wielkości za czwarty kwartał zeszłego roku, ale na bazie wstępnych danych za cały rok i szczegółowych za trzy kwartały parę rzeczy możemy wywnioskować. Na przykład to, że spada dynamika konsumpcji, czyli kupujemy coraz więcej, ale przyrosty są coraz mniejsze i nie widać czynników, które mogłyby ten trend odwrócić. Czwarty kwartał 2018 był gorszy od trzeciego, pierwszy 2019 pewnie będzie gorszy od czwartego 2018. Skoro tak, to główny czynnik rozpędzający gospodarkę hamuje. Jego rolę mogłyby przejąć inwestycje krajowe, ale na razie tego nie widać. To znaczy widzimy wzrost inwestycji, ale głównie za sprawą wzrostu inwestycji publicznych, realizowanych przez rząd i samorządy. Ten trend pewnie będzie jeszcze utrzymany, trzeba przecież angażować środki unijne. A projektów, jak wiemy, jest sporo. Wciąż jednak nie widać przesłanek wyraźnego wzrostu inwestycji dokonywanych przez firmy prywatne. A to mogłoby być czynnikiem stabilizującym gospodarkę. Cały czas aktywizacja tych inwestycji jest wyzwaniem dla rządu. W badaniach przedsiębiorców, obok problemów z pracownikami i niestabilnością otoczenia gospodarczego, coraz większe znaczenie ma jeszcze jeden czynnik ograniczający wzrost inwestycji – coraz większe problemy z uzyskaniem finansowania na rozwój. Głównie ze strony sektora bankowego.
Wszystko wskazuje na to, że szczyt koniunktury rozpoczętej w Europie w 2014 roku miał miejsce w roku 2018. W przypadku Polski prawdopodobnie był to trzeci kwartał 2018. Teraz będzie już gorzej. Jak bardzo? Oto jest pytanie, które sobie wszyscy zadajemy. Mamy już gorsze „twarde” dane z najważniejszych gospodarek świata, takich jak USA, Chiny, a w Europie przede wszystkim Niemcy. Wzrost PKB u naszych zachodnich sąsiadów spadł w okolice 1% rok/rok z prawie 3% pod koniec 2017. Pogarszają się wyraźnie wskaźniki „miękkie”, czyli wszelkiego rodzaju próby zbadania nastrojów menedżerów czy konsumentów. A to nie najlepiej mówi o perspektywach na przyszłość. A zatem świat zwalnia. Nie wiemy, jak bardzo zwolni, ale wiemy, że z pewnością przełoży się to także na nas. Rząd w budżecie na 2019 rok założył wzrost gospodarczy na poziomie 3,8%, co jest wyrazem tych oczekiwań.
Jedną rzecz chciałem jednak wyraźnie podkreślić. Oczekujemy spowolnienia, pogorszenia, niższego wzrostu. Ale to nie znaczy, że czeka nas kataklizm. Nie widać czynników, które miałyby nas pchnąć w powtórkę z przełomu 2008 i 2009 roku, kiedy w ciągu miesięcy dynamika PKB spadła w Polsce o 6 punktów procentowych. Większość z nas zapewne tego hamowania w najbliższych miesiącach nie odczuje. Jeśli, to dopiero w przyszłym roku, ale tylko wówczas, gdy spełnią się te bardziej pesymistyczne prognozy. Już w tym roku może być jednak ciekawie na styku rząd/społeczeństwo – w tym sensie, że coraz więcej grup społecznych, pobudzonych propagandą totalnego sukcesu gospodarczego upomina się o swoje. A w roku wyborczym chęć do takich wystąpień rośnie. W zderzeniu z hamującą gospodarką może to rodzić ból główny w ministerstwie finansów, choć zapewne ze skutkami tegorocznych decyzji w pełnym stopniu będzie się musiał zderzyć dopiero ten, komu przyjdzie sprawować funkcje szefa resortu w przyszłym roku. A to już może być zupełnie inna osoba.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze