Pisowskie lizusy zaprezentowały i cały czas prezentują ten stopień lizusostwa pomieszanego z podłością, że jak to się mówi – ludzkie pojęcie przechodzi. Manifestacja służalczości polegająca na skandowaniu przez posłów do polskiego Sejmu nazwiska człowieka, który delikatnie mówiąc ma poważne kłopoty z prawem, oskarżonego o szereg kryminalnych przestępstw, przypominała manifestację posłów targowicy wobec carycy Katarzyny czy spektakle służalczości w czasach panującego nam Josifa Wissarionowicza. Wchodząc jako poseł do Sejmu Polski, która – w wyniku cudu, jakiego symbolem jest dzień 4 czerwca – odzyskała wolność i niepodległość, nie przypuszczałem, że dojdzie do takiego upodlenia i hańby zgotowanej nam przez skorumpowanych nacjonalistów. Dla nich bowiem liczy się tylko władza i związane z nią pieniądze i dla niej gotowi są do każdego kłamstwa i podłości. Wrogami są oczywiście demokraci i ludzie walczący o wolność, a sojusznikami wszelkiego autoramentu dyktatorzy. Trump, który naopowiadał tyle bzdur i naobiecywał tyle wspaniałych rzeczy, będzie miał poważne problemy u siebie i ostatnim jego zmartwieniem jest los pisowskich przegranych aferzystów. Myślę, że nie wie, kto to jest Kaczyński, nawet nie bardzo orientuje się, gdzie leży Polska i najpewniej nie potrafi wymienić żadnej ważnej daty z naszej historii ani polskiego bohatera narodowego? Swoją drogą jest coś kuriozalnego w donosach, jakimi zasypują Trumpa pisowscy donosiciele i cała ta szczujnia, która wywleka jakieś odnoszące się do dawnych spraw wypowiedzi swoich przeciwników, podsuwając Trumpowi różne cytaty, licząc, że amerykański prorok obali znienawidzony reżim Tuska i przywróci do władzy zbawcę narodu.
Nacjonaliści w rodzaju Kaczyńskiego czy Orbana, aby utrzymać się u władzy muszą podporządkować sobie media, wymiar sprawiedliwości, a najlepiej także system wyborczy tak, by wybory nie mogły niczego zmienić, jak w krajach komunistycznych, Iranie i wielu innych dyktaturach. W Polsce pisowcy nie zdążyli tego zrobić, a być może Kaczyński uwierzył w swój geniusz, że zawsze wygrywa, i przegrał. Nie wydaje się możliwe, aby Trump uczynił swój reżim nieusuwalnym, o czym marzy każdy dyktator, ale jeśli spróbuje, to poniesie klęskę, tak jak podczas szturmu na Kapitol, za co być może kiedyś odpowie. Ale jedno z amerykańskiej lekcji wynika i to przede wszystkim dla Polski – nieukaranie przestępców i tolerowanie jawnego łamania prawa mści się, i to okrutnie. Właśnie doświadczają tego dziś Stany Zjednoczone i oby nie doświadczał tego nasz kraj, bo czego Kaczyńskiemu i jego lizusom z pewnością nie brakuje – to mściwości. I jak w znanej piosence, która pozwalała mi wytrwać na wewnętrznej emigracji w PRL-u i potem w czasach ponurej „dobrej zmiany” – znów będziesz mógł coś przeczekać. Trzeba przeczekać Trumpa – myśli pewnie wielu Amerykanów?
Przekaz PiS-u na trwającą już kampanię brzmi mniej więcej tak: „Własne rządy nazywane są ‘złota epoką’. Jeśli przegramy, to będzie koniec Polski, zabiorą nam wszystkie prawa. Kto zabierze? Liberalno-lewicowe elity, tworzą one wielkie państwo europejskie, rządzone przez Niemców. Jak to owe elity chcą osiągnąć? Niszcząc nasze tradycje, wiarę, Kościół, rodzinę, rolnictwo, walutę, odrzucając ‘naszą demokrację’ i praworządność. Dowód: prawne, ale bezprawne prześladowania i fałszywe oskarżenia ze strony nowej władzy, która nie cofa się nawet przed torturami. Na końcu ma być triumf lewackich ideologii, LGBT, gender, klimatyzmu, rozpuszczenie narodu w potopie imigrantów. A dlaczego tylu wyborców wciąż popiera antynarodowe formacje? Bo zostali zmanipulowani, ogłupieni – Kaczyński mówiąc o wyborcach koalicji 15 października, użył w Przysusze rosyjskiego słowa ‘zduraczeni’ (od durak – głupek). Zdumiewające, że wszystkie prawicowe partie na Zachodzie są w swojej retoryce podobne” (Jerzy Baczyński, „Zduraczenie”, „Polityka”, 16-22.10.2024 r.).
Bo wszystkie walczą o to samo – o władzę, jak Lenin, któremu o nic innego nie chodziło, a jego reżim przetrwał 75 lat, ale za jaką cenę. Na razie ten rekord osiąga zbrodniczy, ludobójczy reżim Kimów w Korei Północnej, cena wydaje się być porównywalna.
Najnowszy sondaż poparcia dla PiS-u świadczy, że jak przewidywałem w jednym z ostatnich felietonów, zaczyna się powolne zdychanie pisowskiego obozu. Różnica poparcia pomiędzy PO a PiS-em wynosi już 9% i partia Kaczyńskiego zjechała grubo poniżej 30%. Dotychczas dość twardo trzymała się stałego 30-procentowego poparcia. W skali całej koalicji, w przeliczeniu na liczbę mandatów, wynosi to grupo ponad 230 mandatów dla koalicji demokratycznej, co oczywiście dziś niczego nie przesądza, ale jest solidną zaliczką w wyborach prezydenckich, które wreszcie uwolnią Polskę od makabrycznej groteski prezydentury p. Dudy i chyba wreszcie ten pan stanie przed sądem, na co solidnie i ciężko zapracował. Nie wydaje mi się, aby uratowało go przed odpowiedzialnością za łamanie Konstytucji i praworządności oraz zaprowadzanie w Polsce autorytarnego systemu poklepanie po plecach przez Trumpa.
Upada kłamstwo smoleńskie, co pociągnie za sobą chyba też upadek Macierewicza i być może zostanie udzielona odpowiedź na pytanie, które zadaję sobie od początku lat dziewięćdziesiątych: wariat czy agent, a najpewniej i jedno, i drugie. Oczywiście oczekiwanie, że po wystąpieniach specjalistów i fachowców, którzy obalili wszystkie brednie i kłamstwa Macierewicza, po pięknych wystąpieniach posłów Władysława Kosiniaka-Kamysza i Cezarego Tomczyka, pisowcy powiedzą Kaczyńskiemu – odejdź, a sami przeproszą i przestaną powtarzać smoleńskie brednie, to jakby oczekiwać od księdza O., że przyzna się do kradzieży, Kamiński i Wąsik do podsłuchów i szkalowania ludzi, a Rydzyk do kłamstwa i nienawiści oraz wyłudzania pieniędzy. Kaczyński, a za nim cały PiS, z różnym entuzjazmem będą brnąć w to kłamstwo i powtarzać brednie o prześladowaniach oraz porównywać wszystkich (którzy nie powtarzają za nimi bredni o zamachu) do zwolenników Putina, a przedtem Stalina. Macierewicz nawet nie próbował polemizować w Sejmie z tezami komisji, głównym dowodem na wybuch i zamach miało być wiele lat temu stwierdzenie czegoś w tym rodzaju przez wysokiego urzędnika z USA oraz uchwała kontrolowanego przez PiS Sejmu i oświadczenie Kaczyńskiego. Ciekawe, że na manifestacji smoleńskiej nie było Macierewicza, jakby PiS zaczynało go chować. Maleńka grupka otoczona okrzykami: kłamca, kłamca! Do Kaczyńskiego, który bezsilnie złorzeczył przeciwnikom i skarżył się na policję, którą niedawno rządził.
„Zapytany z jakich dokumentów wynika, że doszło do zamachu w Smoleńsku, Jarosław Kaczyński odpowiedział, że to nie wynika z dokumentów, ale z ,sytuacji zupełnie naocznej’. Sformułowanie ‘sytuacja zupełnie naoczna’ należy do tego samego porządku co ‘oczywista oczywistość’: nawet jeśli coś nie zostało udokumentowane, a przedtem zinterpretowane czy poddane śledztwu, nawet jeśli może być oznaką czegoś innego (wypadku), to przecież może być potwierdzeniem każdej innej tezy (zamach). ‘Naoczność’ i ‘oczywistość’ zwalnia nas zdaniem Kaczyńskiego z obowiązku krytycznej analizy, np. przyczyn danego zjawiska. Nie oczekujmy jednak racjonalności w zabiegach budujących smoleński mit, który w dużej mierze spaja elektorat największej partii opozycyjnej. Owszem, takie rozumowanie i takie sformułowanie mogłoby się pojawić w kabaretowym antyinteligenckim skeczu. Ewentualnie w nekroburlesce” (Michał Rusinek, „Marny kabaret, raczej burleska”, „Gazeta Wyborcza”, 9-11.11.2024 r.).
Pewnym nowym elementem jest jednak wyraźne zniechęcenie obozu pisowskiego do podtrzymywania urojeń Kaczyńskiego oraz kłamstw Macierewicza, który najwyraźniej nie wykazuje entuzjazmu do angażowania się w smoleńską brednię oraz to, że paliwo smoleńskie jest coraz słabsze. W kampanii prezydenckiej PiS raczej nie będzie go zbyt chętnie używał, ale to, co najważniejsze dla Polski w wielu wymiarach, nie tylko w wyborczej kalkulacji, to zaprowadzenie Macierewicza przed wymiar sprawiedliwości, oczywiście wraz z wieloma innymi przestępcami. To powinna być operacja szybka i sprawnie przeprowadzona, materiałów obciążających jest dość. Serial ze zmianą ról, różnymi bohaterami i w efekcie zmęczeniem społeczeństwa zaszkodzi Polsce, a więc tym samym pomoże PiS-owi. Wszystko, co jest złe dla PiS-u, jest dobre dla Polski i odwrotnie. Ameryka poznała właśnie cenę tolerowania przestępcy w polityce.
Obserwujemy dość zabawną przepychankę pomiędzy PiS-em a Konfą, kto jest większym patriotą i kto bardziej powinien obchodzić święto 11 listopada. Nie ma to większego znaczenia. Są to i tak naturalni sojusznicy i pokraczne klony oraz odpadki polskiej demokracji. Sam dzień 11 listopada jest nie tylko historyczną rocznicą odzyskania niepodległości po 123 latach nieistnienia Polski, cudem politycznym, którego nikt nie mógł przewidzieć, ale także świętem wolności i demokracji, bo odradzająca się Polska powstawała jako demokratyczna republika z wszystkimi wolnościami obywatelskimi tamtej epoki. Nie było bardziej demokratycznej Konstytucji niż nasza z 1921 roku, wzorowana na francuskiej, amerykańskiej i 3 Maja. Dlatego zwolennicy Putina, polityczni chuligani, antysemici i wrogowie wolności (Polska bez Żydów, LGBT, Unii Europejskiej) demonstrujący w dniu 11 listopada są obrazą rozsądku i zniewagą dla Polski.
I jeszcze do tego wszystkiego komiczne, odlotowe wypowiedzi Andrzeja Dudy, który uznał siebie za wcielenie Państwa Polskiego, a swoje domniemane kompetencje wywodzi z monarchii absolutnej – wybitny prawnik i znawca historii. Trzeba powiedzieć, że bezczelności i tupetu mu nie brakuje, ale to także raczej kolejny element burleski politycznej, jaką funduje nam obóz pisowski, do którego p. Duda zawsze należał i należy.




















