Największym problemem ekonomicznym, który odnotowaliśmy w 2016 roku, jest wyhamowanie inwestycji. Po raz pierwszy od wielu lat mamy do czynienia z ich spadkiem i to naprawdę poważnym. W całym roku wartość inwestycji może zmniejszyć się nawet o 8% w ujęciu rok/rok. Rząd, głównie ustami wicepremiera odpowiedzialnego za sprawy gospodarcze, ma swoje wytłumaczenie tej kwestii.
Po pierwsze, jest problem z wykorzystaniem środków unijnych. Jest to z pewnością prawda. Oczywiście można teraz dyskutować, dlaczego tak jest. Wersja rządu: przez PO, która nie przygotowała odpowiednich przepisów dla „pociągnięcia” pieniędzy z nowej unijnej perspektywy budżetowej. Pamiętajmy jednak o tym, że nowy rząd działa już rok. Trudno uznać, że w tym opóźnieniu nie ma żadnej jego winy.
Po drugie, mówi wicepremier Morawiecki, samorządy nie chcą wydawać, bo wolą to robić bliżej wyborów samorządowych. Z pewnością jest tu też przynajmniej ziarnko prawdy. Warto jednak zauważyć, że w przyszłym roku centrum nie daje im możliwości zadłużenia się, budżet centralny z deficytem na poziomie 2,9% PKB wypełnia bowiem skutecznie maksymalny poziom całego deficytu sektora finansów publicznych, czyli samorządów także. Czy zatem samorządy będą miały środki na udział własny w programach unijnych?
Po trzecie, ma nam przeszkadzać rzekome spowolnienie gospodarcze w krajach ościennych. Ten argument jest najsłabszy, bo akurat z naszym eksportem nic złego się nie dzieje, a to on w pierwszej kolejności powinien odczuć hamowanie, szczególnie na przykład w Niemczech. Tak na marginesie: patrząc na kwartalne wyniki z ostatnich dwóch lat w Niemczech, akurat hamowania gospodarki nie obserwujemy.
Padł jeszcze argument o tym, że firmy nie inwestują na złość PiS‑owi, trudno jednak go bronić, obserwując choć powierzchownie to, co się dzieje w gospodarce.
Moim zdaniem w retoryce rządu zabrakło jednego, szalenie ważnego czynnika. Być może najważniejszego. Prawda jest niestety taka, że wyraźnie pogorszyło się to, co określamy jako otoczenie gospodarcze. I stało się tak głównie na skutek działania polityków. I to nie tylko partii rządzącej. Przedstawiciele PiS wprowadzili spory mętlik w kwestii tego, co się może wydarzyć. Najpierw Morawiecki niechętnie wypowiadał się o inwestorach zagranicznych, którzy w zasadzie, tak można streścić jego słowa, tylko i wyłącznie eksploatują nasz kraj. Pamiętam kilka konferencji, w czasie których wspomniani inwestorzy zagraniczni wyrażali rozgoryczenie związane z tymi słowami. Samo rozgoryczenie to jednak za mało, żeby nie inwestować. Ale zapowiedzi coraz to nowych pomysłów, które mają być wprowadzone w życie, to już argument za tym, żeby szukać jakiegoś innego miejsca w świecie dla rozwoju swojego biznesu. Czy ktoś wie, jak będzie wyglądał w Polsce system podatkowy za dwa lata? A ile będzie kosztował prąd? Albo woda i gaz, i to nawet wtedy, kiedy na świecie nie wydarzy się nic takiego, co by miało wpłynąć na ich ceny? Do tego dochodzi ewidentny czarny PR robiony przez posłów opozycji. Ich różnego rodzaju wystąpienia w mediach zagranicznych, w których, delikatnie rzecz ujmując, nie promują oni naszego kraju jako miejsca bezpiecznych inwestycji z pewnością nam nie pomagają. A to już jest sytuacja bez precedensu.
Brak stabilności przeszkadza oczywiście także polskim przedsiębiorcom. Jak cokolwiek planować w takich warunkach? Jak liczyć opłacalność jakiejkolwiek inwestycji?
I na to wszystko nakładają się wydarzenia ostatnich dni. Nie mam zielonego pojęcia, czy budżet uchwalono zgodnie z prawem, czy nie, bo nie jestem konstytucjonalistą. Ale jeśli Financial Times, jedno z najważniejszych pism finansowych świata, się nad tym zastanawia, to z pewnością nie można tego uznać za sukces. Jak wyglądamy w świecie z parlamentem blokowanych przez posłów? Jak jakaś bananowa republika, niestety. Oczywiście nie ma co przesadzać – pamiętamy sceny z Korei Południowej czy nawet z Wielkiej Brytanii, gdzie posłów też lubi ponosić. Ale w naszym przypadku to kolejne wydarzenia w ciągu wielu zdarzeń, które w ostatnich miesiącach się dokonały.
Szkoda. Po raz kolejny gdzieś gubimy to, co najważniejsze. Mamy szanse na kolejny skok do przodu. A z takim wizerunkiem będzie nam z pewnością trudniej.
Psucie wizerunku
REKLAMA
REKLAMA




















