Inflacja w dół, ale za wcześnie na optymizm

0
Marek Zuber
REKLAMA

Marcowa inflacja spadła do poziomu 16,2% w ujęciu rocznym. To tak zwany szybki odczyt, na ostateczne dane poczekamy do połowy kwietnia. Ale nie zmienia to faktu, że w dużej mierze za spadek inflacji odpowiada efekt statystyczny.
Kilkukrotnie już przy okazji różnych wielkości ekonomicznych wspominałem o tak zwanym efekcie bazy. Czasem jakaś wielkość mocno się zmienia nie dlatego, że faktycznie doszło do zmiany czynników wpływających na tę wielkość, tylko akurat odnosimy się do bardzo niskiej albo bardzo wysokiej bazy. I dokładnie tak właśnie trzeba patrzeć na dane inflacyjne za marzec. Teoretycznie jest dobrze, mamy bowiem bardzo mocny spadek. W lutym tego roku koszyk dóbr i usług konsumpcyjnych podrożał bowiem o 18,4% w stosunku do jego ceny w lutym 2022 roku, a w marcu wzrost ten wyniósł 16,2%, a zatem znacząco mniej.

Jednak powodem takiego odczytu nie jest poważna zmiana jakichś trendów, lecz to, że w marcu zeszłego roku doszło do potężnego wzrostu cen na skutek eskalacji wojny w Ukrainie. Najlepiej jest to widoczne na danych pokazujących inflację miesięczną. Czyli wzrost cen koszyka inflacyjnego w stosunku do poprzedniego miesiąca. W marcu 2022 roku wyniosła ona aż 3,3%! Czyli o 3,3% podrożał koszyk inflacyjny w ciągu zaledwie jednego miesiąca. Przypomnę, że to, co chcemy mieć, to wzrost cen o 2,5% z możliwymi odchyleniami o punkt procentowy w górę lub w dół. Czyli inflacja powinna się zawierać w przedziale miedzy 1,5% a 3,5%. Ale inflacja roczna, a nie miesięczna! Czyli taki wzrost powinien dotyczyć ceny koszyka inflacyjnego w okresie dwunastu miesięcy. Tymczasem rok temu tej wielkości zmiana dotyczyła okresu miesięcznego. Ostatni raz coś takiego widzieliśmy w zasadzie w okresie hiperinflacji na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. No, ale doskonale pamiętamy wydarzenia sprzed roku, jak choćby kolejki pod stacjami benzynowymi i potężny wzrost cen paliw.

REKLAMA (3)

No i teraz owe 3,3% z marca 2022 roku wypada nam z liczenia inflacji rocznej. W to miejsce wchodzą zmiany cen z marca 2023 roku, już zdecydowanie mniejsze, co nie znaczy, że małe, o czym za moment. Możemy też inaczej na to spojrzeć: koszyk inflacyjny porównujemy z wywindowaną wojenną paniką ceną koszyka sprzed roku. Czyli porównujemy się właśnie z bardzo wysoką bazą. Tak czy tak, jest to sytuacja specyficzna. I głównie dlatego widzimy obecny mocny spadek inflacji. Inflacji, ale nie cen, bo ceny dalej rosną, tylko trochę wolniej, właśnie o 16,2%.
Warto wrócić do danych miesięcznych. W marcu koszyk inflacyjny podrożał o 1,1% w stosunku do lutego. Czyli tyle wyniosła inflacja miesięczna. To tylko trochę lepiej niż w lutym, kiedy mieliśmy 1,2%. Oczywiście w stosunku do stycznia zmiana jest spora, wtedy było 2,5%, ale w styczniu mieliśmy efekt wzrostu cen regulowanych i wycofania się rządu z tarczy antyinflacyjnej. A zatem marzec w tym kontekście nie przyniósł żadnej rewolucji. Mało tego: jeśli tak miałoby być do końca roku, to mowy nie ma o jednocyfrowej inflacji w grudniu. Zmierzam do tego, że cieszę się oczywiście ze spadku inflacji rocznej, ale na razie odpowiada za niego głównie efekt statystyczny. Jak już pisałem kilka razy, zakładam, że w kolejnych miesiącach także inflacja miesięczna będzie się powoli wygaszać i że na koniec roku zobaczymy wzrost cen na poziomie wyraźnie poniżej 10%. Jednak na razie żadnego przełomu nie ma.

REKLAMA (2)

I do podobnych wniosków można dojść patrząc na inflację bazową, czyli inflację bez cen żywności i nośników energii. Tu nawet jest gorzej, bo prawdopodobnie danych jeszcze nie mamy, mogła ona trochę wzrosnąć. Trochę, czyli o około 0,1 – 0,2 punktu procentowego. W lutym mieliśmy 12% rok/rok.
No to na koniec jeszcze jedna nieprzyjemna kwestia. Ostatnie dane inflacyjne pokazują, że w marcu żywność podrożała o 24%. W kwietniu cudów pod tym względem nie będzie, czyli wzrost też będzie ogromny. Na Święta Wielkanocne kupujemy głównie żywność, a zatem czeka nas spory wzrost wydatków w stosunku do tego, co było przed rokiem. Mało tego: jeśli ograniczymy się do tak zwanego koszyka wielkanocnego – czyli przede wszystkim do chleba, masła, wędlin, jaj, produktów potrzebnych do upieczenia różnych słodkości itp. – to wzrost cen będzie jeszcze większy, niż pokazują dane o wszystkich produktach żywnościowych w koszyku inflacyjnym. Moim zdaniem w stosunku do zeszłego koszyk wielkanocny podrożał o 30% – 40%, w zależności od miejsca dokonywania zakupów i jego dokładnego składu. Takich rzeczy nie widzieliśmy w Polsce od trzydziestu lat. Jak do tego dodamy fakt, że nasze wynagrodzenia za tym wszystkim nie nadążają, to nie może dziwić, że około 60% Polaków zamierza w te święta oszczędzać na produktach z nimi związanych. I ten fakt to także jest przejaw kryzysu, który nas dotknął.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze