„Ich już nie ma” – powiedział Donald Tusk na wiecu w Jagodnem (dzielnicy Wrocławia), dziękując mieszkańcom miejsca będącego symbolem pisowskiej klęski. To oznacza, że niczego nie zmienią agonalne odruchy Morawieckiego, idiotyczne i podłe zagrywki p. Dudy, kreującego się na męża stanu i ojca narodu, a będącego pisowskim aparatczykiem i nikim więcej. Niczego nie zmienią obsługujący kadzielnicę kłamstwa tzw. dziennikarze. Przepraszam, termin „kadzielnica kłamstwa”, którego podobnie jak terminu „szczujnia” jestem autorem, jest zarezerwowany dla mediów „katolickich” p. Rydzyka, dla publicznej telewizji, radia i przyległości lepiej pasuje określenie „szczujnia”. To funkcjonariusze zatrudnieni w tych instytucjach za budżetowe – czyli nasze – pieniądze podpisują od początku nieważne kontrakty i liczą na wielkie odprawy, podobnie jak prezesi, dyrektorzy, menadżerowie itp. spółek, fundacji i instytutów, oczywiście narodowych, patriotycznych, katolickich, poświęconych pamięci „żołnierzy wyklętych”. Niczego nie zmieni powierzenie tworzenia rządu przez p. Dudę „zwycięzcy”, p. Morawieckiemu, ma on taką szansę jak śnieg w lipcu. Ta misja, podobnie jak „historyczne” orędzie p. Dudy, jest farsową stroną polskiej polityki. Wszystko, co od 15 października pisowcy mówią i robią, ma charakter kosztownej dla Polski farsy. Nic już nie zależy od Kaczyńskiego, oni już nic istotnego nie mogą uczynić. Oczywiście będą do końca robić to, co umieją najlepiej, czyli kraść, już nie bezkarnie?
I jeszcze raz warto powtórzyć: wybory wygrał dla Polski Donald Tusk. Oczywiście ogromna jest rola młodzieży oraz kobiet upokorzonych przez tzw. klauzulę sumienia i werdykt TK p. Przyłębskiej, aktywistów liczących głosy i patrzących na ręce pisowcom gotowym do każdego draństwa. Ale to Tusk brał na siebie całą nienawiść policyjnego państwa, niezmordowanie jeździł, przemawiał do tysięcy ludzi, zorganizował dwa wielkie marsze, biorąc na siebie ryzyko niepowodzenia. I dostał ponad 500 tysięcy głosów, co jest chyba absolutnym rekordem. To jego wielkie osobiste zwycięstwo dla wolnej Polski. To zwycięstwo nad dyktaturą kłamstwa, zacofania, korupcji i podłości. To klęska Kaczyńskiego, do którego być może dotarło (jeśli przez tę skórę grubszą niż na nosorożcu cokolwiek jest w stanie dotrzeć), że jego czas minął, jest już politycznym trupem. Staje się wyłącznie śmieszny, a jego wystąpienie smoleńskie było popisem głupoty i zajadłości, świadczących o braku zdolności do refleksji. Powtarzanie wszystkich bredni o zagrożeniu narodu i państwa polskiego, o niemieckim agencie Tusku oraz Targowicy, którą jest koalicja partii demokratycznych (a więc na Targowicę głosowało 11 mln ludzi), to dowód, że pogrąża się w politycznym szaleństwie. Pojednanie i zakończenie wojny polsko-polskiej jest konieczne, ale trudno będzie pojednać się z kimś, kto z nienawiści i zimnej wojny domowej uczynił podstawę swojej polityki. Rozsierdzony, wrzeszczący swoje brednie, otoczony skorumpowanymi miernotami, niedawno jeszcze potężny „naczelnik” jest już tylko groteską. I jeszcze ten wyprany z entuzjazmu marsz przegranych nacjonalistów, cicha nadzieja pisowców, na szczęście bez rządowego zasilania powoli odchodzący na śmietnik historii.
Jest jakimś ponurym żartem najnowszej historii, że obrzydliwy, zapyziały w swoich kompleksach, prowincjonalny ignorant był 8 lat dyktatorem Polski. Prawdopodobnie już większej roli nie odegra. Jak to było możliwe, że demokracja w Polsce wyniosła do władzy gruboskórnego prostaka, a przy tym cynika, który instrumentalnie traktował wszystko, kiedyś zarzucał Rydzykowi moskiewskie filiacje, a potem łasił się do tego oligarchy i tuczył go naszymi pieniędzmi. Otoczył się lizusami i przekupnymi miernotami, brał na swoje listy komunistycznych pachołków, odrażających psychopatów lub zasadnie oskarżanych o związki z moskiewskimi służbami. Dla tego ojca narodu kreującego się na następcę Piłsudskiego liczyło się tylko utrzymanie władzy, a Polska była mu potrzebna na tej zasadzie co opryszkowi łup. Jak to możliwe, że tak wielu ludzi wykształconych (nawet niektórzy, nieliczni, zasłużeni dla Polski) służyło kłamstwu i podłości, głosiło kult „męża stanu równego królom – św. prof. Lecha Kaczyńskiego”? Jak to możliwe, że Kościół mający głosić prawdę i miłość bliźniego, bez czego jest instytucją zbyteczną, stał się pisowską przybudówką, chciwą, łapczywą, a przy tym jak sycylijska mafia broniącą swoich członków przed karą za przestępstwa najbardziej odrażające, jak pedofilia? I wreszcie jak to możliwe, że zorganizowana grupa przestępcza, która bezkarnie kradła, kłamała i poniżała, zdobyła w nierównych, ale w jakimś sensie wolnych wyborach 36% głosów i o mało nie wygrała po raz trzeci i tym razem ostateczny? Co byłoby zepchnięciem Polski do nędzy, przemocy i zniewolenia.
Ich już nie ma. Jeszcze pisowskie media prezentują dziwaczny spektakl obrony demokracji i szczucia na politycznych przeciwników. Tak przyzwyczaili się do swoich kłamstw, że chyba nie są w stanie mówić nic innego. Powtarzają brednie, przez które przegrali wybory – o niemieckiej okupacji i niemieckim agencie Donaldzie Tusku, o znakomitej kondycji pisowskiego państwa, o wspaniałych rządach, na których niewdzięczne społeczeństwo się nie poznało, o medialnej przemocy i spisku wrogów Polski oraz ich niemieckich mocodawcach. Teraz ci, co bezwstydnie kłamali i służyli dyktaturze, bronią wolności słowa, ostrzegają przed zwolnieniami z pracy i represjami motywowanymi politycznie (sami bez wahania wyrzucili z pracy wszystkich, którzy nie chcieli być kolaborantami reżimu). Ostrzegają przed łamaniem praw człowieka, demokracji i Konstytucji, tacy jej obrońcy wolności, jak Przyłębska, Sakiewicz, Wildstein, Karnowski i inni niepokorni, odważni. To wszystko można też wyczytać w pisowskich mediach, które upadną, jak skończy im się finansowanie z budżetu. I to, co dla mnie jest najbardziej smutne, to młode, ładne, o miłej powierzchowności pisowskie propagandystki, udające dziennikarki, zadające pytania na zamówienie pisowców, bez wahania kłamiące i z miłym uśmiechem starające się podlizać pisowcom oraz zaszkodzić wolności i demokracji. W czasach PRL-u zastanawiałem się, skąd oni biorą tylu kolaborantów? Jak to możliwe, że wykształceni ludzie o miłej powierzchowności służą kłamstwu? I czy możliwe, że chodzi tylko o pieniądze, bo przecież wszystkie pisowskie gwiazdy prowadzą luksusowe życie w zamian za służbę kłamstwu, ale czy to może być jedyne uzasadnienie? Z pewnością wielu z nich to absolwenci „dzieł” p. Rydzyka, jeszcze jeden z argumentów na rzecz nietuczenia załganej do szpiku kości instytucji, jaką stał się w mojej ojczyźnie Kościół.
„Wynik wyborów to szansa na powrót do zachodnioeuropejskiej rodziny, do której Polska zapisała się 34 lata temu. Dotychczasowa opozycja musi zdawać sobie sprawę, że taki wielopokoleniowy akt zawierzenia w wartości demokratyczne, jaki miał miejsce 15 X, zdarza się może raz na dekady. Z tej szansy powinna zatem wyciągnąć wszystko”. (Mariusz Janicki, „Kampania powyborcza”, „Polityka”, 02 – 07. 11. 2023 r.).
I jeszcze kochana Agnieszka Osiecka, której nigdy nie zapomnę, bo jak zostałem skazany na 7 lat więzienia razem z innymi wspaniałymi ludźmi, podpisała list z prośbą o uwolnienie. To, co pisała, odnosiło się do października 1956 roku, to też był wielki przełom i tamte słowa pasują dziś: ”Przynajmniej raz na pokolenie feta narodom się należy. Dudnienie bębnów, trąb trąbienie i darcie szarpiów dla żołnierzy… Myśmy to mieli, nam to dali, znów do nas się uśmiechnął Bóg, ja, kiedy przyszłam, jeszcze grali, ja, kiedy przyszłam, śpiewał róg”.




















