To będzie specyficzny kryzys

0
REKLAMA

Marek ZuberSłowo „kryzys” zaczyna się coraz częściej pojawiać w debacie publicznej w kontekście tego, co się może wydarzyć w najbliższych kwartałach. Wszystko jednak wskazuje na to, że będzie to kryzys specyficzny.
Coraz więcej danych potwierdza hamowanie polskiej gospodarki. Wystarczy wspomnieć choćby o produkcji przemysłowej, czy o sprzedaży detalicznej. Hamowanie gospodarki wynika i będzie wynikało głównie z przyczyn zewnętrznych. Największa gospodarka świata – czyli Stany Zjednoczone – w zasadzie weszły już w recesję. Wstępne dane za drugi kwartał pokazują spadek PKB o 0,9%. W pierwszym kwartale było -1,6%, a zatem mamy już dwa kwartały pod rząd na minusie. Trzeba tylko pamiętać, że to dane dość specyficzne, mianowicie tak zwane zanualizowane. W Europie w przypadku PKB używamy danych kwartał do kwartału, czyli pokazujemy jak zmienił się on w stosunku do poprzedniego kwartału lub rok do roku, tu podstawę stanowi analogiczny kwartał rok wcześniej. W Stanach mamy jeszcze ujęcie, które można określić mniej więcej tak: jakie zmiany odnotowałby roczny PKB, gdy utrzymałoby się to, co widzimy w danym kwartale. To są właśnie dane zanualizowane. Nie zmienia to jednak faktu, że w USA możemy w zasadzie mówić o recesji. Choć nie tak dotkliwej, jak w przypadku danych rok do roku. Słabą sytuację widzimy oczywiście nie tylko za oceanem. Wystarczy popatrzeć na naszych zachodnich sąsiadów – największą gospodarkę Europy – którzy ocierają się o minus w przypadku danych kwartalnych.

Drugi problem to oczywiście sytuacja wewnętrzna w kraju. Podwyżki stóp procentowych robi się po to, żeby hamować inflację. Ale hamują one także naszą aktywność, czyli hamują gospodarkę. W dodatku wynagrodzenia rosną już mniej niż inflacja, a to oznacza mniej środków do dyspozycji. Część gospodarstw domowych będzie bardziej narażona na wymuszone oszczędności, choćby ci, którzy opalają swoje domy węglem. Nadszedł zatem czas nieco bardziej ostrożnego wydawania pieniędzy, czyli relatywnie mniejszej konsumpcji. W przypadku inwestycji też cudów, delikatnie mówiąc, nie należy oczekiwać. Kredyty podrożały, przedsiębiorcy boją się przyszłości, co jednoznacznie pokazuje choćby wskaźnik PMI mówiący o ich nastrojach. Spadł on właśnie do poziomu 42,1 pkt. Gorzej było tylko na początku pandemii. Przypomnę, że poniżej 50 pkt. oznacza złe czasy dla gospodarki. W dodatku wciąż mamy nieprzewidywalność, jeśli chodzi o pomysły rządzących. No i brak środków z Krajowego Planu Odbudowy też nie pomaga w intensyfikacji inwestycji.

REKLAMA (3)

Możemy dyskutować, czy zobaczymy w Polsce formalną recesję, czyli dwa kwartały na minusie. A jeśli tak, to czy będzie to recesja kwartał do kwartału, czy rok do roku. Moim zdaniem przynajmniej ta pierwsza jest niestety bardzo prawdopodobna. Ale nawet jeśli jej nie będzie, to mocne hamowanie gospodarki jest w zasadzie pewne. A zatem słowo „kryzys”, które już od jakiegoś czasu pojawia się w mediach, stanie się faktem. Kryzys oznacza oczywiście pogorszenie sytuacji. Ale z punktu widzenia przeciętnego polskiego gospodarstwa domowego będzie to kryzys specyficzny. Moim zdaniem charakterystyczny dla kryzysu wzrost bezrobocia będzie bowiem relatywnie nieznaczny. W czerwcu, jeszcze siłą rozpędu, stopa bezrobocia osiągnęła poziom 4,9%, w zasadzie najniższy od początku zmian ustrojowych w Polsce. W apogeum kryzysu pewnie dojdziemy w okolice 7%. A to oznacza, że dalej bezrobocie będzie relatywnie niskie. W dalszym ciągu ze znalezieniem pracy nie będzie dużo większych problemów niż teraz. Co się zatem zmieni? Po raz pierwszy od lat, nie licząc krótkiego okresu na początku pandemii, na mniej nas będzie stać. Jak już napisałem, spodziewam się teraz wielu miesięcy, w których inflacja będzie wyższa od wzrostu wynagrodzeń. A zatem nie będziemy się jakoś istotnie bać, że pracę stracimy, albo że jej nie znajdziemy. Jednak będziemy odczuwać pogorszenie naszych możliwości zakupowych. Będziemy po prostu pod tym względem biedniejsi.

REKLAMA (2)

Jeszcze słówko na marginesie. Polski rynek cukru jest rzeczywiście specyficzny, to prawda. Piszę o tym dlatego, że na świecie cukier obecnie tanieje. Na początku pandemii nastąpiło załamanie jego ceny, faktem jest, że w ciągu kolejnego roku cena wzrosła dwukrotnie, ale potem nastąpiła stabilizacja, a obecnie mamy ponad dziesięcioprocentowy spadek. Co nie oznacza, że tak musi być w Polsce. Ale proszę Państwa, cukru naprawdę nie zabraknie. Niedobory w niektórych sklepach w największej polskiej sieci wynikały z problemów logistycznych. Niedobory te wywołały pogłoskę, że nie ma cukru, ta z kolei spowodowała spiralę, klienci rzucili się wykupywać cukier w innych sklepach i stąd ograniczenia w dostępności. To ten zwiększony popyt namieszał i spowodował wzrost cen w wielu miejscach. Ale to jest przejściowe. Na dzisiaj nie ma żadnych argumentów fundamentalnych na to, żeby kilogram cukru kosztował 4 PLN czy 5 PLN.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze