Umowa UE – Japonia

0
Marek Zuber
REKLAMA

W czasach, kiedy prezydent najpotężniejszej gospodarki świata, czyli USA, wygłasza hasła deprecjonujące dotychczas wypracowane porozumienia handlowe, w których uczestniczyło jego państwo, Unia Europejska i Japonia wydają się iść dokładnie pod prąd słowom i deklaracjom Donalda Trumpa. Oczywiście cel Trumpa to już zupełnie inna kwestia. Być może rzeczywiście uważa on, bez względu na to, czy ma rację, czy nie, że Stany Zjednoczone zbyt dużo oddają w dotychczas podpisanych umowach i chodzi tylko o renegocjację ich warunków. Nie zmienia to jednak faktu, że decyzja polityków UE i Kraju Kwitnącej Wiśni w obecnych czasach jest z pewnością także symbolem braku zgody na retorykę amerykańskiego prezydenta.
Zajmijmy się jednak umową. Dzięki jej podpisaniu powstanie największa strefa wolnego handlu na świecie. UE to drugi po USA pod względem wielkości Produktu Krajowego Brutto obszar globu. Japonia z kolei to trzecia gospodarka świata po wspomnianych USA i Chinach. W sumie mówimy o PKB przekraczającym 20 bilionów USD, co oznacza prawie 30% gospodarki światowej. Pod względem ludnościowym także mamy do czynienia z imponującymi wielkościami. W UE mieszka nieco ponad pół miliarda ludzi. W Japonii prawie 130 mln. Mamy więc 630 mln potencjalnych konsumentów. Dodajmy, bogatych konsumentów. Fakt: w Chinach czy Indiach mieszka dwa razy więcej ludzi, ale większość z nich, szczególnie w Indiach, to wciąż osoby bardzo biedne.
Umowa ma zacząć działać od roku 2019, choć oczywiście mamy wiele okresów przejściowych. Ale już od początku będzie widać wyraźny spadek obciążeń z tytułu wymiany handlowej. Nie ma co ukrywać, że to Japonia bardziej chroniła w ten czy inny sposób swój rynek przed penetracją z zewnątrz. Tak na marginesie warto o tym wspomnieć także przy okazji polityki Trumpa. Japonia, potem Chiny, także inne kraje azjatyckie, jak choćby Korea Południowa mocno dążyły i dążą do otwarcia innych rynków dla swoich produktów i usług. Ale w drugą stronę działa to różnie. Nawet jeśli teoretycznie nie powinno być poważnych przeszkód, to w praktyce z takowymi mamy do czynienia. Doskonale widać to na przykładzie Japonii i wieprzowiny. Samo cło wynosi 43%, a to tylko część problemu. Skomplikowane procedury bardzo często de facto uniemożliwiały sprzedaż w tym kraju. Wiedzą o tym także polscy producenci.
Jak my, Polacy, możemy na tym skorzystać? Pierwsza kwestia to właśnie eksport żywności. Mamy nadzieje, że stopniowe znoszenie barier, tu zmiany są rozciągnięte na lata, umożliwi większą sprzedaż naszych płodów rolnych. Liczymy także na jeszcze większe zainteresowanie japońskich inwestorów Polską. Już dzisiaj wyprzedzają ich pod względem wartości inwestycji jedynie Amerykanie. Dla części z Czytelników może to być zaskoczeniem, ale w Polsce działają dziesiątki firm z kapitałem japońskim, tyle że raczej mniejszych. Spektakularnych, głośnych inwestycji, czyli wielkich fabryk jest niewiele. Ale w sumie mówimy o miliardach dolarów. Przykładem takiej nowej inwestycji jest zakład Mabuchi Motor w Bochni. Umowa o wolnym handlu może jeszcze bardziej zacieśnić współpracę na tym polu.
Wiele obiecujemy sobie także na przykład po obniżeniu ceł na samochody. Choć tu sytuację trzeba dobrze rozumieć. Wiele modeli jest bowiem produkowanych już teraz na terenie UE, więc nic się nie zmieni. Ale w przypadku aut wytwarzanych w Japonii może dojść do spadków cen. Piszę „może”, będzie to bowiem zależało od polityki realizowanej przez poszczególne koncerny. Już teraz bywało tak, że auta wytworzone w Japonii były mniej marżowe właśnie ze względu na cło, czyli koncern mniej na nich zarabiał. Wcale nie musi zatem dojść do obniżek, a jeśli nawet, to nie do takich, jakie wynikają ze zmian przepisów. Tak na marginesie: właśnie sektor motoryzacyjny jest jednym z tych, który na zmianach może zyskać najbardziej. Z tym że mam tu na myśli także europejskich producentów. W szczególności chodzi mi na przykład o samochody premium, czyli głównie producentów niemieckich. Dla nas także ma to znaczenie – wiele części do tych samochodów produkowanych jest w Polsce.
Japonia ma także otworzyć na firmy z UE swój rynek zamówień publicznych i to także jest szansa dla polskich firm. Być może jeszcze w mniejszym stopniu w kwestii samodzielnego udziału w przetargach, ale w kooperacji z firmami z Europy zachodniej z pewnością.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze