Waloryzacja „500+”

0
REKLAMA

Program „500+” działa już od trzech lat. Dla jednych jest wielkim sukcesem, dla innych nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Pewne jest to, że wielu rodzinom wyraźnie pomógł. Rosnące ceny powodują jednak, że pojawia się pytanie o jego waloryzację. W ostatnich dniach mówi się o tym więcej.

Wprowadzony w 2016 roku program „500+” miał trzy podstawowe cele. W kolejności podawanej przez rząd były to: zwiększenie dzietności, poprawa sytuacji bytowej rodzin wielodzietnych i inwestycja w kapitał ludzki. Zdecydowanie najważniejszym, przynajmniej tak to przedstawiali pomysłodawcy, był cel numer jeden. I rzeczywiście w roku 2017 urodziło się więcej dzieci, niż w roku 2016. Zmiana nie była jednak imponująca, a poza tym w kolejnych latach żadnego przyrostu już nie ma. Oczywiście można stawiać tezę, że trzy lata to za mało, żeby jakiś istotny efekt się pojawił, ale pamiętajmy, że nadzieję szybkiej reakcji na program rozbudzał sam rząd i jego eksperci. Tak do tego podchodząc trudno uznać, że cel udało się osiągnąć. Oczywiście można tworzyć różne koncepcje, na przykład odnieść się do pesymistycznych prognoz z końca pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku, z których wynikało, że liczba urodzeń pod koniec drugiej dekady spadnie poniżej 350 tysięcy rocznie. I na tej bazie udowadniać, że skoro ten trend odwróciliśmy, to znaczy, że program działa. Moim zdaniem jest to jednak działanie na siłę. Ja mogę postawić tezę, że odwrócenie trendu wynika ze spadku bezrobocia. Moim zdaniem „500+” ewidentnie nie doprowadził do istotnego wzrostu dzietności w Polsce.
Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę cele numer dwa i numer trzy, to tu z pewnością możemy mówić o sukcesie. Szczególnie w rejonach biedniejszych i w odniesieniu do rodzin wielodzietnych. I myślę, że obok kwestii czysto ekonomicznych obserwujemy także efekt wyjścia ludzi z przygnębiającego stanu niemożności i skazania na łaskę rządzących na lokalnych rynkach pracy. Może określenie, że ludzie odzyskali godność jest trochę na wyrost, ale coś w tym jednak jest. A w kwestii inwestycji w kapitał ludzki, czyli finansowania różnych dodatkowych zajęć najmłodszym to wyniki programu przerosły najśmielsze oczekiwania.
Oczywiście cały czas mamy otwartą kwestię finansowania programu. Nie ma takich danych, z których wynikałoby, że program, a szczególnie jego rozszerzenie, finansujemy ze zwiększenia ściągalności podatków. Pomagała i pomaga nam w tym koniunktura. Jeśli ona osłabnie, będzie trzeba coś wymyślić. Na przykład podnieść jakieś podatki, parapodatki, albo nałożyć nowe. Być może warto, ale trzeba sobie z tego zdawać sprawę.
Tymczasem pojawia się pomysł, żeby program zwaloryzować. Teoretycznie ma to sens. Skoro mamy inflację, a mamy, to beneficjenci programu są stratni w stosunku do pierwotnej wartości 500 PLN w roku 2016. W dodatku rodziny najbiedniejsze tracą więcej. W ich przypadku na żywność wydaje się bowiem znacznie więcej, niż mniej więcej jedną czwartą dochodów. Owa jedna czwarta to udział wydatków na żywność i napoje bezalkoholowe w koszyku dóbr konsumpcyjnych, na bazie którego liczy się wskaźnik CPI, czyli potocznie inflację. W przypadku tych rodzin spadek wartości „500+” jest zatem większy, bo żywność od 2016 roku podrożała wyraźnie bardziej, niż wzrosła inflacja. Tak czy inaczej sensownym wydaje się zatem dołożenie środków. Jest jednak kilka „ale”.
Na pierwsze zwrócił uwagę Mateusz Morawiecki w kampanii wyborczej. Skoro PiS zdecydował się rozszerzyć program także na pierwsze dziecko, to znaczy, że wszyscy, którzy mają więcej dzieci dostaną 500 złotych więcej. A zatem jest to rodzaj waloryzacji, szczególnie hojnej dla tych, którzy mają mniej dzieci. Na przykład dwoje.
Po drugie sytuacja bytowa dość mocno zmieniła się w stosunku do roku 2016. Więcej ludzi pracuje i wyraźnie wzrosły zarobki. Oczywiście nie wszystkim i nie wszędzie, ale w większości miejsc w Polsce z pewnością. Czy w takiej sytuacji zwiększanie 500+ ma sens? Przecież, jak napisałem przed chwilą, w praktyce okazało się, że jest to głównie program socjalny. Czy wobec poprawy sytuacji jest sens intensyfikować w taki bezwarunkowy sposób programy socjalne? Tym bardziej, że ludzi do pracy brakuje i nie zapowiada się, żeby to się zmieniło. A 500+, już tak delikatnie to określę, na pewno nie jest argumentem za tym, żeby pójść do pracy.
No i jeszcze jedna kwestia: waloryzacja kosztuje. Czy naprawdę znajdziemy na to pieniądze?
Z jednej strony waloryzacja wydaje się naturalnym procesem w sytuacji tego typu programów. Z drugiej mamy jednak argumenty przeciw. Które podejście zwycięży zobaczymy niebawem.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze