Wzrost jest, reform brak

0
Marek Zuber
REKLAMA

Możemy już ostatecznie powiedzieć, że prognozy z końca 2013 roku się potwierdziły. Większość ekonomistów, nie biorę pod uwagę nadwornych pesymistów wieszczących krach wszystkiego i upadek wszystkich, zakładała, że polska gospodarka rozwinie się w tempie między 3,2% a 3,4%. I tak się stało, jesteśmy nawet w górnej granicy przedziału. Wygląda na to, że relatywnie największym pesymistą, oczywiście abstrahując od wspomnianych już „czarnowidzów”, był minister finansów. W budżecie mieliśmy zapisany wzrost na poziomie 2,4%. Jedni uważali, że to po prostu zwykła ostrożność Jacka Rostowskiego, bo to on konstruował ten budżet, inni, do których i ja należę, że chodziło o wygenerowanie dodatkowych środków z tytułu wyższego wzrostu. Wiadomo, zbliżają się przecież wybory.
Co ciekawe, zaobserwowaliśmy przyspieszenie w eksporcie, sprzedaż za granicę wzrosła bowiem w 2014 roku o 5,7%, wobec 4,8% w roku 2013. I to pomimo sytuacji za naszą wschodnią granicą. Wyraźnie wzrosło także spożycie w gospodarstwach domowych o 3,1%.
Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja z deficytem sektora finansów publicznych. Przypomnę, że sektor ten składa się w Polsce z pięciu elementów, ale zdecydowanie najważniejsze są dwa: budżet centralny i samorządy. Deficyt ten spadł do 55 mld PLN, czyli do 3,2% PKB. W 2013 roku było to prawie 67 mld PLN, czyli 4% PKB. Dla porządku dodajmy, że PKB w wartości nominalnej wyniósł w 2014 roku 1,73 bln PLN.
Rząd próbuje przedstawić spadek deficytu jako duży sukces prowadzonej polityki w zakresie i gospodarki, i finansów publicznych. Przypomnijmy, że Komisja Europejska chce, aby deficyt nie był większy od 3% PKB. Ponieważ w Polsce jest więcej, zostaliśmy poddani tak zwanej procedurze nadmiernego deficytu. 4% do PKB w 2013 roku nie robiło już takiego wrażenia, ale w 2009 roku mieliśmy ponad dwa razy więcej. W dzisiejszych realiach byłoby to wręcz fatalne, ale wtedy, w apogeum światowego kryzysu, nikogo to w jakiś dramatyczny sposób nie straszyło. Tak czy inaczej, deficyt do PKB z roku na rok spada. Pozostaje jednak pytanie: dlaczego?
Oczywiście faktem jest, że spadkowi deficytu w stosunku do PKB sprzyja wzrost PKB. Wiadomo: jak rośnie mianownik ułamka, to nawet jeśli licznik się nie zmienia, cały ułamek maleje. Można zatem zadać pytanie: jak bardzo działalność rządu wspomagała wzrost gospodarczy w ostatnich latach? Najkrócej powiedzieć można chyba tak: rewolucji żadnej w pozytywnym sensie nie było. Chociaż jakieś działania możemy zobaczyć, choćby na poziomie wspierania eksportu.
W tym felietonie bardziej interesuje mniej jednak licznik ułamka, czyli spadek samego deficytu. Bo rzeczywiście do takiego spadku systematycznie dochodziło. W 2009 roku mieliśmy około 120 mld PLN, w zeszłym 55 mld PLN. To wręcz skok jakościowy. Poważne reformy? Dramatyczne ograniczenie wydatków? Co go spowodowało?
Tak na prawdę trzy elementy. Pierwszy to zmiana przepisów dotyczących zadłużania się samorządów. W efekcie duża część z nich zadłużać się już praktycznie nie może. Jak poradzą sobie w sytuacji, kiedy będzie trzeba wykorzystywać nowe środki unijne? Dobre pytanie, bo dług, dla wielu z nich stanowił wkład własny do projektów. Ograniczenie możliwości zadłużania się samorządów było zresztą z punktu widzenia budżetu centralnego, najprostsze, bo nie dotyczyło bezpośrednio tego budżetu. Łatwo było ministrowi decydować o, w pewnym sensie, nie swoich pieniądzach. W ten sposób załatwiono sprawę przynajmniej 30 mld PLN. A reszta? Reszta to już budżet centralny. Tyle tylko, że nie mówimy tu o realnych oszczędnościach w obszarach nadmiernie rozdętych wydatków. 20 mld PLN „zaoszczędzono” z tytułu reformy OFE, bo mniej więcej tylu środków nie trzeba wpłacać do FUS. 5‑7 mld PLN rocznie to efekt wyższej stawki VAT i zamrożenia płac w budżetówce. W zasadzie tylko ten ostatni element możemy określić jako oszczędności. Żeby być sprawiedliwym, dodajmy jeszcze, że w 2014 roku nie zrealizowano planu wydatków. Pytanie tylko, czy się z tego cieszyć, skoro część z nich dotyczyła inwestycji?
A zatem poważna reforma strukturalna? Odważna zmiana kierunku wydatków? Ograniczenie socjalu? Nic z tych rzeczy, to nie dlatego spada deficyt sektora finansów publicznych. Ale dobre jest to, że spada. Chociaż z prawdziwymi problemami przyjdzie nam się jeszcze zmierzyć.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze