– Niedawno na jednym z portali społecznościowych zobaczyłam krótki filmik. Dorosły mężczyzna dzwoni do matki, mówi do niej: „Mamo, wracam do domu, kupić coś?” Kobieta z wściekłością odpowiada: „Mieszkanie sobie kup”. Dialog rozbawił mnie, ale po chwili zreflektowałam się, że ja to samo powinnam powiedzieć do swojego syna. Bartek ma 32 lata, skończył studia, pracuje, nieźle zarabia. I niestety, ani myśli wyprowadzać się ode mnie, kiedy próbuję z nim na ten temat porozmawiać, od razu się oburza i odpowiada, że na razie nie stać go na wynajęcie mieszkania, a tym bardziej na kupno – mówi Iwona.
Iwona i Bartek
Na ślubnym kobiercu stanęła, gdy miała zaledwie 19 lat, była już w ciąży. Po trzech latach urodziła jeszcze córkę. – Mieszkaliśmy z rodzicami mojego męża, ciasnota, ciągłe konflikty z byle powodu, chociaż to ja zajmowałam się domem, sprzątałam, gotowałam. Wszyscy chodzili do pracy, więc uważali, że to należy wyłącznie do moich obowiązków. Mimo że oprócz tego zajmowałam się dziećmi, nie narzekałam. Moje małżeństwo nie przetrwało jednak próby czasu, dzieci miały dziewięć i sześć lat, gdy odeszłam od męża. Wynajmowałam koszmarnie drogie mieszkanie, trochę pomagali mi rodzice i babcia, dostawałam alimenty na dzieci, pracowałam w sklepie, jakoś udawało mi się wiązać koniec z końcem. Bartek i Agnieszka nie sprawiali kłopotów, dobrze się uczyli, byli samodzielni i odpowiedzialni. Po skończeniu liceum syn wyjechał na studia, wybrał prawo, potem jeszcze historię, uczył się znakomicie, dostawał naukowe stypendium. Aga poszła do technikum i od razu zapowiedziała, że na żadne studia się nie wybiera. Jak mówiła, tak zrobiła, po szkole od razu znalazła pierwszą pracę, zaraz po maturze wyprowadziła się do swojego chłopaka. Teraz pracuje za granicą, do Polski wracać już nie chce. A Bartek? Gniazdownik, siostra się z niego śmieje, że siedzi u mamusi – opowiada Iwona.
Bartek sam kupuje sobie jedzenie, czasem coś dołoży do rachunków. – Naturalne było, że dawałam mu pieniądze, gdy studiował, potem przez blisko rok pracował jako wolontariusz w jednej z krakowskich kancelarii adwokackich, więc też nie miał swoich pieniędzy. Później dostał umowę o pracę, ale warunki mu nie odpowiadały, marzył o otwarciu prywatnej kancelarii w rodzinnym mieście. Wspólnie z kolegą ze studiów wynajął lokal i szukał klientów. W wieku 27 lat Bartek znowu ze mną zamieszkał, a oprócz pracy w kancelarii uczył jeszcze w szkole historii. Praktycznie nie widywałam go całymi dniami. Gdy był na studiach spotykał się z kilkoma dziewczętami, przyprowadzał je nawet do domu. Teraz niepokoi mnie, że praktycznie nie interesuje się kobietami. W kancelarii zatrudnił jeszcze dwóch prawników, więc ma sporo czasu dla siebie, tym bardziej, że zrezygnował z pracy w szkole. Gdy ma wolne, albo siedzi w domu, albo podróżuje, chociaż teraz przez pandemię ma ograniczone pole manewru. Czasem gotuje, ale tylko dla przyjemności, wszystkie domowe obowiązki ciążą na mnie, wstyd się przyznać, ale Bartek nie wie, jak włącza się pralkę… – opowiada mama 32-latka.
– Dlaczego miałbym się wyprowadzić? – pyta Bartek. – Wspólne mieszkanie obojgu przynosi korzyści, ja daję mamie trochę pieniędzy, bo wiem, że niewiele zarabia. Płacę za prąd, kupuję opał na zimę, wykonuję też w domu typowo męskie prace, na które mama nie miałaby siły. Zawsze mogę liczyć na smaczny obiad, uprasowane koszule i posprzątany pokój. Czasem myślę, żeby się wyprowadzić, ale musiałbym matkę zostawić samą. Siostra jest w Anglii, odwiedza ją dwa, trzy razy w roku, więc to na mnie spada obowiązek opieki nad mamą. Niedawno miała bardzo poważną operację, przez kilka tygodni dochodziła do siebie, cały czas przy niej byłem.
Czy nie chce założyć własnej rodziny? – Taka myśl przychodzi mi czasem do głowy, ale doświadczenia moich przyjaciół nie napawają optymizmem. Większość jest już po rozwodach, procesują się z eksżonami o możliwość widywania się z dziećmi, są jeszcze bardzo młodzi, a już ciężko doświadczeni przez los. Mam przyjaciółkę, z którą od czasu do czasu się spotykam, taki układ mi odpowiada, ona też jest zadowolona – mówi 32-latek.
























