Wszystkie grzechy sąsiada

0
sasiedzi
sasiedzi
REKLAMA

Co słychać za ścianą?
– Po całym dniu pracy chciałabym odpocząć, ale nie mogę – żali się Beata. Jest nauczycielką w podstawówce, dorabia, opiekując się dziećmi znajomych, w domu też obowiązków jej nie brakuje. Wieczorami niczego tak nie pragnie jak ciszy. Tymczasem sąsiad z zza ściany jest na emeryturze, rozpiera go energia, lubi towarzystwo i coś mocniejszego na poprawę humoru. Żona źle znosi mężowskie nawyki, więc krzyczy, trzaska drzwiami. – I tak kilka razy w tygodniu – kontynuuje Beata. – Chcąc nie chcąc, uczestniczę w małżeńskiej wymianie zdań i wiem już wszystko, że ona go na zbity pysk wyrzuci razem ze wszystkimi kijami, czyli wędkami, bo idzie łowić, a wraca na bani, że syn jest kretynem, bo podobny do ojca, że żona to żmija taka sama jak teściowa. Głowa mi już od tego pęka.
Pani Jadwiga ma inny problem. – Mieszkała nade mną moja równolatka, ale niedawno zmarła. Wprowadziła się jej wnuczka z mężem i dziećmi. Tam nie ma kłótni. Są śmiechy, jakaś muzyka, czasem naczyniami ktoś się zatłucze. Mnie to nie przeszkadza. Jednego nie wytrzymuję – tupania! Dzieci grają w piłkę, skaczą, biegają po całym mieszkaniu. Mnie aż serce od tego dudnienia boli. Prosiłam o spokój, ale usłyszałam, że przecież nie zamkną dzieci w klatce.
Dariusz mówi, że w weekendy poziom tolerancji ma wyższy niż w dni robocze. – Kto robi imprezy w środku tygodnia? Ludzie chcą spać, bo rano idą do pracy. Zazwyczaj mam stopery w uszach, ale ostatnio było tak głośno, że nawet ze stoperami obudziłem się o drugiej w nocy. Zapukałem i powiedziałam, że od tego są kluby, żeby imprezować.
Jedni swoje sąsiedztwo znoszą z pokorą, inni proszą o interwencję stróżów prawa lub idą ze skargą do spółdzielni. – Najczęściej mieszkańcy skarżą się na zakłócanie spokoju w godzinach wiecznych i nocnych, na awantury, pijackie imprezy, głośną muzykę – wylicza Janusz Galas, prezes Miejskiego Zarządu Budynków w Tarnowie. – Spory budzi także palenie papierosów na klatkach schodowych i na balkonach. Regulamin porządku domowego zabrania palenia na klatkach, w takich przypadkach upominamy lokatorów.
– Rocznie podejmujemy ponad sto interwencji dotyczących sąsiedzkich konfliktów – mówi Krzysztof Tomasik, komendant Straży Miejskiej w Tarnowie. Przyczyny sporów są bardzo różne: libacje, dokarmianie gołębi i kotów, wywieszanie prania w taki sposób, że ogranicza dostęp światła w mieszkaniu poniżej, puszczanie głośnej muzyki, poranne koszenie trawy, odbijanie piłki o ścianę bloku, parkowanie utrudniające przejazd. – Jeden z mieszkańców zamykał ujadającego psa na balkonie, inny rozciął worki z liśćmi wystawione przez sąsiada, kolejny wysypał potłuczone szkło na ulicę, licząc, że jego odwieczny wróg przebije opony. Kiedy dysponujemy dowodami, wystawiamy mandat, którego wysokość może sięgać maksymalnie 500 złotych, lub kierujemy sprawę do sądu.


Tupot małych stóp i kilka demonów
Starszy aspirant Jacek Boda, dzielnicowy mający w opiece rejon obejmujący m.in. ulice Bitwy o Wał Pomorski, Bitwy pod Monte Cassino i Bitwy Pod Studziankami, mówi, że dominują sprawy dotyczące zakłócania ciszy nocnej oraz hałasu, którego sprawcami są dokazujące w mieszkaniach dzieci.
Na wojnę poszły sąsiadki, z których jedna otwierała okno na klatce schodowej, a druga zamykała, skarżąc się na przeciągi. – Nie możemy stwierdzić, że sprawa jest błaha i nie będziemy się nią zajmować. Próbujemy uspokoić sytuację, rozmawiamy, szukamy kompromisu. W tym jednak przypadku trudno było spór zażegnać. Okno było na przemian otwierane i zamykane, aż jedna z pań podjęła decyzję o przeprowadzce – opowiada Jacek Boda.
W gąszczu spraw bardziej i mniej poważnych pojawiają się takie, które trudno racjonalnie wytłumaczyć. Jedna z mieszkanek skarżyła się na podtruwanie jej przez sąsiadów „suchymi kroplami z prądem”. Kolejna wychodziła z mieszkania w stroju kąpielowym, kierując się stronę kościoła. Jeszcze inna oblewała drzwi sąsiada oliwą, następnie posypywała je solą i skrapiała wodą święconą. Wszystko po to, by wypędzić demony.
– U pani stwierdzono zaburzenia psychiczne. Wszystko się uspokoiło, gdy się wyprowadziła – wyjaśnia starszy aspirant Andrzej Nosek. Czasem udaje się wypracować porozumienie, tak było z pewnym starszym panem, który od kilkudziesięciu lat zostawiał samochód w tym samym miejscu. Uznał bowiem, że teren jest jego. Auta nieświadomych niczego kierowców obklejał naklejkami, spuszczał z kół powietrze. Aż zrozumiał, że nie można przejąć na własność miejsca parkingowego przez zasiedzenie. Niczego natomiast nie udało się wskórać w sprawie dzieci biegających po mieszkaniu, hałas przeszkadzał sąsiadom z dołu. Sprawa trafiła do sądu, a ten ją umorzył. Prawa bowiem nikt nie złamał ani nie naruszył ciszy nocnej, po godzinie dwudziestej drugiej dzieci zawsze grzecznie spały.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze