
Ludzie mówią, że najgorzej jest wtedy, gdy maszynista pociągu, „uwiesi” się na klaksonie i dłuższy czas niemiłosiernie trąbi. To jest jak nagły alarm, który od razu stawia człowieka na równe nogi. Oni, wiedząc o co chodzi, jakoś to próbują znieść, choć z trudem, ale goście, którzy pojawiają się w ich domach, na chwilę tracą orientację. Zwłaszcza gdy pozostają na noc i są w niezwykły sposób budzeni. Ale maszyniści nie dają tutaj spokojnie spać nikomu, miejscowym też.
– Do tej sytuacji trudno przywyknąć, ponieważ jest zbyt uciążliwa. Trudno przejść nad tym do porządku dziennego, dlatego ciągle walczymy, nie rezygnujemy – oznajmia Tomasz Domin, właściciel domu przy ul. Środkowej na tarnowskim Rzędzinie. Wąska, peryferyjna uliczka wije się między potokiem Małochlebówka a szosą prowadzącą do Woli Rzędzińskiej. Obok biegnie magistrala kolejowa Kraków – Medyka. Od niedawna okolica zaludniła się, bo ludzie tu się pobudowali, po obu stronach stoją szeregi okazałych domów. Ci nowi szybko się przekonali, że dość zaciszna okolica ma jednak pewien feler.
– Kiedy miałem zamiar kupić tutaj działkę budowlaną, zdawałem sobie sprawę z tego, że mój przyszły dom znajdzie się w bliskim sąsiedztwie linii kolejowej. Byłem tu i widziałem wszystko. Ale też rozmawiałem z koleją, która poinformowała mnie, że w związku z modernizacją tego szlaku wszelkie uciążliwości, które może powodować takie sąsiedztwo, zostaną wyeliminowane. Ucieszyłem się, podjąłem decyzję o zakupie parceli. Rzeczywiście, wzdłuż torów postawiono ekrany akustyczne, które ograniczają hałas, lecz później ujawnił się jeden istotny problem – opowiada Edward Habel, sąsiad Tomasza Domina.
Muzyka z lokomotywy
Ten problem to właśnie sygnały ostrzegawcze podawane przez maszynistów pociągów jadących w stronę Rzeszowa. Dokładniej chodzi o sygnały Rp 1 „Baczność” uruchamiane przed przejazdami kolejowo-drogowymi.
– Dają się nam mocno we znaki – podkreśla Tomasz Domin. – Nocą nie można się wyspać przy otwartym oknie, bo do mieszkania wpadają przejmujące dźwięki. Najgorzej jest wtedy, gdy jakiś maszynista „uwiesi” się na tej „trąbce” i robi nam koncert przez pół kilometra swojej jazdy.
– Rzecz jasna, nikt z nas nie ma pretensji o to, że obok nas przejeżdżają pociągi. Od początku wiedzieliśmy, że tak będzie. Rozumiemy, że kolej chce zadbać o bezpieczeństwo, ale w tym przypadku podawanie sygnałów mija się z celem – twierdzi pan Edward.
Przejazd kolejowo-drogowy zlokalizowany jest 1,2 km stąd, na północny wschód, w kierunku Woli Rzędzińskiej. Pan Tomasz zimą przeprowadził eksperyment. Podjechał pod przejazd, zaczekał na nadjeżdżający pociąg, sprawdził, czy przy zamkniętych szybach w oknach samochodu słychać z tej odległości klakson, którego użyje maszynista. Wyszło na to, że trzeba się specjalnie wsłuchiwać, żeby usłyszeć, ale już przy włączonym radiu czy dmuchawie powietrza staje się to niemożliwe.























