Dwie Unie w finale?

0
Wieslaw Dobruszek
Wieslaw Dobruszek1
REKLAMA

Pasja do żużla niejedno ma imię. Niektórym nie wystarcza kibicowanie swojej drużynie i regularne uczestnictwo w sportowym widowisku. Wiesław Dobruszek – leszczyński dziennikarz żużlowy, swoją pasję przekuł w książki poświęcone temu sportowi. Jest już autorem ponad trzydziestu pozycji i pracuje nad kolejnymi!
Tradycyjne pytanie: jak rozpoczęła się Twoja żużlowa przygoda?
Pochodzę z Leszna, a Leszno to wiadomo‑ Unia i żużel! Kiedy miałem kilka lat chodziłem na stadion na mecze, najbardziej z tamtego okresu pamiętam Memoriały Alfreda Smoczyka i ich wielką ówczesną gwiazdę Henryka Żytę. To był mój pierwszy idol. Regularnie na imprezach w Lesznie zacząłem się pojawiać w drugiej połowie lat 60. Wciągnął mnie ten sport jak wielu innych kibiców. Potem, w szkole zawodowej, moim klasowym kolegą był Roman Jankowski. Mocno mu kibicowałem, pamiętam jego pierwsze treningi, jeździłem za nim na różne zawody. Z tymi wyjazdami wiąże się także moja przygoda z Tarnowem. W maju 1976 roku w ciągu dwóch dni odbyły się ćwierćfinały Złotego Kasku i Srebrnego Kasku. Czyli osiem turniejów, z czego aż w siedmiu startowali zawodnicy Unii Leszno. Ktoś musiał z nimi jechać. No i poproszono mnie, abym pojechał do Tarnowa właśnie z Romanem i bodajże Stasiem Turkiem jako kierownik ekipy na ćwierćfinałowe zawody o Srebrny Kask. Tamten turniej wygrał Jerzy Kochman ze Śląska Świętochłowice, a ja zapamiętałem jeszcze, że mieliśmy nocleg w hotelu położonym obok stadionu.
Po latach kibicowania zostałeś dziennikarzem żużlowym. Podobno przez przypadek?
Trochę tak. Będąc jeszcze młodym człowiekiem, pisywałem różne artykuły i informacje na temat żużla, ale tak dla siebie, jak to się mówi „do szuflady”. Kiedy jesienią 1990 roku powstał w Lesznie Tygodnik Żużlowy, brałem udział w konkursach, które organizował, pisałem sprostowania, wysyłałem moje typy – „dwudziestki” najlepszych zawodników. W końcu spotkał się ze mną redaktor naczelny Adam Zając i zaproponował współpracę. Bardzo szybko zostałem sekretarzem redakcji, sporo pisałem. I tak z Tygodnikiem Żużlowym jestem związany do dziś, a więc już ćwierć wieku.
A skąd pomysł na pisanie książek?
Jeszcze w latach 90. byłem współautorem „Vademecum Ligi Polskiej” – książki wydanej właśnie przez Tygodnik Żużlowy. Potem z jednym z kolegów z Leszna napisałem historię Memoriału Alfreda Smoczyka. W 2003 roku założyłem własne wydawnictwo, jego pierwszą pozycją było „Żużlowe ABC”. Początkowo planowałem jeden tom takiego leksykonu sportu żużlowego, ale materiału uzbierało się tyle, że wydałem go w trzech tomach, a potem rok po roku dopisywałem kolejne. Potem pojawiły się inne cykle, które tworzyłem sam lub z pomocą innych kolegów pasjonujących się historią żużla – „Asy żużlowych torów”, „Znani i lubiani” „Żużlowe mistrzostwa”, „Żużlowy leksykon ligowy”, leksykony żużla w Lesznie i w Rawiczu.
Ile książek napisałeś do tej pory?
Ponad trzydzieści, w tym dwie jako współautor.
Nad czym teraz pracujesz?
Piszę historię Drużynowych Mistrzostw Świata. Rok po roku, wyniki wszystkich turniejów, przebieg zawodów, fotografie zwycięzców, ciekawostki. Takiego wydawnictwa brakowało dotąd w Polsce. Pierwszy tomik obejmie lata od narodzin mistrzostw na przełomie lat 50. i 60. do końca lat 70.
Czy kibice interesują się historią żużla?
Są tacy, którzy interesują się bardzo. Znam osoby, które chętnie kupują i czytają wszystkie książki poświęcone temu zagadnieniu. Ale myślę, że dawniej to zainteresowanie było znacznie większe, podobnie jak samym żużlem. Kibice czuli prawdziwy głód tej dyscypliny sportu i chętniej niż dziś sięgali do książek, które traktowały o jego dziejach.
Dosyć regularnie odwiedzasz Tarnów. Jak oceniasz atmosferę, która panuje w „Jaskółczym Gnieździe”. Czy czujesz tutaj dobry klimat dla speedwaya?
Na pewno, chociaż prawdę mówiąc, kibice wszędzie są tacy sami. Większość dopinguje przede wszystkim drużynę ze swojego miasta, a z innych ekip ma zawodników, których lubi i takich, których nie lubi. Wiem, że na przykład w Tarnowie część fanów nie przepada za Krzyśkiem Kasprzakiem czy Nicki Pedersenem. Ale podkreślam, tak jest praktycznie na każdym stadionie w Polsce. Tarnów nie jest tutaj żadnym wyjątkiem.
Czy Twoim zdaniem Unia Tarnów awansuje w tym sezonie do play off i będzie walczyć o tytuł mistrza Polski?
To trudne pytanie. Zostało jeszcze kilka spotkań i wiele może się wydarzyć. „Jaskółki” to dobra drużyna, prowadzona w tym sezonie przez jeszcze młodych, miejscowych trenerów, ma wychowanków w składzie, a to się liczy. Serdecznie tego awansu tarnowskim zawodnikom, trenerom i kibicom życzę. Najlepiej, aby w finale Drużynowych Mistrzostw Polski spotkała się Unia Leszno z Unią Tarnów. Dwie Unie w finale, tego jeszcze nie było i to byłoby naprawdę coś niesamowitego!

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze