Azoty pilnują amoniaku

0
amoniak
amoniak
REKLAMA

– Każde zdarzenie o takiej skali oddziaływania jak eksplozja w wytwórni nawozów sztucznych w amerykańskim mieście West stanowi impuls do ponownego przeglądu systemu zabezpieczeń, w tym przypadku amoniaku – informuje Hanna Węglewska, rzeczniczka prasowa Grupy Azoty. – Podstawą będą rzetelne dane – wnioski z analizy tego zdarzenia. Grupa Azoty zapewniła sobie dostęp do tych informacji. Niezależnie od tego weryfikacja istniejących zabezpieczeń i stanu technicznego urządzeń jest dokonywana na bieżąco lub – zgodnie z przyjętymi harmonogramami – przez pracowników obsługujących i nadzorujących systemy. Każdorazowe odstępstwo od stanu określonego przez instrukcje technologiczne, stanowiskowe czy procedury awaryjne jest zgłaszane w raporcie, a następnie usuwane.
Eksplozja w amerykańskich „nawozach”, która pochłonęła ok. 70 ofiar, zrobiła wrażenie na wielu mieszkańcach Tarnowa. Zdają sobie oni sprawę z potencjalnego zagrożenia, które mogą powodować surowce oraz gotowe wyroby gromadzone w Zakładach Azotowych. W Tarnowie, ale i innych miejscowościach, magazynuje się m.in. duże ilości amoniaku, podstawowego surowca do syntezy nawozów azotowych. Wysokie stężenie amoniaku w powietrzu, uwolnionego w niekontrolowany sposób wskutek awarii, stanowi dla ludzi śmiertelne zagrożenie. W zakładach w Teksasie doszło do eksplozji instalacji z amoniakiem.
Zbiorniki tarnowskich Azotów, w których znajduje się ta substancja, mają specjalne zabezpieczenia (alarmy, blokady, zawory), a pieczę nad nimi sprawują również Urząd Dozoru Technicznego, Państwowa Inspekcja Ochrony Środowiska, Państwowa Straż Pożarna i Państwowa Inspekcja Pracy. Co pewien czas bada się stan techniczny zbiorników poprzez wykonywanie prób ciśnieniowych. Przy udziale wspomnianych instytucji wdrażany jest kompleksowy program kontroli bezpieczeństwa magazynowania amoniaku we wszystkich zakładach Grupy Azoty. Nad bezpieczeństwem czuwa ok. 100 inżynierów, absolwentów studiów podyplomowych w Katedrze Inżynierii Bezpieczeństwa Pracy Politechniki Łódzkiej.
– Dotychczasowa wieloletnia eksploatacja instalacji z amoniakiem w zakładach naszej Grupy nie była związana z poważnymi awariami, co potwierdza, że przyjęte rozwiązania techniczne i w zakresie zarządzania bezpieczeństwem są odpowiednie – twierdzi Hanna Węglewska.
Jednak tragiczne w skutkach wydarzenie w Teksasie, w zakładach pokrewnych Azotom pod względem rodzaju produkcji, skłoniło do dodatkowych działań.
– W tej sprawie podjęliśmy współpracę z prof. Adamem Markowskim z Politechniki Łódzkiej, znanym ekspertem w zakresie bezpieczeństwa w przemyśle chemicznym, i po uzyskaniu szczegółowych informacji z Teksasu dokonamy ponownego audytu naszych instalacji – zapowiada rzeczniczka Grupy Azoty.
Po wypadku w Teksasie pojawiły się doniesienia, iż przyczyną eksplozji mogły być zaniedbania ze strony załogi.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze