Śmiali się w twarz
– Podzielam pogląd, że wysokość taryfy mandatowej powinna ulec zmianie – mówi naczelnik Bąk. – Kiedy jeszcze pełniłem służbę patrolową i kontrolowałem na drodze kierowców, oni już wtedy – mam na myśli tych zamożniejszych – śmiali się z kar. Dla nich zapłacenie grzywny w wysokości 400 – 500 zł – a była to i jest do tej pory maksymalna kara – nie było żadnym problemem. Bardziej obawiali się punktów karnych. To była dla nich bolączka, ale nie mandat.
Co najmniej 1,5 tys. zł kary zapłaci sprawca kolizji, jeśli jej skutkiem jest uszkodzenie mienia lub spowodowanie naruszenia czynności narządu ciała bądź rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni. Minimum 2 tys. zł zapłaci osoba, która objeżdża opuszczone zapory lub półzapory kolejowe, wjeżdża lub wchodzi na tory, jeśli opuszczanie szlabanów zostało rozpoczęte albo ich podnoszenie nie zostało zakończone; wjeżdża na tory, jeżeli nie ma miejsca, aby opuścić przejazd.
Przewidziane są też wyższe kary dla prowadzących po alkoholu lub pod wpływem podobnie działających środków. Nadal w takiej sytuacji będzie traciło się prawo jazdy i podlegało zakazowi prowadzenia pojazdów mechanicznych na określony czas, ciągle możliwa jest też kara aresztu albo grzywna w wysokości co najmniej 2,5 tys. zł. W przypadku prowadzenia pojazdu innego niż mechaniczny – na przykład hulajnogi czy roweru – sprawca będzie podlegał karze aresztu albo grzywnie nie niższej niż 1 tys. zł. Warto przy okazji dodać, że planowane zmiany w kodeksie karnym przewidują jeszcze bardziej dotkliwe kary dla pijanych kierujących.
Planuje się mandat w wysokości 1 tys. zł za prowadzenie pojazdów bez odpowiednich uprawnień, a minimum 1,5 tys. dla kierowcy, który nie zatrzyma się do kontroli, a wcześniej miał już na koncie inne wykroczenia drogowe.























