Są agresywne i dominują w krajobrazie wielu miast; przyciągają tanim towarem, promocjami, specjalnymi akcjami. Dyskonty spożywcze, bo o nich mowa, już dawno pozbyły się łatki sklepów z kiepskim towarem i dla mniej zamożnych. Polacy pokochali dyskonty, wskazując w rozmaitych badaniach właśnie tego typu sklepy jako najczęściej wybierane miejsce codziennych zakupów żywności.
Handel w Polsce ciągle się zmienia, choć nie zawsze tak, jak życzyliby sobie tego klienci, innym razem nie wszystko układa się po myśli właścicieli małych i dużych punktów handlowych, oferujących przede wszystkim artykuły żywnościowe. Przykłady można by mnożyć… Bazary i targi nie wszędzie cieszą się dużą popularnością, sklepy prowadzone pod szyldem rozmaitych spółdzielni spożywców powoli też odchodzą w zapomnienie. Na pewien czas to prywatny biznes zawładnął handlem żywnością, by zostać pokonanym przez wchodzące na polski rynek sieci spożywczych marketów, supermarketów i hipermarketów czy wreszcie delikatesy z towarem premium. Ale to też już przeszłość. Dziś i małe osiedlowe sklepiki, i wielkie hipermarkety mierzą się z agresywną ekspansją dyskontów spożywczych.
Co to właściwie są te dyskonty spożywcze? W dużym uproszczeniu to sklepy oferujące ograniczony wybór produktów po niskich cenach, sprzedających głównie towary pod własną marką. Ile takich sklepów działa obecnie w Polsce? Trudno o dokładną liczbę. Dyskonty to obecnie wyjątkowo dynamicznie rozwijająca się część rynku detalicznego w naszym kraju. W 2008 roku dyskonty miały liczący niespełna 10 proc. udział w handlu detalicznym żywnością, by pięć lat później osiągnąć 19,5 proc., a w roku bieżącym przekroczyć 25 proc. Pod koniec 2014 roku w kraju działało ok. 3700 dyskontów spożywczych. Dziś można śmiało mówić o liczbie 4300.
W niektórych miastach robi się zwyczajnie ciasno. Gdzie nie spojrzeć dyskont spożywczy jednej z kilku wiodących sieci. Ponad połowa Polaków ma do najbliższego dyskontu mniej niż kilometr od domu, na jeden sklep dyskontowy w Polsce przypada średnio 11 tys. mieszkańców, największe nasycenie dyskontami zanotowano w średnich miastach, jak np. Ostrołęka, Słupsk, Jelenia Góra, gdzie na jeden tego typu sklep przypada mniej niż 5 tys. mieszkańców.
























