
Pan Wiesław, tarnowski przedsiębiorca, w branży obuwniczej spędził już ponad 30 lat swojego zawodowego życia. Wraz z rodziną prowadzi niewielką firmę, do której należą trzy sklepy zatrudniające kilka osób. Raz wiodło się lepiej, raz gorzej, jak to w interesach bywa. Ale kiedy dorastały jego dzieci, wraz z żoną podjął decyzję, by zapewnić im wykształcenie, które da im pracę w zupełnie innej branży. Już wtedy przypuszczali, że ich biznes może kiedyś okazać się niepewny, ale do głowy im nie przyszło, że nadejdą aż tak złe czasy jak teraz.
– Jeszcze niedawno byli ludzie, którzy mieli nawet po trzydzieści sklepów obuwniczych w różnych miejscach w kraju, teraz po dwa-trzy góra. Interes ten przestał się opłacać. Właśnie doszliśmy do takiej sytuacji, w której młodzi przestali myśleć o zakładaniu sklepów z tym towarem. Wśród młodych nie znam nikogo, kto by w ostatnim czasie na to się zdecydował. Już jakiś czas temu doszliśmy z żoną do wniosku, że swoich dzieci nie będziemy angażować do naszej firmy, ale zadbamy o takie wykształcenie dla nich, aby na chleb zarabiały w inny sposób. To była słuszna decyzja – opowiada pan Wiesław.
Kiedy w 2021 roku wybuchła pandemia związana z przedostaniem się do Europy koronawirusa, w interesach nastał zastój, pojawiły się poważne obawy o przetrwanie. Wtedy pan Wiesław zmuszony był zamknąć dwa z sześciu swoich sklepów.
– Ale mimo trudności firma przetrwała. Wtedy nie wyobrażaliśmy sobie, że po pandemii może nastąpić jeszcze coś gorszego. Nastąpiło.
Rachunki wystrzeliły w górę
Kiedy rok temu wybuchła w Ukrainie wojna i światowa gospodarka zaczęła przeżywać niesamowite zawirowania, kiedy gwałtownie w górę zaczęły iść ceny paliw i energii elektrycznej, był to zwiastun jeszcze cięższych czasów. W Polsce te trudności zostały dodatkowo spotęgowane. Przyczyn było sporo: błędna polityka pieniężna prowadzona przez NBP, bardzo wysoka inflacja, znacznie wyższa od średniej unijnej, wysokie ceny prądu z powodu niedostatku tańszej energii zielonej, rozrastające się państwowe monopole paliwowe i energetyczne. Tak zapanowała wszech ogarniająca drożyzna.
– Wysokość opłat, które musieliśmy uiścić, wywoływały szok – mówi pan Wiesław. – Gaz dla firm podrożał średnio o 400‒500 proc. W ubiegłym roku zaczęły przychodzić rachunki na kwoty prawie 2300 zł, gdy wcześniej wynosiły średnio 600 zł miesięcznie. Gdyby zima była ostrzejsza, te opłaty byłyby jeszcze wyższe. W sklepach mamy ogrzewanie gazowe, więc od razu trzeba było ograniczyć temperaturę w pomieszczeniach.
Wraz z inwazją Rosji na Ukrainę ceny gazu na światowych giełdach gwałtownie urosły, dzisiaj są niższe niż nawet przed wojną, ale w Polsce wciąż płaci się za niego bardzo dużo. Przedstawiciele rządu mgliście tłumaczą tę sytuację, a PGNiG, który stał się częścią PKN Orlen, chwali się miliardowymi zyskami.
– Z energią też jest problem. Nasze rachunki za prąd, które rok wcześniej wynosiły przeciętnie 350 zł za megawatogodzinę, w 2021 roku urosły do 2990 zł, teraz według cen urzędowych stawka wynosi 790 zł plus VAT. To i tak ciągle sporo. Żeby mniej płacić, wymieniliśmy dotychczasowe oświetlenie na oszczędniejsze LED-y. To wszystko jednak kosztuje. Chyba nie muszę już mówić, jak drogie jest paliwo do samochodów, przecież to ponad 7 zł za litr oleju napędowego. Podrożał więc transport, bez którego handel nigdy się nie obejdzie.
Zarzynanie kury
Mariusz Korzeb doradca podatkowy, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich, dla dziennika Rzeczpospolita: Wysokie ceny energii najmocniej uderzają w małych przedsiębiorców, mimo wprowadzenia maksymalnych cen energii, są one dla nich i tak za wysokie. Jest to wsparcie, ale skierowane głównie do średniego i dużego biznesu. Mikro- i małym firmom niewiele pomoże, bo dla nich rachunki za energię i tak będą za wysokie. Efektem może być masowa likwidacja działalności, co grozi też wzrostem szarej strefy.
Problem w tym, że w naszym kraju to mali i średni przedsiębiorcy są największymi płatnikami do budżetu, tacy jak pan Wiesław z Tarnowa, wypracowują oni ponad 70 proc. PKB. Co stanie się z budżetem państwa, jeśli będą oni masowo upadać lub ograniczać działalność?
– Przez trzynaście lat prowadziłem sklep przy ul. Wałowej w Tarnowie. Musiałem go zamknąć – opowiada dalej pan Wiesław. – Ulica Wałowa prawie wymarła. W ostatnim okresie do mojego sklepu zachodziło maksymalnie po kilku klientów dziennie. Polityka wyprowadzania z centrów miast samochodów, łącznie z komunikacją publiczną, powoduje, że na przykład w Tarnowie w niektórych miejscach handel upada, nawet filie banków już się zamykają. Klienci wybierają galerie handlowe, do których swobodnie dojadą i pozostawią swój pojazd na parkingu. Miasto też na tym traci, bo część opustoszałych lokali, które znajdują się w śródmieściu, należy do niego.
Nowe kłody pod nogami
Wałowa jest dobrym przykładem na zilustrowanie obecnej sytuacji małego biznesu. Puste lokale po zakończonej działalności straszą swoim widokiem co kilka kroków, podobny przygnębiający obraz panuje na ul. Krakowskiej, gdy zmierzamy w kierunku dworca kolejowego.
Kłód pod nogami jest jeszcze więcej.
– Złudne są informacje podawane przez rząd, że skoro obniżony został podatek PIT z 17 do 12 procent, to będzie łatwiej. Jednocześnie do góry podskoczyły składki ZUS – zdrowotne i społeczne. W 2022 roku płaciłem w sumie 6,5 tys. teraz 7,5 tys. zł, bez uwzględnienia składki zdrowotnej pracodawcy, a w kolejnych miesiącach znowu będzie więcej. Poza tym coraz większe pieniądze płacimy biurom księgowości, gdyż nawet w przypadku małych firm przepisy podatkowe są tak skomplikowane i tak zmienne, że mało kto jest w stanie samodzielnie to opanować. W przeszłości obowiązywały proste zasady finansowe, nie było żadnych problemów ze skarbówką, teraz nawet księgowość spółki mają kłopot z właściwym zrozumieniem niektórych przepisów. Zostaliśmy też zobowiązani do zakupu kas fiskalnych typu online, co podobno ma zapobiegać szerzeniu się szarej strefy. A przecież kasy stosowane obecnie skutecznie temu zapobiegają. Jeśli zarejestrują one sprzedaż, to nie ma już potem sposobu na to, żeby ten fakt w jakiś sposób ukryć, wycofać paragon. Ale w Polsce każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą, często traktowany jest jako potencjalny oszust, którego należy objąć zmasowaną kontrolą.
Cena najważniejsza
Problemem stają się też wyższe płace minimalne. Przedsiębiorcy narzekają, że rząd robi się dobry dla obywateli, lecz nie za swoje pieniądze.
– W tamtym roku pensja minimalna wynosiła 3010 zł brutto, po Nowym Roku wzrosła do 3490, w lipcu ma to już być 3600. W porządku, lecz ktoś musi sfinansować te podwyżki, ktoś, czyli my, przedsiębiorcy. Tymczasem towar, który kupujemy do sklepów, podrożał do 30 procent, ale nie możemy pójść mocno z marżą, bo przy dotychczasowej klienci już coraz mniej kupują. Oszczędzają, boją się, że może być jeszcze trudniej. Do tej pory kupowali głównie obuwie skórzane, teraz coraz częściej ze sztucznej skóry, tańsze, pochodzące z Chin czy Wietnamu. Tak jak w latach dziewięćdziesiątych przestają się liczyć jakość i wygląd, tylko przede wszystkim cena. Znam właścicieli sklepów z obuwiem, którzy coraz poważniej zastanawiają się nad zamknięciem interesu.
Ale, rzecz jasna, kryzys nie dotyka tylko małych firm handlujących obuwiem, to tylko jeden z licznych przykładów. Ze względu na rosnące koszty trudna sytuacja niepokoi również inne branże. Problemy są bardzo podobne. Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej podaje, że w 2022 roku obserwowało się boom likwidacyjny firm, w stosunku do roku poprzedniego odnotowano ponad 30 proc. zawieszeń działalności i ponad 17 proc. likwidacji. To oznacza, że miesięcznie zamykało się średnio blisko 16 tys. działalności. Dotyczy to również handlu i firm jednoosobowych. Z badania Skaner MŚP wynika, że 15 proc. firm bierze pod uwagę, że w 2023 r. będą zmuszone ogłosić upadłość, zlikwidować lub zawiesić działalność. W tej grupie częściej znajdują się mikroprzedsiębiorcy – w ubiegłym roku o możliwej rezygnacji z prowadzenia biznesu informował niemal co piąty badany.
Zobacz zestawienie najlepiej zarabiających franczyz.























