Ministerstwo Zdrowia chce zmniejszyć koszyk świadczeń gwarantowanych, czyli dotychczas bezpłatnych dla pacjentów. Powołano już ekspertów, którzy uważają, że poza pediatrią, onkologią lub opieką nad kobietami w ciąży, z każdej innej dziedziny medycznej można wyjąć 20‑30 proc. świadczeń i udostępnić je za częściową lub całkowitą dopłatą. Resort przyjmuje stanowisko, że dotychczasowy koszyk powinien zostać urealniony – winno się w nim znaleźć tylko to, co faktycznie należy się pacjentowi za darmo, a nie wszystkie usługi medyczne. Zdarza się bowiem, że jedne świadczenia są niedoszacowane, a za inne NFZ przepłaca.
Jak wysokie byłyby dopłaty do leczenia, na razie nie wiadomo. Jednak nieoficjalnie mówi się, iż do wizyty u lekarza rodzinnego pacjenci mogliby dopłacać nawet 7‑10 zł, u wybranego specjalisty w przychodni publicznej dopłaciliby 20‑30 zł, a 10 złotych dołożyliby za każdy dzień pobytu w szpitalu. Trzeba byłoby również dopłacać do sanatoriów oraz niektórych badań i zabiegów. Jednak ustalenie nowego koszyka świadczeń finansowanych z powszechnego ubezpieczenia stanie się faktem wtedy, gdy powstaną dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, które będą mogły objąć to, co „wypadnie” z koszyka. W tej ostatniej kwestii posłowie są mocno podzieleni, choć niemal każdy uważa, że ubezpieczenia muszą być tanie, aby stały się dostępne dla większości Polaków.
Jakie zdanie mają w tej sprawie szefowie tarnowskich placówek medycznych?
– Jeżeli miałaby wzrosnąć składka na ubezpieczenie zdrowotne, to już lepsza byłaby dopłata. Gdy zwiększymy składkę, pieniądze znów pójdą do NFZ i ich rozdanie będzie w rękach funduszu. Natomiast, jeśli pacjent dopłaci symboliczne 5 złotych do wizyty u specjalisty, to będzie miał kontrolę nad wyborem lekarza i leczeniem. Nigdzie na świecie nie ma, by wszystkie świadczenia medyczne były dostępne w ramach jednej składki. Dlatego również u nas powinien być koszyk zapewniający każdemu choremu dostęp do podstawowych świadczeń, aby nikt nie został bez opieki zdrowotnej, natomiast do usług o wyższym standardzie pacjenci mogliby dopłacać – uważa Artur Asztabski, szef Zespołu Przychodni Specjalistycznych w Tarnowie.
Zdaniem Romana Korczaka, pediatry z Przychodni Lekarskiej nr 4, w ślad za ewentualnymi dopłatami powinny iść inne rozwiązania systemowe.
– Same dopłaty nic nie dadzą, muszą być rekompensaty, dodatkowe ubezpieczenia czy zabezpieczenia rodzin najuboższych. Nie może być tak, że chory będzie musiał zapłacić za lekarza, ale zabraknie mu pieniędzy na leki – mówi. – We Francji ubezpieczenie podstawowe pokrywa 80 proc. kosztów leczenia, pozostałe opłaca pacjent w ramach dodatkowego ubezpieczenia. Dzięki temu są pieniądze na opiekę medyczną, a chory widzi rzeczywiste koszty swojego leczenia. W Polsce żaden pacjent nie ma pojęcia, ile kosztują jego wizyty u lekarzy czy badania.
Jadwiga Sołtys, szefowa Przychodni Lekarskiej nr 3, dodaje, że wprowadzając dopłaty, należy zapewnić lepszy dostęp do niektórych bardzo kosztownych świadczeń w chorobach kardiologicznych, onkologicznych czy rzadko spotykanych schorzeniach. Niemniej jednak z wprowadzenia dopłat byłaby na pewno jedna zasadnicza korzyść: sprzed gabinetów poznikałyby osoby, które zgłaszają się do lekarzy niepotrzebnie, zajmując miejsca chorym, rzeczywiście oczekującym porady.
Takich bezzasadnych wizyt jest sporo w każdej tarnowskiej przychodni.
– Zdarza się, że lekarz wyznacza kontrolę za sześć miesięcy, a pacjent zgłasza się już po trzech i trzeba go przyjąć – przyznaje szef ZPS. – Ponadto dużo jest ludzi, którzy przychodzą, bo otrzymują świadczenia z ZUS, a instytucja wymaga od nich kontynuacji leczenia. Jednak nie zawsze tak częste wizyty są zasadne.
Zjawisko to najbardziej widoczne jest w opiece całodobowej, gdzie – jak zaznaczają tarnowscy medycy – nawet 50 proc. pacjentów zgłasza się do lekarza zupełnie niepotrzebnie.
– Nie nauczyliśmy się rozsądnie korzystać z tego, co nam się należy. Pewnej niedzieli najpierw przyjąłem dziecko do kontroli, bo jego ojciec nie miał czasu przyjść do przychodni w poniedziałek, później przyszedł kilkulatek z niegroźną wysypką trwającą już kilka dni, a dopiero na samym końcu trafił do mnie wymiotujący i gorączkujący mały pacjent, który musiał czekać w kolejce. W takich przypadkach zasadnym wydaje się wprowadzenie symbolicznych opłat – uważa Roman Korczak.
Ile dopłacimy do leczenia?
REKLAMA
REKLAMA























