Koniec marzeń o lotnisku

0
lotnisko
lotnisko2
REKLAMA

O małym lotnisku czy choćby o ucywilizowanym lądowisku mówiło się w Tarnowie od dawna. Kilka lat temu służby informacyjne Urzędu Miasta Tarnowa donosiły: „Pierwszy ważny krok został już zrobiony. Powstanie lotniska zostało zapisane w strategii rozwoju miasta – Tarnów 2020. Ewentualną budową mogłaby się zająć specjalna spółka, w której skład weszłyby miasto i podmioty gospodarcze zainteresowane ruchem lotniczym”. Według wspomnianej strategii, budowa lotniska miałaby się zacząć w 2017 roku. Dziś wiadomo, że nie zacznie się, ani w 2017, ani w kolejnych latach. Długo jeszcze nie, żeby nie powiedzieć: nigdy.Ile warte są różne opracowywane – często na użytek przede wszystkim propagandowy – strategie, wiadomo nie od teraz. Papier jest cierpliwy i wszystko przyjmie. Tak jest również z tarnowskim lotniskiem.Nie można jednak powiedzieć, że władze samorządowe nic nie zrobiły w tej sprawie. Wyznaczyły teren, na którym miał powstać betonowy pas, i najpierw był to rejon w okolicach Skrzyszowa, a ostatnio i ostatecznie obszar w dzielnicy Krzyż, w pobliżu węzła autostradowego Tarnów – Północ.

Nie chcą hałasu
Tyle że sprawa już jest nieaktualna. Wyznaczony pod lotnisko teren „spadł z planu”. W „Studium uwarunkowań i zagospodarowania przestrzennego Gminy Miasta Tarnów”, przygotowanym w ubiegłym roku, przyszłego lotniska już nie uwzględniono. Jak informuje Krzysztof Madej, dyrektor Wydziału Realizacji Inwestycji UMT, w dokumencie tym wzięto pod uwagę zmiany proponowane przez radnych i mieszkańców dzielnic.
Prezydent miasta rozpatrzył w sumie 408 uwag do studium i większość została przyjęta. W sprawie lotniska również. Jak się dowiadujemy, przeciwnikami lokalizacji tego obiektu byli niektórzy mieszkańcy Krzyża. Powód? Nie chcieli hałasu nad swoimi głowami.
– „Studium” wprawdzie nie stanowi prawa miejscowego, ale stanowi go plan zagospodarowania przestrzennego. Studium natomiast jest podstawą opracowania planu – wyjaśnia dyrektor Madej.
Można przypuszczać, iż plan zagospodarowania przestrzennego również lotniska nie uwzględni. To będzie oznaczać, że temat umarł i długo się nie odrodzi. Tym bardziej że czas nie sprzyja sprawie – sytuacja gospodarcza w kraju mimo niewielkiej poprawy wciąż nie jest łatwa, a sam Tarnów przeżywa okres stagnacji.


Autostrada zadaje cios
Inicjatywa zbudowania pasa startowego wraz z niezbędną infrastrukturą miała w mieście wielu zwolenników. Kiedy w tym roku na primaaprilis podaliśmy w TEMI, że pewna firma uruchamia powietrzne taksówki na trasie Tarnów – Warszawa, wielu czytelników żałowało, że nie jest to prawdziwa informacja. Odżyła wówczas sprawa lokalnego lotniska. Prawdopodobnie za tą inicjatywą są nie tylko miłośnicy lotnictwa, ale także ci, którzy chcieliby, aby w Tarnowie wreszcie powstało coś nietuzinkowego, żeby miasto nie ograniczało się tylko do łatania dziur w drogach, budowy chodników i ocieplania budynków użyteczności publicznej. Tarnów wyczekuje spektakularnego sukcesu, którego nie ma tu już od dłuższego czasu. Tym sukcesem mogłoby być choćby małe lotnisko.
Większość mieszkańców dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że nie chodzi o port lotniczy typu krakowskie Balice czy rzeszowska Jasionka. Tak poważna inwestycja nie miałaby w Tarnowie żadnych szans. W zamówionym przez miasto dokumencie – ocenie lokalizacji lotniska w rejonie Tarnowa – specjaliści z Ośrodka Szkolenia Lotniczego Politechniki Rzeszowskiej byli zdania, iż szansę ma tutaj małe lotnisko o charakterze biznesowo – turystyczno – szkoleniowym, przyjmujące niewielkie, kilku‑ i kilkunastomiejscowe maszyny. Faktem jest, że warunki pogodowe Tarnów ma lepsze niż Balice; mgły rzadziej udaremniałyby starty i lądowania.
W Tarnowie dość często słychać, że inicjatywę lotniska zamordowała autostrada A4. Czterdzieści minut drogi do Krakowa i Rzeszowa zrobiły swoje i samoloty w Tarnowie przegrały rywalizację już przed startem. Nikt z inwestorów nie rwie się do wchodzenia do spółki lotniczej – być może nie dostrzegają w tym szansy na dobry biznes, ale też nie słychać, by miasto podejmowało szczególne starania w dziele ich pozyskiwania.

REKLAMA (2)

Wyląduje, nie wystartuje
Nie ma jednak wątpliwości, że powinno powstać przynajmniej nowoczesne lądowisko z betonowym pasem (szacunkowy koszt 1300 metrów – ok. 20 mln zł). Na razie rolę tę pełni kawałek trawiastego gruntu przy ul. Lotniczej, otoczonego licznymi przeszkodami terenowymi. Niektórzy jeszcze dobrze pamiętają wypadek Władysława i Tomasza Gollobów w 2007 roku, którzy na zawody żużlowe do Tarnowa lecieli prywatną awionetką. Na pokładzie znajdował się jeszcze zawodnik Rune Holta. Podczas próby lądowania maszyna zaczepiła o wierzchołki drzew i spadła na ziemię. Na szczęście upadek wszyscy przeżyli, choć pilot samolotu, Władysław Gollob, ojciec Tomasza, odniósł poważne obrażenia.
– Szkoda, że sprawa lotniska czy dobrego lądowiska tak się oddaliła – mówi Aleksander Rajski, prezes Aeroklubu Ziemi Tarnowskiej. – Myślę, że była możliwość zrobienia dobrego pasa długości 900‑1000 metrów. Obecne lądowisko nie spełnia wielu wymagań. Nieduży, kilkumiejscowy samolocik wprawdzie tu wyląduje, ale już nie wystartuje. Z powodu przeszkód terenowych musiałby mieć na tyle mocny silnik, aby w dostatecznie szybkim tempie wznieść się w powietrze, omijając niebezpieczeństwa. Owszem, z ul. Lotniczej podrywał się już radziecki AN‑2, popularny „antek”, ale on ma silnik o mocy 1000 koni mechanicznych. To wystarczy. Nasze lądowisko jest dla ultralekkich samolotów, zwykle dwumiejscowych. A drzew, które rosną przy lądowisku, nie mogliśmy usunąć, ponieważ ujął się za nimi konserwator przyrody.
Bez problemów lądują tu śmigłowce – ostatnio z Prezydentem RP, Bronisławem Komorowskim na pokładzie, ale to inna bajka.

REKLAMA (3)

Zamknięcie na świat
Wiedząc, że lądowisko przy Lotniczej nie ma żadnych możliwości rozwojowych, za budową lokalnego lotniska optował także Włodzimierz Wojdyński, emerytowany pilot między innymi wojskowych migów 21, wysyłając w tej sprawie petycje, gdzie tylko się da. Na hangarze pod „Marcinką” do dzisiaj zawieszony jest baner, na którym nawołuje się prezydenta miasta do działań na rzecz budowy lotniska.
– W stutysięcznym mieście miałoby ono prawo bytu. To jest wyjście w świat, otwarcie się na niego – podkreśla Włodzimierz Wojdyński. – W dużo mniejszych Czechach jest 80 lotnisk różnej wielkości, a w Polsce ledwie kilkanaście. Krosno modernizuje stare poniemieckie lotnisko, o Mielcu już nie mówiąc. Tarnów zaś ucieka od tematu.
Zapewne wielu powie, że jeśli miasto przestaje sobie radzić z rozpadającymi się ulicami, to koniecznie trzeba zejść na ziemię. Z drugiej strony nie ulega wątpliwości, że jeżeli Tarnów choć raz nie wzniesie się „ponad poziomy”, co niekoniecznie musi oznaczać budowę lotniska, wkrótce z kretesem przegra konkurencję także z wieloma mniejszymi miastami w Małopolsce i gdzie indziej.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze