Koniec koncepcji OFE

0
Marek Zuber
REKLAMA

Tematem OFE zajmowałem się już w TEMI niejeden raz. Warto jednak pewne kwestie przypomnieć, bo są one kluczowe w kwestii oceny tego, co się obecnie dzieje. Najważniejsze jest to, że nowe wprowadzone w 1999 roku rozwiązania miały doprowadzić do tego, że państwo w praktyce nie będzie obciążone wypłatą emerytur. Każdy miał mieć swoje własne konto emerytalne i ono miało stanowić źródło finansowania świadczenia. Oczywiście, w jakimś stopniu państwo uczestniczyłoby w całym systemie, choćby finansując różnego rodzaju przywileje i reagując w sytuacjach nadzwyczajnych.
Cały problem polegał jednak na tym, że do docelowego modelu prowadziła długa droga. Długa, bo kilkudziesięcioletnia. Tak, przebycie tej drogi trwałoby aż do momentu, kiedy nie umarliby ostatni obywatele mający emerytury wypłacane według starego sytemu, czyli takiego, w którym obecni pracujący finansują emerytury obecnie wypłacane. Do tego czasu mielibyśmy do czynienia z tzw. okresem przejściowym. Realnie okres ten trwałby około 50‑60 lat. I całym problemem reformy z 1999 roku jest właśnie ten okres.
W okresie przejściowym pracujący zaczynają już budować swoje indywidulane konta, a to oznacza, że część ich składki nie jest przeznaczana na wypłatę dzisiejszych emerytur, tylko trafia do OFE. W Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, zarządzanym przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, powstaje zatem dziura i tę dziurę trzeba zasypać, żeby dzisiejsi emeryci mogli otrzymywać emerytury. W 1999 roku, obok utworzenia OFE, zakładano realizacje kilku innych elementów, które miały pozwolić na bezpieczne zasypywanie owej dziury. O co tak dokładnie chodzi?
Przede wszystkim prawie wszystkie wpływy prywatyzacyjne miały zasilać tzw. Fundusz Rezerwy Demograficznej, z którego można by było w przyszłości czerpać. Jednocześnie finanse państwa miały być uzdrowione, dzięki czemu zmniejszyłby się deficyt budżetowy. To z kolei pozwoliłoby na jego zwiększenie w przyszłości po to, żeby dokładać do FUS. Miałoby to sens, bo na końcu procesu państwo przestałoby odczuwać koszty emerytur, czyli nastąpiłby przejściowy wzrost długu, ale potem budżet nie byłby obciążony systemem emerytalnym. I być może z dzisiejszej perspektywy rzecz najważniejsza, twórcy sytemu OFE zakładali, że zostanie zlikwidowana zdecydowana większość przywilejów emerytalnych. Co zrealizowano z tych postulatów?
Fundusz Rezerwy Demograficznej powstał, ale większość wpływów z prywatyzacji została przejedzona. Poważnych reform w finansach państwa nie przeprowadziliśmy. A przywileje emerytalne kosztują nas rocznie 60 mld złotych, czyli jedną piątą dochodów do budżetu. W dodatku sytuacja demograficzna idzie w kierunku najbardziej pesymistycznych, właściwie realnie niebranych pod uwagę pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia scenariuszy. Pomijam już drobniejsze kwestie związane z funkcjonowaniem rynku funduszy, jak choćby niewystarczającą konkurencję miedzy OFE, czy zawyżone opłaty za zarządzanie. Czy w takiej sytuacji system OFE mógł przetrwać?
Rząd powinien wyjść i powiedzieć tak: „Polacy! Alternatywa jest taka: albo zabieramy wam przywileje emerytalne, albo zabieramy pieniądze z OFE, de facto kończąc zabawę z indywidualnymi rachunkami emerytalnymi. Co wybieracie? ” Tymczasem mami się nas tezami, że teraz będzie lepiej, a cały system Otwartych Funduszy Emerytalnych był, delikatnie mówiąc, wątpliwej proweniencji.
Nie zazdroszczę rządowi, bo odpowiada nie tylko za swoje zaniechania. Kilka poprzednich rządów zrobiło niewiele w sprawie tzw. poważnej reformy finansów państwa. Nie zmienia to jednak faktu, że obecne zmiany w OFE przedstawia się, moim zdaniem, z ostrym wykorzystaniem socjotechniki i bez zachowania wystarczającej bezstronności, choćby w kwestii funkcjonowania rynku kapitałowego. Jego podstawowym zadaniem nie jest spekulacja, jak można by wywnioskować z wypowiedzi prominentów rządowych, ale dostarczanie środków firmom, żeby się mogły rozwijać. Tak czy inaczej, jedno jest pewne: system indywidulanych rachunków w tym sensie, że każdy z nas ma swoje, czyli poza kontrolą państwa pieniądze na emeryturę, się skończył bez względu na to, czy wybierzemy możliwość inwestowania w OFE, czy nie. A wszystko dlatego, że na końcu i tak nasze pieniądze trafią do FUS i pójdą na wypłatę emerytur tym, którzy akurat wtedy będą na emeryturze. A my będziemy mieli tylko zapis na rachunku. Bez pokrycia. A zatem, de facto, jest to koniec reformy emerytalnej mającej uniezależnić państwo od kosztów emerytur, a nas od budżetu ZUS. OFE, chociaż w mocno okrojonej wersji, przetrwają, ale ich system jest właśnie likwidowany.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze