Ważny tydzień

0
Marek Zuber
REKLAMA

Najbliższe dni przyniosą nam kilka bardzo ważnych informacji w szczególności w kontekście walki z inflacją. Czy rzeczywiście lutowy odczyt wskaźnika to szczyt wzrostu cen?
W zeszłym tygodniu Narodowy Bank Polski opublikował nową projekcję inflacyjną. Najkrócej można powiedzieć, że w stosunku do projekcji z listopada (wtedy opublikowano poprzednią analizę) zakłada ona niższy wzrost cen pod koniec tego roku, czyli szybszy spadek inflacji w najbliższych miesiącach, ale nieco wyższy potem. Ten wyższy potem, to (co prawda) różnice na poziomie dziesiątych punktu procentowego, czyli niewielkie, ale warto to odnotować. Zwracałem już zresztą na to uwagę. Jeśli nic nadzwyczajnego się nie stanie, to najdalej od kwietnia, prawdopodobnie od marca, inflacja zacznie spadać. I to rzeczywiście szybko. Moim zdaniem okolice 6,5%-7% w grudniu 2023 roku są realne, choć jest to wersja ambitna. Oczywiście przy założeniu, że znowu nic nadzwyczajnego się nie wydarzy.

Tylko trzeba to dobrze rozumieć: to dalej dramatycznie wysoki wzrost cen. Jeśli popatrzylibyście Państwo na to, co dzisiaj mówią szef amerykańskiego banku centralnego – czyli Fed-u – albo szefowa Europejskiego Banku Centralnego, to dla nich taki poziom oznacza absolutną determinację w walce o jego zbicie. Przecież mniej więcej właśnie taki poziom mamy dzisiaj w USA. Zmierzam do tego, że za trzy kwartały będziemy świadkami arcyważnego momentu, kiedy inflacja, jak dobrze pójdzie, zbliży się do stopy referencyjnej – czyli do 6,75% – i to dla niektórych będzie sygnał do obniżek. Nie jestem zwolennikiem, żeby stopy obecnie podnosić. Ale obniżanie ich przy inflacji na poziomie 6,5% – 7% byłoby moim zdaniem dużym błędem. Bo łatwiejsze będzie zejście z obecnych 17% – 18% do poziomu jednocyfrowego, także ze względu na wspominany przeze mnie wielokrotnie efekt bazy, niż z poziomu 6,5% – 7% do 2,5%, czyli do poziomu, który chcemy mieć. I w tym kontekście cała obecna dyskusja o obniżkach stóp (prowadzona również przez Mateusza Morawieckiego) jest absolutnie przedwczesna. A może nawet szkodliwa, bo stwarza wrażenie, jakby wszystko było już w porządku. Tak w porządku, że niemal już za kilka miesięcy stopy będzie można ciąć.

REKLAMA (3)

Szkoda, że na zeszłotygodniowej konferencji prasowej nie odniósł się do tego szef NBP. Do tego, że nie ma sensu mówić o obniżkach stóp się odniósł, ale do tego, że osiągnięcie 6,5% – 7% na koniec roku to tylko krok w walce z inflacją, już nie. Trochę wyglądało to tak, jakby te poziomy załatwiały nam wszystko, a potem to już się samo zrobi. No, niestety, nie jest to takie oczywiste. A tak swoją drogą ostatnia konferencja prasowa Glapińskiego znowu wyglądała bardziej jak impreza przy ognisku. Ja rozumiem, że szef NBP chce mieć swój styl. Ale to naprawdę nie tędy droga. Szczególnie w kluczowym momencie walki z inflacją. Opowieści o dobrodziejstwach kiszonej kapusty są ciekawe, lecz połączone z mówieniem nieprawdy – „nie wpływamy na kurs złotego” – nie budują wiarygodności jednej z najważniejszych instytucji w gospodarce rynkowej.

REKLAMA (2)

Najbliższe dni to szereg arcyważnych danych. Po pierwsze, inflacja za luty liczona już według nowego koszyka. Pewnie będzie wyższa i pewnie będzie to szczyt w obecnym cyklu. Jeśli zobaczymy poziom w okolicach 18%, to znaczy, że idziemy ścieżką napisaną kilka miesięcy temu, której konsekwencją jest obecna wysokość stóp procentowych. Ale jeśli będzie istotnie wyższa, to niestety kolejnych podwyżek stóp nie można wykluczyć. Po drugie, zobaczymy, jak wyglądała w lutym sytuacja w przemyśle, czyli poznamy dane o produkcji przemysłowej. I po trzecie, zobaczymy, co się stało z naszą aktywnością zakupową w zeszłym miesiącu, mam tutaj na myśli sprzedaż detaliczną. Pogorszenie tych danych będzie oznaczało, że zbliżamy się do recesji, ale z drugiej strony będzie to dobra – świadomie używam tego słowa – informacja w kontekście walki z inflacją. Mam tutaj na myśli szczególnie dane o sprzedaży detalicznej. Obniżenie presji popytowej to w końcu to, o co chodzi w podwyżkach stóp procentowych. Po to właśnie te stopy idą w górę. Wyraźne hamowanie naszego kupowania obserwujemy od miesięcy i z inflacyjnego punktu widzenia kontynuacja tego trendu jest bardzo ważna. A to hamowanie obok wzrostu stóp wynika również – a właściwie przede wszystkim – z tego, że od maja zeszłego roku mamy mniej środków realnie do dyspozycji, bo nasze wynagrodzenia realnie spadają. W lutym zapewne też ten spadek miał miejsce. Przekonamy się o tym w najbliższych dniach. To czwarta ważna informacja, na którą z niecierpliwością czekamy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze