Tarcza antyinflacyjna

0
REKLAMA

Marek ZuberRząd postanowił podjąć działania mające na celu ograniczenie wzrostu cen w Polsce. To nie Rada Ministrów ma być głównym podmiotem odpowiedzialnym za walkę z inflacją, ale i ona ma narzędzia, które – przynajmniej teoretycznie – mogą pomóc.
Inflacja w październiku zbliżyła się do 7%. To poziom, który zaczyna już być bardzo widoczny dla wielu Polaków. Oczywiście to wzrost cen całego koszyka tysiąca pięciuset dóbr i usług liczonego przez Główny Urząd Statystyczny. Jest to zatem pewna średnia. Faktem jest to, że dla wielu rodzin odczuwalny wzrost cen jest jeszcze większy. I niestety może być gorzej. Nie dziwi zatem, że temat stał się głośny medialnie, także jego polityczny kontekst jest wyraźnie widoczny. Wielu politologów i socjologów twierdzi, że właśnie mocny wzrost inflacji może być tym, co rządzącym zaszkodzi najbardziej. Postanowili oni zatem działać.
Za kontrolę inflacji odpowiada głównie bank centralny, czyli w naszych realiach Narodowy Bank Polski. O jego działaniach, a właściwie braku działań i bagatelizowaniu problemu miesiącami, pisałem nie raz. W końcu jednak doszło do podwyżek stóp procentowych. I bardzo możliwe, że to nie koniec. Nie zmienia to jednak faktu, że także inne decyzje mogą prowadzić do ograniczenia wzrostu cen. I takie właśnie decyzje postanowił podjąć rząd.
Kilka dni temu przedstawiono tarczę antyinflacyjną. Składa się ona z jednej strony z obniżenia lub zawieszenia poboru podatków na nośniki energii, głównie akcyzy i VAT-u, z drugiej – z transferów do tych, którzy są w najtrudniejszej sytuacji. I właśnie różny charakter działań, w dodatku zestawiony z rozwiązaniami podatkowymi Polskiego Ładu, nie pozwala jednoznacznie owej tarczy ocenić.

Czasowe obniżenie akcyzy oraz zniesienie podatku od sprzedaży detalicznej na paliwa i VAT-u na gaz ma moim zdaniem sens. Jeśli sprawdzi się moja prognoza, że poziom nieco ponad 80 dolarów za baryłkę jest szczytem obecnych wzrostów, to pięć miesięcy obniżonej akcyzy powinno wystarczyć, żeby rynek się uspokoił. W chwili, gdy piszę te słowa ropa gwałtownie potaniała na skutek obaw o dalszy rozwój pandemii, a dokładnie o ograniczenie popytu w związku z ograniczeniem aktywności gospodarczej. Nawet gdyby tych obaw nie było, sądzę, że najbliższe miesiące i tak przyniosłyby spadki cen, choćby na skutek działalności amerykańskich wytwórców łupkowych. Tak czy inaczej czasowe obniżenie akcyzy może pomóc spłaszczyć „górkę”, którą obserwujemy. Szkoda tylko, że rząd nie zdecydował się na taki ruch miesiąc temu. Wtedy na stacjach nie zobaczylibyśmy działających na naszą wyobraźnię „szóstek” przy cenach benzyny 95 i oleju napędowego. No, ale i tak jest szansa na to, żeby szczyt cen ropy dotknął nas tylko trochę. Choć oczywiście jest jeszcze pytanie o kurs dolara do złotego. I o ewentualne działania NBP w tym kontekście. W USD przecież rozliczamy zakupy ropy.

REKLAMA (3)

Podobną sytuację możemy mieć na rynku gazu. To znaczy gaz z pewnością za rok będzie droższy niż był w roku 2020, z tym raczej nic nie zrobimy. Obecne wielkie wzrosty na rynku spotowym – czyli szybkich dostaw – to polityczna decyzja Rosji. Wszyscy mają nadzieję, że jednak jakiś rodzaj kompromisu zostanie osiągnięty i gaz popłynie bez przeszkód do Europy. A to obniży jego cenę w stosunku do tego, co jest teraz. Bezpośrednio dotknie to rynku spotowego, ale ceny na tym rynku mają wpływ na ceny w kontraktach długoterminowych.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze