Wyzwanie strategiczne

0
Marek Zuber
REKLAMA

Wymieranie narodu, bo de facto taka perspektywa zupełnie poważnie stanęła przed nami, wiąże się z wieloma konsekwencjami. To, że będzie nas, Polaków, mniej, to ta najbardziej oczywista. Ale ujemny przyrost naturalny to także kłopoty choćby w gospodarce i finansach publicznych. Coraz mniejszy odsetek osób będzie pracował. Nawet zakładając wyraźny wzrost wydajności tych osób, będzie to oznaczało poważne problemy z utrzymaniem wzrostu gospodarczego. Nie mówiąc już o finansowaniu systemu emerytalnego. Bo nawet jeśli kontynuowalibyśmy program emerytur kapitałowych, to przynajmniej jeszcze przez pięćdziesiąt lat będziemy mieli osoby pobierające świadczenia według starego systemu. Obciążenie budżetu w tym okresie będzie ogromne. A jeśli uwzględnimy mniejszą liczbę pracujących, to problem zaczyna być naprawdę poważny.
Co zatem można zrobić? Oczywiście prowadzić politykę, która zachęci do posiadania dzieci. Ale jakie instrumenty zastosować? Tu pojawiają się różne koncepcje.
Dotychczas pomysły na prowadzenie polityki prorodzinnej szły w kierunku albo zwolnień podatkowych dla tych rodzin, które mają więcej dzieci, albo wręcz różnego rodzaju dopłat związanych z pojawieniem się na świecie potomka. Oczywiście tego typu pomoc może być efektywna. W końcu posiadanie dzieci kosztuje i odciążenie tych, którzy zdecydowali się na powiększenie rodziny, wydaje się sensowne. Rzecz w tym, że jeśli popatrzymy na realne problemy, z którymi dzisiaj muszą borykać się rodziny, to trudności finansowe, choć istotne, wcale nie muszą być na pierwszym miejscu. Wśród moich znajomych znacznie większym problemem jest na przykład obawa matek przed utratą pracy w związku z przerwą na urodzenie dziecka. Nie mówiąc już o ewentualnym przejściu na urlop macierzyński. Doskwiera także to, że po urodzeniu, jeśli kobieta zdecyduje się na powrót do pracy, brakuje jej możliwości częstego widywania się z potomkiem. Czyli na przykład systemu małych żłobków czy przedszkoli przy zakładach pracy, do których można by było zaglądać nawet kilka razy w ciągu dnia. Pilotażowe programy tego typu konceptów startują w Polsce, ale na razie są to absolutnie jednostkowe przypadki.
Tak czy inaczej, konieczne jest rozpoczęcie zakrojonych na szeroką skalę działań. Oczywiście trudna sytuacja budżetu nie pomaga w prowadzeniu polityki prorodzinnej, która, nie ma cudów, będzie się wiązała z kosztami, ale innej możliwości po prostu nie ma. Jesteśmy już spóźnieni. Przy czym trudno tu mówić o tym, że politycy zostali zaskoczeni sytuacją, bo przynajmniej od 2004 roku duża część ekspertów głośno zaczęła mówić o mało optymistycznej perspektywie demograficznej. Wystarczyło ich po prostu posłuchać. Za późno jeszcze nie jest, ale też więcej czasu już nie ma.
A czy jest jakaś alternatywa? W kwestiach zapewnienia sobie stabilności finansowo‑gospodarczo‑ekonomicznej tak. Mianowice decyzja o przyjęciu sporej grupy emigrantów. Ale wtedy możemy zapomnieć o tym, że jesteśmy krajem w miarę jednolitym narodowościowo. Zresztą, prawdę mówiąc, i tak musimy się powoli przyzwyczajać do tego, że w perspektywie kilkudziesięciu lat monolitem w tym względzie być przestaniemy. Procesy napływu ludności do państw relatywnie bogatych wydają się nieodwracalne i wyraźnie widać to w państwach tzw. „starej” Europy. A mamy wszyscy nadzieję, że będziemy jako kraj stawać się coraz bogatsi. Osobiście nic złego w procesach napływu innych narodowości nie widzę. Przecież gdyby nie otwartość wielu innych społeczeństw, miliony Polaków nie mogłyby funkcjonować w innych niż Polska krajach.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze