Ostatnie dni przyniosły umocnienie złotego w stosunku do dwóch najważniejszych dla nas walut. Trudno jednak bronić tezy, że złoty jest mocny.
Kilka tygodni temu czytałem w jakimś portalu artykuł, w którym postawiono tezę, że przecież mamy negatywne informacje ze świata, wtedy chodziło o wzrost ryzyka wynikający z upadłości amerykańskiego SVB Bank, a potem szwajcarskiego Credit Swiss, a złoty się nie osłabia. Przecież tego typu wydarzenia powinny wpłynąć na jego kondycję. W artykule doszukiwano się nawet działalności Narodowego Banku Polskiego albo Banku Gospodarstwa Krajowego w kierunku hamowania ewentualnego spadku polskiej waluty. Nie mamy oczywiście żadnych dowodów, że którykolwiek z państwowych podmiotów coś robi, żeby złotemu pomagać. Ale w całym artykule zabrakło mi jednego: może i złoty nie tracił z tytułu wzrostu awersji do ryzyka na świecie, ale był na bardzo niskich poziomach. Czyli był – i wciąż zresztą jest – po prostu słaby. Warto o tym pamiętać.
Kiedy rozpatrujemy kwestię realnej wartości polskiej waluty trzeba brać pod uwagę dwa kursy na raz. Czyli zarówno kurs do euro, jak i kurs do USD. Mówimy wtedy o tzw. koszyku walut, do którego odnosimy siłę złotego. Oczywiście kwestią dyskusyjną jest, ile i którego kursu wziąć do analiz. Zazwyczaj bierze się relację wynikającą z udziału danej waluty w obrotach handlowych. Ale eksport i import nie wyczerpują kwestii naszej wymiany walutowej. Są jeszcze przecież na przykład inwestycje bezpośrednie, czy przelewy wynikające z płatności emerytur. Tak czy inaczej, sam na przykład kurs euro nic nam nie powie, bo przecież złoty mógł się umocnić do euro, ale osłabić do dolara. Dopiero uwzględnienie jednego i drugiego w jakiejś proporcji da nam informację o sile PLN. Co do tej proporcji to najczęściej bierze się około 70-proc. kurs euro do złotego, a reszta to oczywiście kurs USD do polskiej waluty.
Jeśli tak podejdziemy do tej kwestii, to do roku 2022 absolutnym apogeum słabości złotego od momentu zbudowania jego realnego rynku był początek 2009 roku, czyli środek kryzysu finansowego. Euro dobiło wtedy do poziomu 4,94, dolar zaś kosztował około 3,75. Zwracam uwagę na tę drugą wartość: 3,75, a nie 4,75. Piszę o tym, bo obecnie, po doświadczeniach roku 2022, 4,75 nie jest już dla nas taką abstrakcją. Potem sytuacja uspokoiła się na długie lata i dopiero eskalacja wojny za naszą wschodnią granicą doprowadziła do dramatycznej przeceny. Najpierw w marcu w zeszłym roku euro przekroczyło 5 złotych, dolar kosztował wtedy około 4,60 PLN, ale apogeum dramatu nastąpiło w październiku, kiedy euro było co prawda minimalnie poniżej 5 złotych (4,98), ale 5 złotych przekroczył dolar. I to jest nowy szczyt słabości polskiej waluty.
Potem złoty zaczął odrabiać straty. Kiedy piszę te słowa euro kosztuje około 4,65, USD zaś nieco ponad 4,20. Ostatnie kilka dni przyniosły wzrost wartości złotego głównie za sprawą wzrostu wartości euro do dolara. Tak to już jest, że jak euro zyskuje w stosunku do USD, to niejako „ciągnie” za sobą PLN i złoty umacnia się i do dolara, i też do euro. Nie zawsze to obserwujemy, ale zazwyczaj właśnie taki proces ma miejsce.
No dobrze, ale czy to oznacza, że złoty jest mocny? Absolutnie nie! Jeśli porównamy jego obecne notowania do kursu z apogeum kryzysu finansowego – przypomnę, pierwszy kwartał 2009 roku, eurozłoty 4,94, dolarzłoty 3,75 – to biorąc pod uwagę koszyk walut jesteśmy mniej więcej na takim poziomie. No ciut poniżej. Oczywiście kilka miesięcy temu było gorzej, ale jednak wciąż złoty jest bardzo słaby. Jest tak słaby, jak w chwili, kiedy świat nawiedził największy za naszego życia kryzys finansowy. Samo więc stwierdzenie, że złoty nie traci obecnie na skutek jakichś czynników nie musi oznaczać, że jest z nim dobrze. Po prostu poziomy już są bardzo niskie i choćby z tego tytułu potencjalny obszar spadku może być mniejszy.
Próba odpowiedzenia na pytanie, co dalej, to naprawdę poziom wróżenia z fusów. Ale powiem tak: jeśli w najbliższych miesiącach stopy w strefie euro wzrosną bardziej niż za oceanem i jeśli nic nadzwyczajnego się nie wydarzy, to złoty powinien zyskiwać. Chyba, że rząd znowu wróci do przedwyborczego rzucania pieniędzmi na lewo i na prawo. To będzie czynnik negatywny. Ale jeśli z kolei okazałoby się, że spełniliśmy warunki umożliwiające otrzymanie środków z KPO – oczywiście taką informację musiałaby podać Komisja Europejska a nie polski rząd – to poniżej 4,50 zł za euro i poniżej 4 zł za USD jest w zasięgu ręki.




















