Zrównoważony budżet?

0
Marek Zuber
REKLAMA

Zrównoważony budżet to taki, w którym wydatki są równe dochodom. Czyli nie trzeba pożyczać pieniędzy. Na poziomie państw jeszcze kilkanaście lat temu była to sytuacja spotykana dość rzadko. Jednak obecnie, szczególnie w Europie, nie jest to już nic nadzwyczajnego. Większość krajów Unii Europejskiej ma albo nadwyżkę w budżecie, czyli dochody są wyższe od wydatków, albo zrównoważony budżet. Po części wynika to z kryzysu strefy euro, który doprowadził do działań na rzecz uporządkowania finansów publicznych. Wiele krajów zostało do tego po prostu zmuszonych, a najbardziej radykalne działania widzieliśmy w przypadku Grecji. Tak na marginesie, Grecja także odnotowuje nadwyżki w budżecie. I to od trzech lat. Ale rekordzistami pod tym względem są nasi zachodni sąsiedzi. Niemcy nadwyżkę w budżecie mają od pięciu lat. Mało tego: nawet obecnie, po pierwszym półroczu nie mają deficytu, a pamiętamy przecież, jak bardzo w ostatnich kwartałach zwolniła niemiecka gospodarka.
A zatem, nawet jeśli uda się w przyszłym roku zrównoważyć budżet, trudno uznać to za jakiś nadzwyczajny sukces na tle innych państw. Z drugiej strony byłaby to pierwsza taka sytuacja od zmian ustrojowych w naszym kraju.
Zrównoważenie budżetu można by było rozpatrywać w kategorii ważnego wydarzenia w obszarze porządkowania finansów państwa, gdyby nie kilka kwestii. A najważniejsze dotyczą strony dochodowej. Po pierwsze zero deficytu ma wynikać w dużej mierze z jednorazowych zdarzeń.
Jedną z nich ma być zakończenie „reformy” OFE. Rząd zakłada, że 80% tych, którzy są w OFE przejdzie do IKE. A to oznacza konieczność uiszczenia opłaty przekształceniowej, która będzie wynosiła 15% tego, co mamy zgromadzone w OFE. W sumie może to być nawet około 20 mld złotych. Oczywiście, jeśli założenia rządowe się spełnią. Faktem jest, że opłata ma wpływać w 2020 i 2021 roku, ale i tak rocznie może to być prawie 10 mld PLN.
Po drugie rząd planuje sprzedaż częstotliwości 5G. Trudno powiedzieć, ile może wpłynąć do budżetu. Pojawiają się informacje, że w budżecie może być zapisane nawet 3 mld złotych z tego tytułu.
No i po trzecie będziemy mieli podwyżkę podatków. A dokładnie parapodatków, mam tu bowiem na myśli ubezpieczenie społeczne. Prezentując plan zrównoważenia budżetu na przyszły rok jakoś specjalnie o tym nie wspominano, ale wcześniejsze informacje, a szczególnie Wieloletni Plan Finansowy Państwa na to wskazują. Co mam na myśli? Zniesienie limitu trzydziestokrotności przeciętnego wynagrodzenia, powyżej którego nie płaci się składki ZUS i „ozusowanie” „śmieciówek”. W sumie może to dać nawet 6 – 7 mld PLN do kasy Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Czyli o tyle mniej będzie trzeba dopłacić z budżetu państwa. Ale są to rozwiązania kontrowersyjne. Wysokie wynagrodzenia nie są już bowiem atrybutem najbogatszych prezesów, ale wykształconych specjalistów, na przykład informatyków czy elektroników. Czy nie będzie to zachęta do opuszczenia kraju? Co do „śmieciówek”, to warto pamiętać, że obok nadużywania tych form zatrudnienia mamy także takie obszary, gdzie są one pożądane przez pracowników. Na przykład studentów utrzymujących się z dorywczych prac.
W sumie same te elementy oznaczają 20 mld złotych. W tym przynajmniej 13 mld z tytułu jednorazowych okoliczności. Czy rzeczywiście można zatem uznać ewentualne przyszłoroczne zrównoważenie budżetu za sukces, skoro bardziej to wygląda na „wypadek przy pracy” niż efekt świadomej polityki prowadzącej do trwałego zrównoważenia budżetu?
Być może chodzi zatem tylko o kampanijny chwyt: „mówiliście, że puścimy państwo z torbami, a my po wydaniu tylu pieniędzy równoważymy budżet”. Być może. Choć i tak, żeby nie było wątpliwości, jest to powód do zadowolenia.
Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że ten plan się nie uda, jeśli świat pogrąży się w głębszym spowolnieniu. A tego dzisiaj nie wiemy. Nie wiemy bowiem na przykład jak potoczy się wojna handlowa między USA a Chinami.
Hasło o zrównoważonym budżecie może także doprowadzić do jeszcze jednego problemu. Skoro jest tak dobrze, to znaczy, że są pieniądze. A skoro są pieniądze, to mogą się o nie upomnieć ci, którzy uważają, że stosunkowo nieznacznie korzystają z dobrej koniunktury ostatnich lat. Mam tu przede wszystkim na myśli budżetówkę. Obserwowaliśmy protesty policjantów i nauczycieli. W tym drugim przypadku problemy nie zostały zresztą rozwiązane. Czy ujawnią się nowe grupy walczące o swoje? Całkiem możliwe.
No i jeszcze jedna kwestia. W ostatnich latach widzieliśmy, jak łatwo w obecnych warunkach można budżet po prostu znowelizować, czyli po prostu go zmienić. Czy zatem możemy twardo podchodzić do zapowiedzi rządu?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze