Dość operetkowo – tak jak nowy ład – wygląda walka PiS-u z nepotyzmem i korupcją. Wolą mówić o nepotyzmie, bo wśród ich zwolenników nie wszyscy wiedzą o co chodzi, a ich przekaz jest skierowany tylko do swoich. Przykład pierwszy z brzegu: „Paweł Mucha, były wiceszef kancelarii prezydenta Dudy, jest kolejnym dowodem na to, jak ta ekipa potrafi zadbać o swoje interesy. Mucha, który jest już doradcą prezesa NBP, został przewodniczącym rady nadzorczej PZU. O gigantycznych zarobkach dojnej zmiany decydują wyłącznie znajomości”. („Przegląd”, 26.06. – 4.07.2021 r.). Ci ludzie ośmielają się zarzucać synowi Donalda Tuska, że pracując w gdańskim samorządzie zarabia niecałe 3000 zł. To bezczelność mniej więcej taka sama jak oskarżanie przez prokuraturę dyspozycyjną wobec reżimu stojących na czele „Strajku Kobiet” o organizowanie demonstracji, a umarzanie spraw o bicie, znieważanie i atakowanie kobiet przez kiboli i nacjonalistyczne bojówki oraz takich patriotów jak p. Międlar, całkowicie bezkarny w pisowskiej Polsce.
I jeszcze drobna satysfakcja: „Starał się jak nigdy w życiu. Ale lud Rzeszowa świetnie wie, gdzie ziarno, a gdzie plewy. I pogonił ziobrystę Marcina Warchoła. W kampanii nie pomogła mu władza świecka, czyli bilbordy z byłym prezydentem Ferencem, ani kampania z wnuczką, katolickie czasopisma „Niedziela” i „Moja Rodzina” w środku miały wypasioną ulotkę roześmianego Warchoła. Pisma rozdawano za darmo w kościołach”. („Przegląd”, ibidem). Rozumiem, że nie jest to angażowanie się w politykę i nie popieranie nikogo, co wielokrotnie ogłaszał i niezmiennie czyni – np. poprzez „dzieła” – znany toruński biznesmen, który nic nie posiada, i o czym przekonują co jakiś czas p. Gądecki oraz inni czcigodni ubrani we wspaniałe złote, ale skromne szaty, przepełnieni prawdą i miłością bliźniego następcy apostołów.



















