Bezczelność to jedna z najbardziej charakterystycznych cech samego PiS-u i szerzej dobrzej zmiany. Pewien rys wyróżniający tych wszystkich obajtków, czarnków, greniuchów, szarków, dworczyków, horałów i jak im tam jeszcze, jakieś trudne do wyraźnego określenia i zdefiniowania – typowe dla ludzi, którzy dorwali się do rządów – znaczenia, przede wszystkim pieniędzy piętno i znamię obrzydliwości. To jest coś takiego, że wszyscy oni są nawet fizycznie pod jakimś względem podobni. Dla mnie, entomologa, systematyka i taksonoma istnieją zbiory form owadów, które pod pewnymi względami są do siebie podobne i na podstawie pewnych cech, które specjaliści uważają za istotne dają się klasyfikować i nazywać. Pozornie zwierzęta mogą wydawać się bardzo różne, a jednak zaliczane są do tych samych lub spokrewnionych jednostek. Tak samo jak w przypadku ludzi, którzy dorwali się do władzy w Polsce: należący do Ordo iuris przeróżni „rycerze JP II”, „bojownicy różańca”, „kawalerowie maltańscy”, absolwenci KUL-u lub innych tego typu tzw. katolickich uczelni, organizacji, stowarzyszeń, cała armia lizusów Rydzyka itp. prezentują podobny typ, są jakoś do siebie podobni. Mówią w równie obłudny sposób, naśladując styl mówienia i poruszania się p. Rydzyka oraz wielu biskupów, którzy perfekcyjnie opanowali sztukę obłudy. Rozróżnienie pisowców nie jest proste. Z podobnym problemem zmagał się Mickiewicz opisując przegląd wojsk carskiej Rosji, gdy pisał: „Żeby rozróżnić pułki w tej piechocie, trzeba mieć bystry wzrok naturalisty, który przegląda wykopane w błocie i gatunkuje i nazywa glisty” („Dziady” III część, Ustęp). Wykształcenie przyrodnicze bardzo się nadaje do obserwacji dobrej zmiany.
Bezczelność pisowców jest uderzająca. Faworyt PiS-u i bohater obecnego sezonu politycznego Daniel Obajtek nie tylko nie odpowiada na żadne pytania i nie odnosi się do zarzutów zgromadzenia olbrzymiego majątku, ale odmawia ujawnienia zeznania majątkowego, oskarża dziennikarzy i polityków żądających od niego, aby raczył odpowiedzieć, w jaki sposób w tak krótkim czasie stał się milionerem, i dodatkowo grozi procesami ludziom, którzy ośmielają się zadawać pytania, w jaki sposób doszedł do takich pieniędzy. W przypadku osób publicznych, a taką osobą jest wójt Pcimia, prezes największej firmy w Polsce, dyrektor ważnej agencji (ARiMR) i nieoficjalny kandydat na premiera, trudno się dziwić mediom. Według posłów KO, w roku 2007 p. Obajtek kupił ziemię, potem przepisał ją na brata leśnika. W roku 2013 w tym miejscu stał pałac z basenem. Pałac ten w 2016 roku wrócił do Obajtka. Oświadczenia majątkowe p. Obajtka nie są dostępne, a Ministerstwo Rolnictwa odpowiedziało, że tych oświadczeń nie ujawni, bo są one w kancelarii tajnej. Obajtek jak Kazimierz Wielki zostawia Polskę murowaną. Posiada Pałac w Borkówku, dom w Lanckoronie i willę w Łężkowicach, i nie jest to wszystko (w mediach są informacje o ponad 15 różnych obiektach i nie są to ogródki działkowe). Pytany skąd wziął na to wszystko pieniądze, nie odpowiada, natomiast pisowcy bronią swojego faworyta w typowy sposób, usiłując przekierować opinię publiczną na inne sprawy, atakując zadających pytania, kręcąc, zaprzeczając, kłamiąc. Kolejny spektakl obłudy i bezczelności ze strony partii, która z transparentności i poszanowania prawa usiłuje uczynić swój znak firmowy. Obajtek jest też bardzo rodzinny, dba o interesy brata (patrz wyżej), kuzyna Grzegorza Obajtka – obecnie dyrektora w państwowej spółce Bioeko Tauron, Bernadetty Obajtek – żony kuzyna, obecnie członkini zarządu i dyrektorki firmy TT Piast. Troszczy się też o swoje koleżanki z pracy, np. p. Zofię Paryłę, z którą pracował razem w firmie Elektroplast, potem w Energii, a teraz ta dama jest prezeską Lotosu, delikatnie mówiąc nie żyje w nędzy. I jeszcze Elżbieta Bugaj, krewna wspólnika Obajtka, obecnie wiceprezeska firmy Energa-Obrót oraz Katarzyna Woś, przedtem w TT Piaście, a obecnie w zarządzie Unipetrolu. Ta troska o bliźnich jest istotnie imponująca. Wspaniały przykład patriotyzmu (przyczynianie się do rozwoju gospodarczego Polski), polityki prorodzinnej, budowa małej ojczyzny, czyli samorządowiec. Bezczelność tego używającego języka żula cwaniaka-bogacza, korzystającego z politycznej osłony PiS-u, jest czymś skandalicznym, ale nie jedynym w obszarze dobrej zmiany i tylko w ostatnim czasie. Najlepszą i możliwą dla każdego odpowiedzią daną Obajtkowi, przynajmniej na razie, jest całkowity bojkot Orlenu.
Ja bojkotuję Orlen od dawna tak samo jak media Rydzyka, reżimowe pisowskie rocznice i juble. Tyle można chyba wymagać od każdego, kto nie chce żyć pod pisowskim reżimem?
Dobra zmiana ośmieliła się zaproponować na symboliczne i ważne dla dobra obywateli stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich niejakiego p. Wróblewskiego. Pan Wróblewski jest aparatczykiem PiS-u, sądząc po liczbie plakatów i banerów, jakie wywiesił podczas ostatniej kampanii (oczywiście zgodnie z prawem, jak wszyscy pisowcy), nie należy do ludzi ubogich, brał udział w głosowaniach łamiących praworządność, Konstytucję, zasady demokracji, wprowadzał i służył pisowskiemu reżimowi i stał się symbolem nieludzkiej ustawy nakazującej kobietom rodzić upośledzone, kalekie i śmiertelnie chore dzieci. Stał się symbolem, twarzą, nazwiskiem pisowskiej podłości, pogardy dla kobiet (doprowadziło to do protestów i starć na ulicach), nieludzkiego ich traktowania. Sam pomysł zgłoszenia kogoś takiego na stanowisko RPO uważam nie tylko za bezczelność i prowokację, ale za oderwanie od rzeczywistości, zwyczajną podłość.
Inne przykłady bezczelności to już waga lekka: 300 luksusowych limuzyn dla pisowskich dygnitarzy i ich lizusów, czy system punktacji promujący naukowe czasopisma. Według p. Czarnka na wysoką punktację zasługują przede wszystkim powiązane z KUL-em, mające słowo „teologia” w nazwie, wydawane przez „uczelnię” p. Rydzyka np. „Fides, Ratio et Patria” oraz te, w których kiedyś zatrudniony na KUL-u p. Czarnek sam publikował. To naigrywanie się z nauki. Mamy do czynienia z recydywą dyktatury ciemniaków w nawiązaniu do Marca‘68. Tomasz Jastrun trafnie określił aktywność p. Czarnka (skąd oni biorą takich ludzi?): „Czarnek już wertuje podręczniki szkolne, by wciskać tam treści narodowe i katolickie”. („Czas żniw”, „Przegląd” 8-14.03.2021r.). Nadchodzi czas matołectwa i natarcie idiotów na uczelnie. To już było i wiadomo jak się skończyło. Naiwnie myślałem, że interesuje ich tylko władza i pieniądze, ale okazuje się, że nie tylko.



















