Cud gospodarczy Angeli Merkel (cz. 3)

0
Marek Zuber
REKLAMA

Pierwszym poważnym sprawdzianem dla niemieckiej kanclerz był światowy kryzys 2008 roku. I moim zdaniem stanęła ona na wysokości zadania, aktywnie współpracując z przywódcami innych państw, przede wszystkim z Barakiem Obamą i Gordonem Brownem. Podjęła zdecydowane działania w celu stabilizacji niemieckiego sytemu bankowego, podobnie zresztą jak działo się to w państwach kierowanych przez wyżej wspomnianych przywódców. A potem aktywnie wspierała walkę z recesją. Inna sprawa, że np. przeznaczenie miliardów euro na ratowanie banków z pewnością kłóciło się z poglądami Merkel z przełomu wieków. Przyniosło jednak efekty. Zresztą 2008 i 2009 rok to czas, w którym wielu zagorzałych liberałów gospodarczych musiało przełknąć gorzką pigułkę i zaakceptować ingerencję państwa w ratowanie podstaw znanego nam systemu. Tak czy inaczej – cel został osiągnięty.
Wydaje się, że jeszcze ważniejsza była postawa kanclerz podczas drugiego kryzysu, czyli kryzysu zadłużeniowego strefy euro 2012 roku. To wtedy dla wielu, dla mnie osobiście również, stała się ona nieformalnym przywódcą krajów strefy euro. I jej twarda postawa, także wobec tego, co działo się w Grecji, doprowadziła do wprowadzenia reform. Pakt fiskalny i nadzór Europejskiego Banku Centralnego nad systemem bankowym w strefie wspólnej waluty dały nowy fundament. Rola Merkel w przyjęciu tych zmian była absolutnie pierwszoplanowa. Faktem jest, że strefa euro wciąż ma kłopoty, ale jednak idzie do przodu, co wcale cztery lata temu nie było takie oczywiste.
Biorąc pod uwagę trudny czas trzeba absolutnie docenić kwestie kontroli rządu nad finansami publicznymi. To także jest sukcesem Merkel. Oczywiście olbrzymią rolę w stabilizacji budżetu ma Wolfgang Schauble, piastujący funkcje ministra finansów od końca 2009 roku. Ale w końcu umiejętność doboru współpracowników też ma olbrzymie znaczenie. I to, czy pozwala się im działać. Tak czy inaczej, pomimo dwóch kryzysów Niemcy nie tylko zmniejszają dług w stosunku do PKB, ale udało im się wygenerować nadwyżkę budżetową – siedem miliardów euro w 2016 roku.
Nie wszystko jest jednak idealne. Abstrahuję tu od kwestii polityki Niemiec i osobiście Angeli Merkel wobec emigrantów. Zresztą ten temat jest niezwykle delikatny i to, co dla jednych jest błędem, dla innych stanowi wzorcową postawę. Mam tu raczej na myśli głównie dwie kwestie. Po pierwsze, część związków zawodowych podnosi problem relatywnie małego wzrostu realnych wynagrodzeń. Nawet jeśli nie dotyczy to bezpośrednio całej gospodarki, to z pewnością kilku branż. Trzeba jednak zwrócić uwagę na dwa aspekty. Jeśli nawet mamy sytuację, w której nie obserwujemy jakiegoś istotnego wzrostu wynagrodzeń w jakichś grupach zawodowych, to jest to po części efekt wyraźnego spodku bezrobocia. Czyli innymi słowy: pracy jest zdecydowanie więcej, ale nie tak dobrze płatnej, jakby mogła być, gdyby pracy było mniej. Co wybrać? Dobre pytanie. Warto jednak podkreślić, że w większości przypadków ta relatywnie niska płaca to jednak, płaca za którą można przeżyć. Trzeba także podkreślić, że Merkel zdecydowała się na wprowadzenie w Niemczech płacy minimalnej, która w jakimś zakresie ogranicza ten proces. Czy była ona orędownikiem płacy minimalnej? Trudno powiedzieć, pamiętajmy jednak, że jest ona szefem rządu koalicyjnego. A koalicja to kompromis. Zmuszona zatem czy nie, na ten ruch się zdecydowała.
I druga kwestia to sytuacja klasy średniej, która rzeczywiście się kurczy. Nie jest to jednak problem tylko Niemiec. W Niemczech jest jednak o tyle wyrazisty, że przez kilkadziesiąt powojennych lat Niemcy były wzorem dość równego podziału wartości dodanej tworzonej w gospodarce. Ale o tym szerzej za tydzień.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze