Historia zatacza koło. Może nie aż w takim wymiarze, tym razem problem nie dotyczy całego świata, tylko Europy, trudno jednak nie znaleźć podobieństw. Gwałtowny wzrost cen gazu, do którego doszło w zeszłym roku wywołał szok wśród europejskich polityków. Latami stawiano tezy o ryzyku związanym z uzależnieniem się od jednego dużego zewnętrznego dostawcy, także w Polsce, ale słowa te nie trafiały na podatny grunt. Orędownicy kupowania gazu z Rosji wskazywali, że przecież kwestie biznesowe są ważniejsze i nikt nie będzie ryzykował utraty dochodów z tytułu sprzedaży niebieskiego surowca. Że Rosja potrzebuje sprzedaży gazu tak, jak Europa potrzebuje jego kupowania.
Że ograniczenia dostaw na Ukrainę to zupełnie co innego niż uderzenie w jeden z największych, najbogatszych i najpotężniejszych obszarów gospodarczych, jakim jest Unia Europejska. No i, że generalnie z Rosją można rozmawiać w cywilizowany sposób. Pamiętamy zresztą Georga Busha, który w oczach Władimira Putina zobaczył demokratę.
Historia lubi się powtarzać. Jak już wspomniałem, tym razem nie jest to kryzys światowy, ale dotknął prawie całą Europę, więc też ma wielki wymiar, no i oczywiście bezpośrednio – i to drastycznie – dotyczy Polski. Nie wiem, jakie będą jego skutki. Nie wiem, czy do końca i rzeczywiście obudzi europejskich polityków, ale może przyspieszy pewne decyzje w naszym kraju. Realizacja polityki dywersyfikacji dostaw gazu okazała się absolutnie słuszna, choć na razie nie do końca jeszcze jesteśmy w stanie funkcjonować bez gazu z Rosji.
Wiele jednak w tym kierunku zrobiliśmy. To jednak nie wystarczy. To, że zderzamy się dzisiaj z wysokimi cenami nośników energii rzeczywiście głównie zależy od czynników zewnętrznych. Ale patrząc na to, co polscy politycy zrobili w kwestii poprawy sytuacji w ciągu ostatnich piętnastu lat – mam tu zatem na myśli zarówno rządy PO – PSL, jak i obecnego obozu – wszyscy powinni się uderzyć w piersi. Nie wiem, czy wyjściem z sytuacji jest energetyka jądrowa, ale na jedno warto zwrócić uwagę. Francuzi w ciągu piętnastu lat od momentu wybuchu kryzysu naftowego zrealizowali w zasadzie swój plan jej budowy. My od piętnastu lat zastanawiamy się, czy iść w tym kierunku, nie podejmując na razie żadnej kluczowej decyzji. I nie przedstawiliśmy żadnej innej sensownej alternatywy. Tylko tak dalej…



















