W USA o kryzysie 2008 roku już prawie zapomniano. Oczywiście przesadzam, bo skutki wydarzeń sprzed ośmiu lat długo jeszcze będą widoczne w świecie, także w największej gospodarce globu. Niekonwencjonalne działania, na czele z dodrukowaniem olbrzymiej ilości pieniędzy, będą wpływały choćby na polityki monetarne wielu krajów. Nie zmienia to jednak faktu, że USA są w innym miejscu. Dynamicznie się rozwijają, bezrobocie spadło w okolice 5%, co uznaje się za potwierdzenie dobrego stanu gospodarki. System bankowy się ustabilizował i nie ma dzisiaj jakichś poważniejszych zagrożeń. Giełdy biją historyczne rekordy. Mówiąc najkrócej: jest dobrze.
Niestety nie można tego powiedzieć o Europie. Po wielkim kryzysie przyszedł bowiem drugi, zadłużeniowy, który swoje apogeum miał w roku 2013. Co prawda, mamy obecnie inną sytuację, ale jednak do radości nam daleko. Większość gospodarek rozwija się w tempie ledwo zauważalnym, poziomy bezrobocia najczęściej są powyżej tego, co uznaje się za przyzwoite. Na północy sytuacja wygląda lepiej niż na południu, jednak i tu pojawiają się niewiadome.
Jedną z takich niewidomych, a właściwie wiadomych, jednak nie do końca zdiagnozowanych, jest europejski system bankowy. A dokładnie, bo co do wagi właśnie o niego chodzi, system bankowy strefy euro. Dwa lata temu, wtedy, kiedy Europejski Bank Centralny przejmował nad nim kontrolę, wydawało się, że wszystko jest już w miarę w porządku. Jednak kolejne kwartały nie przynosiły poprawy w postaci wyraźnego wzrostu aktywów. Skoro gospodarka się nie rozwija, to nie rozwijają się również banki. Jednocześnie w wielu przypadkach słychać było o kolejnych kłopotach. Najwięcej o kłopotach banków włoskich, ale nie tylko. Szczególnie dużo uwagi poświecono ostatnio na przykład sytuacji niemieckiego Deutsche Banku. Jego problemy trudno uznać za strukturalne, to nie słabość gospodarki niemieckiej wymusiła głęboką restrukturyzację. Pranie rosyjskich brudnych pieniędzy, przestępstwa związane z kreowaniem stawki Libor, nieuczciwy handel pozwoleniami na CO2 i jeszcze parę innych rzeczy doprowadziły ten jeden z największych europejskich banków do takiej sytuacji, że w niemieckiej prasie zaczęto pytać, czy ta wielka instytucja w ogóle przetrwa.
Na szczęście nie jest aż tak źle. Właśnie opublikowano bowiem wyniki stress testów przeprowadzonych przez agencje Fitch na zlecenie Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego. Stress testy to badania wrażliwości na różne sytuacje, w tym przypadku brano pod uwagę scenariusz najbardziej prawdopodobny oraz scenariusz pesymistyczny. I co się okazało?
Rzeczywiście jeden z włoskich banków, najstarszy zresztą, Monte dei Paschi di Siena nie zdał egzaminu, jednak największe instytucje, takie jak wspomniany Deutsche Bank czy UniCredit, wypadły lepiej, niż się spodziewano. Nikt nie mówi, że sytuacja jest dobra, ale z pewnością nie tak zła, żeby wieszczyć nowy kryzys w Europie. A takie tezy już się zaczęły pojawiać.
Nie zmienia to jednak faktu, że jest co robić. Nie tylko w kontekście porządkowania banków widzimy to i na naszym podwórku, sprzedaż akcji PKO SA to właśnie efekt restrukturyzacji w UniCredit, ale także w kontekście wzrostu gospodarczego. Bez wzrostu trudno będzie o stabilizację systemu bankowego. A on z kolei w tym wzroście odgrywa ważną rolę. Taka swoista kwadratura koła.
Na koniec dobre informacje o nas. PKO BP brał udział w stress testach i zdał je doskonale. Po raz kolejny możemy zatem potwierdzić, że polski sytam bankowy jest stabilny i nic mu nie grozi.
Kolejny kryzys bankowy w Europie?
REKLAMA
REKLAMA




















