Marek Zuber: Optymizm

0
Marek Zuber
REKLAMA

W poniedziałek, w pierwszym dniu po ogłoszeniu wstępnych sondażowych wyników wyborów, rynki finansowe zareagowały umiarkowanym optymizmem. Umiarkowanym, bo wciąż mamy przecież wiele znaków zapytania.
To naprawdę nie jest tak, że inwestorzy lubią lub nie lubią jakichś partii politycznych, albo konkretnych polityków. To znaczy oczywiście, jeśli tych mitycznych inwestorów spersonalizujemy, to każdy z nich zapewne ma jakieś swoje preferencje, ale w decyzjach inwestycyjnych ma to ograniczone znaczenie. Oczywiście mówię tu o tych, którzy trochę bardziej interesują się sytuacją w kraju, w którym prowadzą inwestycje. Dla wielu nazwiska ministrów niewiele mówią. I mam tu na myśli nie tylko inwestorów zagranicznych. Liczy się potencjał do zarabiania pieniędzy. I ryzyko z tym związane. A zatem nie chodzi o to, czy ktoś lubi Kaczyńskiego albo Tuska. Chodzi o to, co się może wydarzyć z punktu widzenia ich działalności, kiedy Kaczyński czy Tusk i ich partie będą rządzić. Co oczywiście wcale nie musi był łatwe do oceny.

W szczególności nie jest tak, że inwestorzy zagraniczni nie lubią Prawa i Sprawiedliwości. Doskonale pamiętam początki pierwszego rządu PiS (wtedy w koalicji) i konferencję prasową ówczesnego premiera Kazimierza Marcinkiewicza na Giełdzie Papierów Wartościowych. W czasie jej trwania – a dokładnie w związku z tym, co Marcinkiewicz mówił – wyraźnie zaczęły rosnąć indeksy giełdowe. I w ogóle w czasach „pierwszego PiS” nie mieliśmy żadnej katastrofy na złotym, czy właśnie na giełdzie. Inwestorzy nie uciekali drzwiami i oknami z Polski. Wręcz przeciwnie. Ale też przewidywalność tamtych rządów była zdecydowanie większa. I nikt w Polsce nie budował gospodarki państwowej. Nikt też nie szedł na ustawiczne zwarcie z Unią Europejską, choć, jak pamiętamy, dyskusje z przedstawicielami UE były bardzo trudne i zażarte.
Rynki finansowe zareagowały pozytywnie na pierwsze informacje, wciąż nie ostateczne wyniki wyborów, które sugerują, że dotychczasowa opozycja może przejąć w Polsce władzę. Złoty się umocnił o około 1,5%, WIG rósł na początku notowań w poniedziałek o prawie 3%. Oczywiście nie jest to żadna euforia, ale trudno obalić tezę, że jest to jednak pozytywna odpowiedź uczestników rynku na możliwe zmiany polityczne w Polsce. I nie dlatego, że lubią Tuska czy Hołownię, a Kaczyńskiego nienawidzą. Po prostu ewentualny nowy rząd w ich oczach może pewne rzeczy zmienić na plus. I myślę, że dotyczy to przede wszystkim dwóch kwestii.

Pierwsza to normalizacja stosunków z Unią Europejską. A zatem szanse na środki z Krajowego Planu Odbudowy i, przede wszystkim, brak problemów z pozyskiwaniem środków z głównego budżetu. KPO nie rozpędzi polskiej gospodarki do prędkości Luxtorpedy, ale oczywiście tezy głoszone choćby przez prezesa NBP, że pieniądze z KPO nie mają żadnego znaczenia nie są po prostu prawdziwe. A o wadze głównego budżetu nie muszę wspominać. Jednak chodzi nie tylko o same pieniądze, tylko o to, że przestaniemy być postrzegani jako główni wojujący z Unią. Poprawa relacji oznacza spadek ryzyka i lepszy klimat inwestycyjny.
Druga kwestia to sprawa stabilności otoczenia gospodarczego. Takiego braku przewidywalności jak w ostatnich latach nie mieliśmy chyba nigdy w okresie od dokonania zmian ustrojowych w Polsce. Ewentualna nowa koalicja dawałaby, zdaniem inwestorów, szansę na poprawę tej sytuacji. A stabilność zawsze pomaga, wszystko jedno, czy z punktu widzenia inwestorów polskich czy zagranicznych.

REKLAMA (2)

Kto najbardziej zyskiwał w poniedziałek na giełdzie? Rosły między innymi akcje spółek Skarbu Państwa i prywatnych firm mediowych. W pierwszym przypadku w nadziei na osłabienie ręcznego sterowania i zwiększenie nacisku na rozwój samych firm, a nie wykonywania odgórnych zadań, często nie do końca związanych z profilem działalności. W drugim na zakończenie prób upaństwowienia czego się da w tym obszarze i na przykład na zwiększenie transferu środków marketingowych od wspomnianych spółek Skarbu Państwa do prywatnych mediów. Wiemy doskonale, że ten transfer został w ostatnich latach w wielu przypadkach mocno ograniczony. Czyli mówiąc otwarcie, w niektórych mediach na przykład reklam po postu nie kupowano.

REKLAMA (3)

Ale optymizm jest umiarkowany, jak już wspomniałem. Dzieje się tak z kilku powodów. W chwili, gdy piszę te słowa, wciąż bazujemy na prognozach, a zatem nie wiemy, jakie będą ostateczne wyniki. Poza tym tworzenie ewentualnego rządu bez PiS może potrwać. W pesymistycznej wersji kilka miesięcy. Zresztą nie można wykluczyć tego, że obecnie rządzącym uda się jednak uzyskać większość w parlamencie, budując jakąś koalicję, albo przejmując posłów. No i trzeba też wspomnieć o tym, że opozycja nawet jeśli wygra, to nie obejmie pełni władzy w Polsce. Nowe ustawy musi poprzeć prezydent. Ewentualnego veta nie będzie się raczej dało odrzucić. Jest też kwestia całego obszaru sądowego, czy działań Narodowego Banku Polskiego, co do którego apolityczności też mamy duże wątpliwości. A zatem nawet, jeśli rząd koalicyjny oparty na dotychczasowej opozycji powstanie, to wprowadzanie zmian nie będzie proste.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze