Lokaty w NBP

0
REKLAMA

Marek ZuberStopy procentowe idą mocno w górę, banki nie kwapią się jednak z podnoszeniem oprocentowania depozytów i lokat. Czy można coś z tym zrobić?
Ostatnie podwyżki stóp procentowych dokonywane przez Radę Polityki Pieniężnej od razu przekładają się na koszt kredytu i pożyczki, czyli WIBOR rośnie od razu i od razu przenosi się to na wysokość comiesięcznych rat. Oczywiście dotyczy to zarówno zobowiązań już zaciągniętych, jak i zobowiązań nowych. Tu mechanizm przenoszenia decyzji w kwestii stóp procentowych działa bez zarzutu. Ktoś powie, że to dramat z punktu widzenia kredytobiorców. Tak, ale niestety chodzi właśnie o to, by podnieść koszt pieniądza – czyli w konsekwencji przede wszystkim oprocentowanie kredytów i pożyczek – by w ten sposób ograniczyć konsumpcję i inwestycje. Dzieje się tak dlatego, że „kupowanie” oznacza nacisk na wzrost cen. Jeśli popyt rośnie, to ceny idą w górę – szczególnie, gdy zaczyna się kupowanie, bo „ceny rosną”, a coś takiego w Polsce już obserwujemy. Ale o tym innym razem.

Podwyżki stóp procentowych powinny jednak prowadzić do proporcjonalnego wzrostu oprocentowania depozytów i lokat. Skoro banki dostają więcej z tytułu pożyczania pieniędzy, to je na to powinno być stać. Wyższe oprocentowanie depozytów i lokat to nie tylko szansa, że nasze oszczędności przy wysokiej inflacji realnie nie będą się zmniejszać, albo będą się zmniejszać mniej. To także czynnik hamujący popyt. Przy wyższym oprocentowaniu mniej chętnie będziemy wydawać nadwyżki i kupować. Jednak tu jest problem. Banki nie podążyły bowiem w tym obszarze za decyzjami RPP. To znaczy podążyły, ale nieznacznie.

Rządzący zaczęli zatem kombinować, jak banki do takiego ruchu zmusić. Pojawił się nawet pomysł zmian ustawowych. Pewnie miałoby to wyglądać mniej więcej tak, że średnie oprocentowanie kredytów i pożyczek w danym banku mogłoby być wyższe od średniego oprocentowania depozytów i lokat maksymalnie o jakąś ustaloną wartość. Albo odgórnie nakazywano by zwiększanie oprocentowania w ślad za podwyżkami dokonywanymi przez RPP. Na szczęście tę koncepcję zarzucono. Na szczęście, bo po pierwsze nie jestem fanem zmuszania do czegokolwiek w gospodarce rynkowej, a po drugie wyobrażam sobie kombinacje z tym związane. Zamiast zmuszać, lepiej wymuszać. I wygląda na to, że na szczęście w tym kierunku idziemy, choć, moim zdaniem, nie optymalnie.

REKLAMA (2)

Wszystko wskazuje na to, że rząd wreszcie zdecydował się na wprowadzenie wyżej oprocentowanych obligacji detalicznych, czyli przeznaczonych dla przeciętnego Kowalskiego (mamy jeszcze hurtowe sprzedawane docelowo większym inwestorom na aukcjach, tych jest zresztą najwięcej). To dobry kierunek. Skoro klienci będą mieli lepszą alternatywę dla depozytów i lokat, to uciekną z banków, a to zmusi te ostatnie do zmiany w polityce oprocentowania. Jest tylko jeden problem: gdy kupimy obligacje, to środki z nich dostanie państwo. I je wyda. Także w taki sposób, który będzie inflację zwiększał. Obniżenie PIT-u, wakacje kredytowe to są przecież dokładnie takie pomysły. A jeszcze mamy zbliżające się wybory. To co robić?

REKLAMA (3)

Moim zdaniem powinien tu jednak wkroczyć NBP. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, aby ściągnąć pieniądze z rynku i ograniczyć inflację, NBP wprowadził wysoko oprocentowane lokaty. To oczywiście nadzwyczajny instrument, ale moim zdaniem teraz też potrzebny. Zresztą byłby on dziś dość logiczny. My, klienci, wpłacamy pieniądze do banków i mamy z tego powiedzmy 2%. Banki nie wykorzystują tych środków na kredyty i pożyczki, bo aż tak dużego popytu na te instrumenty nie ma (to jest właśnie nadpłynność systemu bankowego), więc kupują na przykład tygodniowe bony pieniężne w NBP, oprocentowane po stopie referencyjnej, czyli obecnie 5,25%. Czysty zysk. Bank płaci nam 2% i zarabia bez ryzyka, bo NBP to de facto brak ryzyka, 5,25%. To dlaczego NBP nie mógłby płacić tych 5,25% od razu Kowalskiemu, który założyłby sobie lokatę, albo kupił bony, czy obligacje emitowane przez NBP? Te pieniądze nie wywoływałyby dodatkowej presji inflacyjnej, zostałyby bowiem w naszym banku centralnym. Dlaczego więc tak się nie dzieje? Może właśnie chodzi o to, żeby nie robić konkurencji obligacjom detalicznym? Może cel jest taki, żeby rządowi łatwiej było zabrać środki na różnego rodzaju przedwyborcze pomysły?
Tak na marginesie, jeszcze raz powtórzę, co już kiedyś napisałem. Obniżanie podatków właśnie teraz, przy tak wysokiej i jeszcze rozkręcającej się inflacji, czy wakacje kredytowe dla wszystkich bez względu na dochody, to relatywnie wyższe stopy procentowe. Warto o tym pamiętać.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze