Optymizm trzeba dobrze rozumieć

0
REKLAMA

Sytuacja gospodarcza na świecie na poziomie odczuć wyraźnie się poprawia. Widać to zarówno we wskaźnikach opisujących nastroje menadżerów, jak i konsumentów.
Wszystko wskazuje na to, że dla zdecydowanej większości państw świata dołek kryzysu koronawirusowego będzie przypadał w drugim kwartale 2020 roku. Ponieważ mamy dopiero początek lipca trudno choćby o dane o PKB z tego okresu. Przybliżone poznamy dopiero w połowie lipca. Ale mamy sporo informacji szczątkowych. Pisałem już choćby o produkcji przemysłowej w Polsce, która w maju miała zdecydowanie lepszy odczyt, niż w kwietniu.
Patrząc na perspektywy bazujemy jednak głównie na tzw. wskaźnikach optymizmu. Wielokrotnie już o nich pisałem. Mają one odpowiedzieć na pytanie, co jakieś grupy myślą na temat obecnej sytuacji oraz, co najważniejsze, o jej kształtowaniu się w przyszłości. Najczęściej pytamy o to przedstawicieli biznesu, np. menadżerów, oraz konsumentów. I, trzeba to uczciwie przyznać, wskaźniki te zazwyczaj potwierdzają się później w twardych danych. Oczywiście pod warunkiem, że potrafimy dobrze daną wielkość liczyć. Głównie chodzi tu nie tylko o jej konstrukcję, ale także o odpowiedni dobór próby badawczej. W Polsce wygląda to różnie, ale w najważniejszych krajach na świecie, jak już wspomniałem, wskaźniki te dają faktycznie niezły obraz tego, co się może wydarzyć.

W zasadzie na co nie popatrzymy jest lepiej. Na przykład amerykański Consumer Confidence poprawił się z 71,8 pkt w kwietniu do 78,1 pkt w czerwcu. A Filadelfia FED z minus 56,6 pkt na plus 27,5 pkt. Niemiecki ZEV wzrósł z kolei z minus 49,5 pkt w marcu do plus 63,4 w czerwcu. Ale najczęściej, mówiąc o poprawie nastrojów, mamy dzisiaj na myśli wskaźnik PMI. Rzeczywiście w ostatnich latach jest on jedną z najczęściej używanych wielkości. W USA PMI dla sektora przemysłowego poprawił się z 36,10 pkt w kwietniu do 49,80 pkt w czerwcu, w Niemczech urósł on w tym okresie z 32 pkt na 45,2 pkt, a we Francji przekroczył poziom 50 pkt, dokładnie osiągnął 52,3 pkt, dołek mieliśmy w kwietniu i wynosił on 31,5 pkt. Także w Polsce obserwujemy wyraźną poprawę, z 31,9 pkt doszliśmy do 47,20 pkt w okresie kwiecień – czerwiec.

REKLAMA (3)

W tej konkretnej sytuacji musimy jednak, moim zdaniem, uwzględnić dwie poprawki. Pierwsza to fakt odreagowania fatalnych wskaźników z początku kryzysu. Koronawirus i zamrażanie gospodarki były takim szokiem, że, jak się wydaje, w wielu przypadkach dane pogorszyły się bardziej, niż faktycznie wynikało to z rzeczywistości. Sądzę, że ten element szczególnie widoczny był w niemieckim wskaźniku ZEV. Drugi problem natomiast wynika z ogólnie przyjętej retoryki. W zasadzie wszystkie rządy i banki centralne na świecie mówią o niezłomnej walce z kryzysem, o tym, że zostaną podjęte wszystkie działania, które będą konieczne, że limitów nie ma itd itp. A to z pewnością poprawia atmosferę, szczególnie wśród przedsiębiorców. Skutkami takiej postawy decydentów, czyli narastającymi długami i rosnącą podażą pieniądza, na razie nikt się nie przejmuje.

REKLAMA (2)

Tak czy inaczej, wskaźniki optymizmu rzeczywiście się poprawiają. Trzeba tu jednak zrobić jedną ważną uwagę. Dla wspomnianego PMI poziom oddzielający wzrost gospodarki od jej hamowania to 50 pkt. No i tu zaczynają się schody. W najważniejszych gospodarkach świata, z małymi wyjątkami, jak choćby Francja, jesteśmy wciąż poniżej owych 50 pkt. Mało tego: okolice 45 – 47 pkt byłyby przed koronawirusem uważane za bardzo słabe odczyty, które prowadzą nas rychło do recesji. A przynajmniej bardzo mocnego hamowania. I tak należy, na razie przynajmniej, patrzeć na te dane. Widmo dramatu, czyli drastycznego, dwucyfrowego spadku PKB w następnych kwartałach się oddaliło, to jasne, ostatecznie gospodarki zostały odmrożone. Ale to nie znaczy, że już będzie dobrze. Z tego nie może jeszcze płynąć wniosek, że oto już w lecie wejdziemy na ścieżkę szybkiego wzrostu. Dalej będzie spadek, tylko że znacznie, znacznie mniejszy. Sytuacja wydaje się opanowana, ale na ogłoszenie końca problemów i na mocne odbicie gospodarek w najlepszym razie jeszcze trochę trzeba poczekać.
No i pamiętajmy, że jednak to ratowanie i odbudowywanie świata będzie miało swój koszt. Długi wzrosną, a dodatkowy pieniądz trzeba będzie zutylizować, bo jak nie to może nam grozić wybuch inflacji.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze