Faktycznie, na polu walki zostały już tylko polskie firmy. Wcześniej z poszukiwań gazu łupkowego w Polsce zrezygnowały między innymi amerykański ExxonMobil i francuski Total. Wszystkie mówią mniej więcej to samo, i można to ująć w jednym zdaniu: dotychczasowe próby nie pokrywały się z oczekiwaniami. A zatem biznesowo się nie opłaca. Czy jednak oznacza to, że faktycznie nie ma sensu próbować dalej?
Próby będą podejmowane choćby dlatego, że wszystkie istotne siły polityczne tego chcą. A dwóch najważniejszych obecnie graczy nazywa się Orlen i PGNiG. Obie są państwowe, więc nie wyobrażam sobie, żeby politycy zgodzili się na zakończenie poszukiwań. Nikt zresztą nie mówi, że w Polsce gazu łupkowego nie ma. Problem polega na tym, że są na świecie złoża lepsze, choćby większość z tych, które już dzisiaj zbadane są w Stanach Zjednoczonych. Tam surowce zamknięte w łupkach zalegają najczęściej na głębokości do około 1000 metrów, w dodatku skały są znacznie bardziej miękkie. W naszym kraju trzeba się liczyć z koniecznością odwiertów na nawet ponad 3000 metrów, w dodatku w materiale znacznie twardszym. Mówiąc innymi słowy: to, co można wydobyć w Polsce, w USA można wydobyć znacznie taniej. I to jest główny powód rezygnacji z działalności w Polsce wielkich koncernów.
My jednak możemy do sprawy podchodzić inaczej. Jeśli mówimy bowiem o bezpieczeństwie energetycznym, to możemy działać przy mniejszych marżach. Punktem wyjścia jest oczywiście cena, którą dzisiaj musimy płacić za gaz rosyjski. Punktem wyjścia, ale nie jedynym czynnikiem właśnie ze względu na bezpieczeństwo. Być może zatem opłaca się eksploatować polskie złoża nawet wtedy, gdy będzie to oznaczało wyższe ceny. A w każdym razie mieć w rezerwie taką możliwość. Oczywiście pojawia się tu jedna wątpliwość. Dla np. Orlenu poszukiwania w Polsce są tylko jedną z możliwości. I być może wcale nie najlepszą ekonomicznie. Orlen jest spółką giełdową, zarząd może się zatem narazić na oskarżenie o działanie na niekorzyść spółki. Trzeba by było te kwestie rozwiązać.
Ale jest też jeszcze jedna kwestia. W międzyczasie, to znaczy od momentu, kiedy zaczęto w Polsce mówić o ewentualnym potencjale łupkowym, do dzisiaj, doszło do poważnych zmian na świecie. Właśnie także dzięki rewolucji łupkowej. Okazuje się bowiem, że za cenę zbliżoną do tego, co płacimy Rosjanom lub już niższą, możemy kupować gaz od wielu nierosyjskich dostawców. Za chwilę będziemy mieć gazoport, możemy także korzystać z infrastruktury już istniejącej i łączącej nas z Europą. I to jest nowa jakość, z którą się obecnie zderzamy.
Staliśmy się zatem czy staniemy się za moment, z chwilą uruchomienia gazoportu, krajem, który będzie praktycznie uniezależniony od jakiegokolwiek jednego dostawcy. A gdyby doszło do korzystnych dla nas zmian w polityce zakupowej Unii Europejskiej, sytuacja poprawiłaby się jeszcze bardziej. Tak czy inaczej, szantaż gazowy w przypadku naszego kraju jest już praktycznie tylko hasłem. Oczywiście jakieś efekty niekorzystne, w przypadku zatrzymania dostaw ze wschodu, byśmy zobaczyli, ale nie ma porównania z tym, co było naszą rzeczywistością jeszcze w pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku.
Nie będzie łupkowego eldorado?
REKLAMA
REKLAMA




















