Zacznijmy od tej drugiej, czyli poświęconej wydarzeniom roku obecnego. Zdaniem premiera jest szansa, żeby bezrobocie spadło w grudniu 2014 roku poniżej 13%. I ja się z tym całkowicie zgadzam. Pytanie tylko, co rząd zamierza zrobić, żeby tak się stało? Premier powtórzył prognozy przedstawiane przez ekonomistów, a trudno dzisiaj znaleźć kogoś, no może poza kilkoma przykładami czarno ‑wieszczących, którzy jednak czarno wieszczą od lat i na szczęście nic z tych dramatycznych wizji nie wynika, kto nie spodziewałby się spadku bezrobocia. Polska gospodarka przyspiesza już od drugiego kwartału 2013 roku. Dynamika nie jest powalająca, ale wzrost jest jednak systematyczny. Spodziewamy się zatem tego, że w drugim półroczu obecnego roku doprowadzi to wreszcie do spadku bezrobocia strukturalnego.
Wzrost polskiej gospodarki zawdzięczamy eksportowi i poprawie dynamiki konsumpcji. Co z działań rządu przyspiesza lub przyspieszy zmiany tych dwóch czynników? Moim zdaniem, delikatnie mówiąc, niewiele. Eksport rośnie głównie dzięki poprawie sytuacji w strefie euro oraz dzięki aktywności polskich firm. Można tu co prawda mówić o pomocy ze strony jednostek państwowych, jak choćby ambasad, konsulatów, czy działalności ministerstwa gospodarki, ale z pewnością nie jest to element decydujący. Jeśli chodzi o wzrost konsumpcji, to bardziej wynika on ze zmiany postrzegania rzeczywistości przez konsumentów (pytanie, jak oddziaływał na zmianę tego postrzegania rząd), oraz z rekordowo niskich stóp procentowych. Gospodarka będzie się zatem rozwijała dalej, nawet jak rząd nic w tym kierunku nie zrobi. I to jest podstawowy powód spadku bezrobocia. Trudno tu zatem mówić o planach rządu. To raczej prognozy wygłaszane przez premiera na bazie tego, co dzieje się w rzeczywistości gospodarczej. Można by było ten wzrost próbować przyspieszyć, ale tu już ze strony szefa rządu konkretów nie było.
Padły one w kwestii choćby umów śmieciowych. Nie w znaczeniu szczegółowych rozwiązań, tych nie poznaliśmy, ale usłyszeliśmy, że do zmian na pewno dojdzie. I tu pełna zgoda: trzeba próbować coś robić i powoli pojawia się do tego klimat. Właśnie dlatego, że bezrobocie zacznie spadać. Boje się tylko, żeby nie przesadzić, czyli nie zacząć za wcześnie i za ostro, bo to może doprowadzić do odwrotnego skutku. Bowiem zmiany zwiększające koszty pracy, w jakiejkolwiek formie, powinny być realizowane wtedy, gdy sytuacja na rynku pracy jest dobra z punktu widzenia pracobiorców. Czy w tym, nawet w przyszłym roku będzie wystarczająco dobra?
Jeszcze gorzej, z punktu widzenia konkretów, wyglądała wcześniejsza i, jak się wydaje, o większej randze i znaczeniu konferencja szefa rządu ze swoimi zastępcami. Premier przedstawił na niej wizję Polski, która w roku 2022 znajdzie się w gronie dwudziestu największych gospodarek świata. Mam tu pewne wątpliwości co do naszego miejsca w tym zestawieniu obecnie, bowiem w zależności od tego, kto liczy, bywa, że wśród tej dwudziestki jesteśmy już teraz. Tak czy inaczej, ma być dużo lepiej, mamy na przykład osiągnąć 80% PKB na mieszkańca średniej dla krajów UE, obecnie jest to około 67% itd. itp. I tu również jawi się pytanie, a właściwie dwa pytania. Po pierwsze: co rząd zamierza zrobić, żeby się tak stało? Konkretów, z wyjątkiem tego, że mamy zamiar wydać kolejne pieniądze z UE, w zasadzie nie było. I po drugie: może jesteśmy w stanie to osiągnąć bez żadnych istotnych działań ze strony rządu? W takim razie żaden dodatkowy plan nie jest potrzebny. Temat wydaje mi się dość ważny, zajmę się nim zatem w jednym z następnych felietonów.
Plan rządu czy prognoza rządu?
REKLAMA
REKLAMA




















