Bez względu na przyczynę po raz pierwszy w historii mieliśmy możliwość spotkania w elitarnym gronie z przedstawicielami najważniejszych krajów świata.
Cóż to jest G20? Teoretycznie jest to grupa 19 największych gospodarek świata oraz Unia Europejska. Jest to dość nieostra definicja, ponieważ w praktyce na szczyty państw grupy przyjeżdżają przedstawiciele państw, które faktycznie nie powinny się tam pojawiać, biorąc pod uwagę wielkość PKB. I odwrotnie: mamy takie sytuacje, że nie pojawiają się tam państwa, które zaliczają się do dwudziestu największych gospodarek globu.
Nie zmienia to jednak faktu, że jest to grono elitarne, zrzeszające możnych tego świata. Możnych i wielkich. Zresztą wystarczy, że są tam Stany Zjednoczone, Unia Europejska, Chiny i Japonia, żeby wypełnić pojęcie gospodarczej potęgi świata. Spotkania grupy stanowią możliwość zaprezentowania stanowisk w różnych istotnych kwestiach. Nie jest jednak tak, że podczas owych spotkań zostają podjęte konkretne decyzje. To raczej platforma dyskusji, możliwości zaprezentowania swoich poglądów, pokazania się. Jeśli zostają podjęte jakieś decyzje, to raczej w drugorzędnych sprawach. Jednak podczas szczytów rozmawia się o kwestiach ważnych. Najczęściej dochodzi do przygotowania wspólnego stanowiska, które stanowi wyraz poglądów grupy w związku z jakimś problemem. Głównie jest to związane z wyzwaniami na przyszłość.
G 20 nic zatem konkretnie nie załatwia, ale w gronie tych państw powinno się być, stąd aspiracje Polski, żeby do G 20 się dostać. Mówił o tym już prezydent Lech Kaczyński, wskazywał także na to rząd Donalda Tuska. Problem w tym, że nie tylko wielkość gospodarki decyduje o przyjęciu jakiegoś państwa do G 20. Decyduje także polityka.
Pod względem wielkości PKB wiele nam już nie brakuje. Trudno jest dokładnie powiedzieć ile, porównując państwa pod względem PKB, musimy bowiem wielkość tę doprowadzić do wspólnego mianownika, czyli w tym przypadku choćby wyrazić w jednej walucie. I tu pojawia się problem kursu waluty. Polska jest w tej chwili dalej od pierwszej dwudziestki największych gospodarek świata niż pięć lat temu. Przez ten czas rozwijaliśmy się, większość gospodarek większych od nas i porównywalnych z nami albo rozwijała się wolniej, albo w ogóle. Ale złoty wyraźnie osłabił się do USD, a to on jest najczęściej tą walutą, w której PKB się wyraża. Przyjęcie do G20 nie jest zatem procesem w pełni przewidywalnym i precyzyjnym, i, jeszcze raz to powtórzę, wiele zależy tu od uwarunkowań politycznych.
Po raz pierwszy w historii zostaliśmy zaproszeni na szczyt G20. Oczywiście trzeba się z tego cieszyć, choć z pewnością nie jest tak, że jest to wyraz polskich osiągnięć z ostatnich miesięcy. Polska rozwija się od lat. 2016 rok nie był pod tym względem jakiś szczególnie udany. Szybszy rozwój obserwowaliśmy choćby w roku 2015. Chodzi jednak o pewien proces, który w Polsce trwa. Bogacimy się i to się na świecie dostrzega. No i, nie ma co ukrywać, prosiliśmy o poparcie w tej w kwestii kanclerz Merkel, choćby podczas jej ostatniego pobytu w Polsce. To Niemcy przecież na spotkanie nas zaprosiły. Trzeba także odnotować, że nie tylko szybki rozwój i wielkość PKB decydują o tym, że jakiś kraj zostaje na szczyt zaproszony. W tym roku obok nas zaproszono jeszcze dziesięć krajów. W tym na przykład Wybrzeże Kości Słoniowej i Senegal.
Czy uda nam się w najbliższej przyszłości wejść do G20? Trudno powiedzieć, ale łatwo nie będzie. Warto wspomnieć, że w gronie tych krajów nie ma na przykład Hiszpanii, Szwajcarii czy Holandii. A każda z tych gospodarek jest większa od Polski.
Polska w G20?
REKLAMA
REKLAMA




















