Ostatnie osiem lat było bardzo burzliwych, jeśli chodzi o rynek kapitałowy na świecie. Jednak mimo różnego rodzaju zakrętów najważniejsze giełdy świata się rozwijają, a rynek kapitałowy stanowi istotny czynnik wsparcia rozwoju przedsiębiorstw. Oczywiście w zależności od kraju i systemu w nim panującego jego znaczenie jest różne. W Stanach Zjednoczonych 70% kapitału na rozwój firm pozyskiwane jest przez giełdy. W Europie ten współczynnik stanowi maksymalnie 30%. Jednak w większości cywilizowanych krajów coraz więcej firm sięga po środki inwestorów, wykorzystując do tego lokalne parkiety. Przybywa zatem notowanych firm, wzrastają także indeksy giełdowe. W większości krajów, ale nie w Polsce.
Tydzień temu skończyłem opisem pomysłów, które warszawskiej giełdzie zafundowali w ostatnich latach politycy. Zarówno poprzednio rządzący, jak i obecnie. Jednocześnie nie ma w tej chwili, z wyjątkiem mglistych zapowiedzi wykorzystania giełdy w nowym, trzecim filarze emerytalnym, planów jej wsparcia. Efekt? Obroty na GPW są na rekordowo niskich poziomach, czyli płynności nie ma w ogóle. GPW nie interesuje się ani zagranica, ani polscy inwestorzy. Bo czemu mają się interesować, skoro w ciągu kilku tygodni można w Polsce uchwalić dowolny pomysł, który może mieć wpływ na wycenę akurat tej firmy, którą mamy w portfelu? A pomysłów jest pod dostatkiem. Jak zatem planować inwestycje? Jak szacować kondycję finansową przedsiębiorstwa czy też jego szanse rozwoju, skoro w ciągu roku mogą się w istotny sposób zmienić warunki funkcjonowania? Jeśli zatem jacyś inwestorzy patrzą na giełdę, to raczej w kontekście tego, jak stąd najszybciej uciec. Nowych spółek, czyli debiutów jest jak na lekarstwo. W tym roku po raz pierwszy dojdzie do tego, że liczba spółek, które wejdą na rynek, będzie mniejsza od tych, które z niego zejdą. Jeśli to nie jest objawem kryzysu, to co nim jest?
Kilka tygodni temu byłem na imprezie organizowanej w siedzibie warszawskiej giełdy. W głównej sali notowań pozostały tylko zegary pokazujące godziny w różnych częściach świata. Nie było ekranów z notowaniami, nie było stołków dla gości zaproszonych na debiut. Nie ma już sali New Connect ani Catalist. Być może nie są one potrzebne, być może wszystko może odbywać się w jednym pomieszczeniu, ale nie mogłem pozbyć się myśli, że te zewnętrzne atrybuty pokazują dzisiejszy stan giełdy. Biedna, szukająca oszczędności, dobita, bez pomysłu na przyszłość. Taki jest obecnie polski parkiet.
A czy ma jeszcze szanse? Jeden z wielkich amerykańskich banków inwestycyjnych kilka tygodni temu ogłosił, że warto teraz kupować walory na GPW. Moim zdaniem warto, ale pod warunkiem że nic nowego nie pojawi się w głowach polityków. Ale czy mamy taką gwarancję?
Polski parkiet jest w zapaści, ale szanse ma. Wystarczy, że zostanie wreszcie uwzględniony w planach, które tworzy nowy rząd. Bo jeśli mamy budować polski kapitał, to giełda jest do tego naturalnym narzędziem.
Smutny jubileusz GPW (cz. 2)
REKLAMA
REKLAMA




















