Wybory samorządowe, a właściwie ich pierwsza tura, pozwalają na wstępną ocenę wpisaną w to, co w polskiej polityce najważniejsze od 1989 roku, czyli uwolnienie się od autorytarnego reżimu i jego recydywy. Jeszcze niedawno panowało przekonanie, że dyktatury Kaczyńskiego nie da się obalić, że jest dla Polski końcem historii, dla mojego pokolenia ostatnim etapem działań opozycji demokratycznej i „Solidarności”, kresem wszelkiej nadziei. Wybory samorządowe, pierwsze po cudzie 15 października, miały być potwierdzeniem tamtych, odbywały się już w innej atmosferze, jakby niebezpieczeństwo recydywy pisowskiego reżimu nie istniało. Kaczyński był już tylko złym wspomnieniem, jak inni dyktatorzy w najnowszej historii, a Polska przynajmniej w wymiarze wewnętrznym bezpieczna na zawsze. Dla ludzi pamiętających PRL te osiem lat rządów satrapy stały się prawie tak samo odległe. Wróciła wolna Polska, od razu też wróciły dawne spory i masochistyczna cecha polskiej inteligencji, samobiczowanie się, atakowanie nie wrogów wolności i demokracji, ale jej wyznawców i obrońców. Nie zauważyłem w tych wyborach radości, że władzy nie sprawuje już zorganizowana grupa przestępcza mająca do swojej dyspozycji wszystkie możliwości dużego europejskiego kraju, że nie musimy się obawiać sfałszowania, jak prawdopodobnie miało to miejsce w przypadku wyboru p. Dudy w 2019 roku, nie ma już koszmarnych pasków w publicznej telewizji i plugawych komentarzy oraz propagandy Jacka Kurskiego. Nie zauważyłem radości z braku obaw, że PKW (jak cała Polska) jest posłuszna woli zbawcy narodu, a sam zbawca czeka w kolejce do prokuratora. To wszystko nie zrobiło się samo, miliony ludzi pracowały nad tym, aby Polska była wolna, a dziwaczna masochistyczna radość z rzekomych niepowodzeń obozu wolności jest delikatnie mówiąc przejawem lekkomyślnej głupoty. Podobnej do zachwytów nad zachowaniem Kaczyńskiego przed sejmową komisją, objawiających się powielaniem bredni o wielkim sukcesie PiS-u, porażce i ponurych perspektywach PO.
PiS tych wyborów nie tylko nie wygrało, ale sromotnie je przegrało. Rozpowszechnianie kłamstw pisowskiej propagandy i jej przekazów dnia to intelektualne niedołęstwo polskiej inteligencji. Pisowcy utracili 2 lub 3 sejmiki (w Podlaskiem może dojść do powtórzenia wyborów) i prawie wszystkie duże miasta (w kilku mamy drugą rundę z małymi szansami pisowców) oraz znakomitą większość średnich. Utrzymali poparcie w tradycyjnie „swoich” regionach, na wsi, wśród ludzi uległych wobec propagandy kościelnej, słabo wykształconych, żyjących raczej z socjalu, niechętnych demokracji i Unii Europejskiej. Wrogich wobec Ukrainy, ale życzliwych Rosji i Putinowi. Pisowska propaganda żeruje na zacofaniu, fanatyzmie religijnym, nacjonalizmie, nienawiści do obcych, podsyca uczucia wrogości, ksenofobii, antysemityzmu, nietolerancji, bazuje na nieuctwie (stosunek do szczepień, ewolucji, ocieplenia klimatycznego). Należy cierpliwie tłumaczyć nasze racje, wprowadzać potrzebne reformy i nie ustępować wobec kłamstwa i nienawiści. Nie miejmy złudzeń, tak jak propaganda Goebbelsa zatruła świadomość przynajmniej jednego pokolenia a antysemityzm nadal ma się dobrze nie tylko w Polsce, tak pisowskie kłamstwa i odrażająca propaganda, której symbolem jest Jacek Kurski, będą zatruwać tysiące Polaków i trzeba nauczyć się obok niej żyć.
Wybory pokazują, że takie osoby, jak Kałuża, Barbara Nowak, Mejza, Kaczyński, Matecki, Macierewicz cieszą się dość dużym poparciem i jestem przekonany, że ewentualne wystawienie ich w wyborach do europarlamentu (jak również Wąsika, Kamińskiego, Ozdoby, Tarczyńskiego i innych w tym rodzaju) przyniesie pisowcom sporo głosów. Tak samo kompromitacją jest stosunkowo duże poparcie dla p. Dudy, którego mimika i retoryka są obrazą ludzkiego rozumu. Sfanatyzowani wyznawcy pisowskiej ideologii są trwałym elementem polskiej sceny politycznej, efektem podłości Kaczyńskiego, który dla zdobycia władzy rozpętał zimną wojnę domową, a obecnie podpala nasz kraj, żeby nie zostać obalonym we własnym obozie. Takim podpalaniem Polski są występy Kaczyńskiego na pisowskich spędach i masówkach. Istotną rolę w około 30% poparcia PiS-u stanowi stanowisko polskiego Kościoła, który kierując się egoizmem i chciwością popiera PiS, albowiem ten obóz gwarantuje mu bezkarność, przywileje ekonomiczne, udział we władzy i wynikające stąd korzyści. Nie widzę najmniejszych powodów, aby rozpowszechniać pisowskie kłamstwa o sukcesach wyborczych oraz bać się słabo ukrytych gróźb Kaczyńskiego, co i komu on zrobi po powrocie do władzy. Grozi odwetem, licząc na to, że zatrzyma falę rozliczeń. Od tego, czy te rozliczenia będą, kiedy i w jakiej skali nastąpią, zależy przyszłość Polski.
Jest to w moim przekonaniu problem fundamentalny. Podejmowanie polemik z Jackiem Kurskim i tego typu zawodowymi kłamcami uważam za będące poniżej godności przyzwoitego człowieka. Rozumiem, że można mieć inne zdanie i brać udział w programach z udziałem kolekcji pisowskich propagandystów, nie obrażałem się na nikogo, kto do nich chodził (ja nie byłem nigdy), ale jedno jest bezsporne – przestępcy powinni być ukarani. Zarówno winni korupcji zwyczajnej, kryminalnej, złodziejstwa i przekupstwa, a także pisowscy milionerzy, którzy przywłaszczyli sobie miliony, nie mając żadnych ku temu kwalifikacji poza sprytem i lizusostwem, nie dając Polsce nic. Symbolami takich bogatych są m. in.: Obajtek, Sadurska, Czarnek, Duda, Jasiński, Bielan, itp. Odebranie przestępcom tego, co zgromadzili w efekcie przestępstw, jest obowiązkiem demokratycznego państwa prawa i od tego są niezależne sądy. Niewypełnienie tego obowiązku prędzej czy później obróci się przeciwko Polsce i jest podstawowym warunkiem zabezpieczenia naszego państwa, które z takim trudem i tak wielkim kosztem odzyskało wolność i niepodległość przed recydywą autorytarnego reżimu.
Ten reżim nie był krwawy, był infantylny, załgany, obrzydliwy jak dowcipy i konfekcja Kaczyńskiego, ale nie zasługuje na wyroki wieloletniego więzienia, kary powinny mieć przede wszystkim wymiar finansowy, bo PiS to korupcja, nepotyzm, złodziejstwo, nadużycie władzy, zorganizowana grupa przestępcza, która okradała Polskę. Na ich tle ekipa PRL-u to byli detaliści. Na naszych oczach dokonuje się ostateczny upadek smoleńskiego kłamstwa Macierewicza. Za fałszowanie dokumentów, rozpowszechnianie kłamstwa, defraudowanie gigantycznych publicznych pieniędzy przez tzw. komisję Macierewicza (w rzeczywistości grupę albo kompletnych ignorantów, albo zdemoralizowanych osób) powinien ten cyniczny fanatyk odpowiadać przed sądem. Nie mogę zrozumieć, dlaczego ciągle chodzi na wolności Obajtek, Macierewicz, pisowscy milionerzy? Dlaczego jeszcze nie został pozbawiony immunitetu „genialny strateg”, sprawca pisowskiego zamachu na Polskę – Kaczyński? Jeśli karanie tego typu osób nie nastąpi szybciej, bardziej zdecydowanie, sprawniej, skuteczniej, to obawiam się o przyszłość wolnej Polski.
Pisowska propaganda powyborcza, jak w systemach autorytarnych, jest jednolita i nachalna. Przekazy dnia, w których niektóre frazy są aż śmieszne poprzez notoryczne powtarzanie ich przez większość pisowskich uczestników medialnych dyskusji, np. żółta kartka, ceny benzyny obiecane przez Tuska, kłótnie w obozie „koalicji 13 grudnia”, początek upadku Tuska itp., są jej istotną częścią. Propaganda była i jest zawsze mocną stroną autorytarnych reżimów, tak samo jak kupowanie zwolenników, przekupywanie wątpiących. Od zgodnego i sprawnego działania polityków Koalicji 15 października oraz determinacji w ukaraniu przestępczej kliki zależy wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego, bardzo ważnych dla losów Polski i w znacznym stopniu całej Unii Europejskiej.




















