Glapiński stwierdził też, że wzrost wynagrodzeń w Polsce jest zdrowy, ponieważ rosną one wolniej niż wydajność pracy. W ten sposób zaprzeczył analitykom swojej własnej instytucji, którzy twierdzą, że tak nie jest. I na razie nie będzie. Tak, rzeczywiście wydajność rośnie mocno, ale tylko w dużych firmach. Zawsze podaję tu przykład jakiejś supernowoczesnej fabryki wybudowanej przez inwestora zagranicznego. Na przykład fabryki Mercedesa w Jaworzu. Faktycznie jest ona maksymalnie, jak na obecne światowe standardy, zrobotyzowana i zautomatyzowana. Choć akurat efekty jej pracy idą w stu procentach na eksport i nie wchodzą do koszyka dóbr konsumpcyjnych.
Ale tak zaawansowanej fabryki nie można porównywać z sytuacją, którą widzimy w małych i średnich firmach, nie mówiąc już o mikrofirmach. A wzrost wynagrodzeń bez wystarczającego wzrostu wydajności jest czynnikiem inflacjogennym i zaklinanie rzeczywistości nic tu nie da.
Nie wiem, czemu prezes NBP wciąż ma dość specyficzne podejście do tego wszystkiego, co się dzieje. Nie wiem, czemu to ma służyć. Z pewnością nie pomaga w budowaniu zaufania do NBP, a szkoda, bo latami była to instytucja, która cieszyła się naprawdę sporym zaufaniem.



















