Z ziemi włoskiej do Polski…

0
Marek Zuber
REKLAMA

PZU i PFR zapłacą za prawie trzydziestotrzyprocentowy pakiet 10,6 miliarda złotych – to jedna z większych transakcji na europejskim rynku bankowym w ostatnich latach. Polskie podmioty nie będą miały formalnej kontroli nad spółką, do tego potrzeba ponad pięćdziesięciu procent głosów na walnym zgromadzeniu, jednak przy tak dużej spółce o tak wielkiej kapitalizacji pakiet ten wydaje się wystarczający, aby de facto nią rządzić.
Przeciętny klient nie powinien w najbliższych miesiącach w żaden sposób odczuć zmiany w strukturze właścicielskiej, ale co będzie potem, trudno dzisiaj wyrokować. Padają słowa, że Pekao SA ma być na przykład elementem realizacji planu Morawieckiego. Co to tak dokładnie będzie znaczyło, nie wiemy, ale może się przecież okazać, że bank będzie promował określone branże czy też wręcz określone przedsiębiorstwa. Jeśli tak, to inni, niewpisujący się w ten schemat, mogą mieć nieco gorzej. Ja osobiście nie jestem także zadowolony ze słów przedstawicieli PZU dotyczących wykorzystania oddziałów banku do sprzedaży produktów ubezpieczeniowych. Nigdzie na świecie łączenie tego typu działalności nie przyniosło jakichś spektakularnych sukcesów, a mamy przypadki kłopotów z tego wynikających. Nie bardzo wierzę w to, że tak skrojona oferta będzie optymalna z punktu widzenia klienta.
Problemem dla mnie jest również kontrolowanie banku przez polityków. Bo takie są przecież fakty. Skoro PZU i PFR kontrolują bank, a same są kontrolowane politycznie, to i Pekao SA taki będzie. Ze wszystkimi tego skutkami. Może to oznaczać ciągłe zmiany personalne i ciągłe zmiany strategii. Tak jak w PKO BP, który ma różne okresy w swojej działalności.
Martwi mnie także trochę, że PZU staje się istotnym inwestorem w już drugim, a de facto trzecim banku. Przecież wcześniej kupiło spory pakiet udziałów w Alior Banku, który z kolei przejął BPH. Na świecie do tego typu inwestycji podchodzi się często z dystansem. Warren Buffet, najbogatszy inwestor świata, legenda amerykańskich finansów, posiada firmę ubezpieczeniową, która stanowi dla niego źródło środków na inwestycje. Ale nigdy nie kupuje banków. To, że łączenie działalności ubezpieczeniowej, bankowej i inwestycyjnej może się źle skończyć, pokazuje ostatni kryzys 2008 i 2009 roku. Co prawda na razie o formalnym połączeniu PZU z bankami nikt nie mówi, ale obecna forma powiązania kapitałowego też może oznaczać kłopoty. Poza tym kto wie, jakie pomysły zrodzą się w głowach polityków za jakiś czas? Czy PZU rzeczywiście zarobi zatem na tym przejęciu?
Nie zmienia to jednak faktu, że po zakupie pakietu Pekao SA ponad pięćdziesiąt procent sektora bankowego znowu będzie w polskich rękach i to oczywiście musi cieszyć. Także w kontekście wspomnianego kryzysu. Okazało się bowiem, że jeśli coś naprawdę złego się dzieje, to kapitał ma jednak narodowość. A banki są krwioobiegiem gospodarki. Szkoda tylko, że unarodowienie w polskich realiach oznacza nacjonalizację. Ale cóż, nie dysponujemy jeszcze wystarczającym kapitałem prywatnym, żeby w oparciu o takowy bez problemu dokonywać takich transakcji.
A tak swoja drogą, warto wspomnieć o tym, że Unicredit kupił w 1998 roku 53% akcji Pekao SA po 42 złote za akcję. Teraz za sprzedawany pakiet otrzyma 123 złote za akcję. Mniej więcej po tyle samo sprzedał ponaddziesięcioprocentowy pakiet w lipcu. Jeśli dodamy do tego dywidendy, które suto wypłacał sobie przez te lata, zobaczymy obraz złotego interesu zrobionego w Polsce. Czy za dwadzieścia lat to samo będziemy mogli powiedzieć o inwestycji PZU?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze