Sportowa złość

0
Ernest Koza
Ernest Koza
REKLAMA

12 punktów i bonus, czyli „życiowy” mecz z takim potentatem ligi jak KS Toruń. Kibice byli zaskoczeni, skąd taki wybuch formy u Ernesta Kozy?
Wszystko wreszcie zagrało. Forma, tor, motocykl i przede wszystkim bardzo dobrze wyjeżdżałem ze startu. To zadecydowało o bardzo dobrym wyniku.
A ja mam satysfakcję, bo po pierwszym wygranym przez Ciebie biegu juniorów, z Pawłem Przedpełskim i Oskarem Fajferem, przewidziałem, że uzyskasz po raz pierwszy w karierze wynik dwucyfrowy…
Dziękuję i proszę o więcej tego typu trafionych proroctw.
Ale wcześniej różnie bywało. W derbach w Rzeszowie też starty miałeś niezłe, ale w biegu juniorów popełniłeś błędy na dystansie, potem przydarzył się defekt. Wyniki punktowe były dużo niższe. Dlaczego?
Faktycznie, różnie bywało. Generalnie w Tarnowie jeździ mi się dużo lepiej niż na wyjazdach, ale to przecież normalne. Na tutejszym torze znam wszystkie ścieżki, udało mi się do niego dopasować motocykl. A o meczu w Rzeszowie zdążyłem już na szczęście zapomnieć.
Przed sezonem wielu fachowców wskazywało, że najsłabszym elementem zespołu Unii będą juniorzy, mieliście być dostarczycielami punktów dla rywali. Mocno wkurzały takie opinie? Deprymowały czy raczej przyniosły odwrotny skutek?
Bardzo mocno wkurzały, bo przecież nie jest przyjemne, gdy piszą i mówią, że jesteś słabym zawodnikiem i niewiele zdziałasz. Ale z drugiej strony takie opinie mnie także bardzo mocno zmobilizowały. Wywołały taką sportową złość. Pomyślałem, że trzeba zrobić wszystko, aby pokazać, że są nieprawdziwe, że stać mnie na dobrą i skuteczną jazdę i pomoc drużynie w wygrywaniu meczów ligowych.
Cofnijmy się na moment do początków twojej przygody ze speedway’em. Zaczęła się dosyć późno, bo wcześniej uprawiałeś motocross. To prawda, że do zmiany dyscypliny namówił cię kapitan „Jaskółek”, Janusz Kołodziej i bez jego perswazji nie zostałbyś żużlowcem?
Tak, motocross uprawiałem przez pięć lat. Wcześniej na zmianę dyscypliny próbował mnie namówić trener Marian Wardzała, ale wtedy nie chciałem jeszcze rzucać motocrossu. Dopiero Janusz mnie przekonał. Bardzo mi pomógł, zabierał mnie na treningi nawet wtedy, kiedy był zawodnikiem Unii Leszno, pokazywał różne rzeczy, podpowiadał, udostępniał sprzęt – po prostu uczył sportu żużlowego. Jest dla mnie do dziś nie tylko starszym kolegą czy mentorem – ja go traktuję niemal jak starszego brata.
Ty z kolei namówiłeś podobno do żużlu swojego kolegę z motocrossowego toru, Damiana Dąbrowskiego?
To prawda, w końcu on także postanowił spróbować swoich sił w innej dyscyplinie i także został żużlowcem.
Czy takie motocrossowe przygotowanie daje profity w żużlu czy raczej trochę przeszkadza, bo i takie opinie słyszałem. Co sądzisz na ten temat na podstawie własnych doświadczeń?
Są plusy i minusy wcześniejszego uprawiania motocrossu. Plus jest taki, że człowiek jest oswojony z motocyklem i nie boi się prędkości. Ale jest także minus – chodzi o technikę jazdy. W żużlu na łuku trzeba się pochylić wraz z motocyklem w tą samą stronę, natomiast w motocrossie jest odwrotnie, wchodząc w lewy zakręt, motocykl trzeba pochylić zgodnie z kierunkiem jazdy, a ciałem balansować zupełnie inaczej. To są pewne nawyki, które trzeba zmienić, przesiadając się na motocykl żużlowy. Dziś motocross traktuję jedynie treningowo, ale ostatnio mam tak dużo startów, że nie mam na takie treningi czasu.
Masz 21 lat, w myśl regulaminu za rok będziesz już seniorem. Dlatego bieżący sezon jest dla ciebie bardzo ważny, bo budujesz swój kapitał na przyszłość…
Oczywiście zdaję sobie z tego w pełni sprawę. To dla mnie przełomowy sezon, od niego zależy cała moja dalsza sportowa droga. Chciałbym już jako senior nadal zdobywać punkty dla mojej Unii Tarnów, ale jak będzie – czas pokaże. Zresztą nie sięgam myślą aż tak daleko w przyszłość, przecież obecny sezon nie dobrnął jeszcze do połowy. Koncentruję się na najbliższych swoich startach i one są dla mnie w tej chwili najistotniejsze.
A propos, szkoda, że odwołano niedzielny mecz GKM Grudziądz, gdzie miałbyś okazję powalczyć o wynik zbliżony do tego ze spotkania z KS Toruń. Ale w tym tygodniu przed tobą inne ważne turnieje. Już dziś, w środę, półfinał Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski w Krośnie, a dwa dni później zaległy półfinał Indywidualnych Mistrzostw Polski w Krakowie. Kibice liczą, że po udanym występie w ostatnim meczu ligowym pokażesz się w tych zawodach z dobrej strony…
Bardzo żałuję, że mecz z GKM został odwołany. Mieliśmy jechać ponownie bez Leona Madsena, więc dla mnie była szansa na to, aby częściej pojawiać się na torze. Ale trudno… Jeśli chodzi o zawody w Krośnie oraz w Krakowie, to oczywiście będę się starał wypaść jak najlepiej i wywalczyć awans do finału zarówno wśród juniorów, jak i seniorów. Być finalistą Indywidualnych Mistrzostw Polski to byłoby naprawdę coś!

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze