Dylematy spadkowicza

0
zuzel dylematy spadkowicza
fot. Artur Gawle
REKLAMA

Kłopoty mogą być jedynie przejściowe, po spadku następuje pełna mobilizacja, w myśl zasady wszystkie ręce na pokład, kasa w skarbcu klubowym się zgadza i drużyna wraca tam skąd rok wcześniej wyleciała. Drugi wariant zakłada stopniową odbudowę pozycji. Spadek oznacza jazdę w niższej klasie, która nie wymaga kontraktowania najdroższych zawodników, a co zatem idzie dużych nakładów finansowych. Jest zatem szansa na spokojniejsze odbudowanie pozycji finansowej i sportowej, a także zwrócenie baczniejszej uwagi na szkolenie narybku. W dłuższej perspektywie może to przynieść bardzo dobre rezultaty.
Jest jednak także wariant trzeci, nierzadko niestety w naszych realiach przerabiany, kiedy po spadku zostaje spalona ziemia. Kasa wydrenowana do granic możliwości, a tu wierzyciele pukają do drzwi, zawodnicy uciekają i następuje wieloletnia degrengolada, a w skrajnych przypadkach nawet całkowity upadek żużlowego ośrodka.
W Tarnowie właściwie wszystkie warianty mają już przerobione. Po spadkach w 1971 roku oraz w 1996 potrzeba było wielu sezonów, aby wrócić do elity. W międzyczasie los tarnowskiego speedway’a wisiał na przysłowiowym włosku. Wariant pierwszy przerabiano całkiem niedawno. Po spadku w 2016 roku nastąpiła mobilizacja i zdołano zbudować taki skład, który pozwolił na błyskawiczny powrót do elity. Tak było też ledwie kilka lat wcześniej.
Kibiców z miasta nad Białą nurtuje pytanie co będzie teraz. Teoretycznie perspektywy powinny być niezłe. Grupa Azoty, jak stwierdził prezes żużlowej spółki Łukasz Sady, obiecała dalsze finansowanie. Bez pręgierza pozbawiania licencji można spokojnie modernizować mocno nadgryziony zębem czasu obiekt. Bez wielkiej presji na wynik w najbliższym sezonie można oprzeć skład na własnych wychowankach, tym bardziej, że w Tarnowie szkolenie stoi na wysokim poziomie, a niedawny, niespodziewany dla sporej części obserwatorów sukces – Drużynowe Mistrzostwo Polski Juniorów nie wzięło się przecież z niczego. Teoretycznie nie musi być wcale źle.
Ale są problemy. Wsparcie Grupy Azoty jest na razie obiecane, ale stosownych „papierów” brak. Budowa drużyny opartej na wychowankach, takiej, z którymi kibic chętnie by się identyfikował, stoi pod znakiem zapytania. Z różnych przyczyn. Jakub Jamróg cały czas deklaruje chęć jazdy w ekstralidze, a to wyklucza jego pozostanie w Tarnowie. Z kolei Ernest Koza chętnie by wrócił, pytanie tylko czy działacze Unii będą go chcieli – wcześniej, delikatnie mówiąc, nie był ich ulubieńcem. Formacja juniorów, która mogłaby być sporym atutem Unii w przyszłorocznych rozgrywkach też budzi niepokój, bo Patryk Rolnicki z pewnością będzie mógł liczyć na oferty w ekstraligi i niekoniecznie, podobnie jak Jamróg zechce pozostać w domu.
Co zatem dalej z „Jaskółkami”? Ba, sam chciałbym wiedzieć…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze