Co łączy takich żużlowców jak Greg Hancock, Nicki Pedersen, Maciej Kuciapa, Sebastian Ułamek czy Piotr Protasiewicz? Metryka. Każdy z nich ma 40 albo więcej lat i nadal z powodzeniem kontynuuje sportową karierę. Ba; najstarszy w tym towarzystwie Hancock – rocznik 1970 – to przecież aktualny mistrz świata.
Niezniszczalni, niezatapialni
Ale przecież wymienieni zawodnicy nie stanowią wcale ewenementu. Blisko magicznej „czterdziestki” są chociażby Damian Baliński, Stanisław Burza, Bjarne Pedersen czy Hans Andersen. 48‑letni Jacek Gollob nie wyklucza powrotu na tor i startów przynajmniej w zawodach towarzyskich, a jego o dwa lata młodszy brat Tomasz, gdyby nie tragiczny wypadek na motocrossie, rozpoczynałby kolejny sezon w ekstralidze. Jego rówieśnik Jacek Rempała odnowił licencję zawodniczą. Dopiero w ubiegłym roku, w wieku 48 lat, będąc już dziadkiem, zakończył starty Piotr Świst, a kilka tygodni temu pożegnali się z torem Szwedzi: urodzony w 1969 roku Peter Karlsson i tylko dwa lata młodszy Magnus Zetterstroem. Australijczyk Davey Watt postanowił w ostatnich dosłownie daniach rozstać się z żużlem mając ukończone 39 lat.
Ciekawych wniosków dostarczyć mogła analiza składu drużyny Speed Car Motor Lublin w pierwszym w nowym sezonie ligowym spotkaniu przeciwko Ostrovii. Skład seniorski tworzyli wspomniani: Bjarne Pedersen, Stanisław Burza i Maciej Kuciapa oraz 32‑letni Paweł Miesiąc i 34‑letni Daniel Jeleniewski. Gdyby wyciągnąć średnią wieku tylko formacji seniorskiej, wyniosła by ona ponad 37 lat! Dawniej raczej nie do pomyślenia.
Rzecz w tym, że przez wiele lat żużel, podobnie jak inne sporty, był domeną ludzi młodych. W niektórych dyscyplinach zresztą, na przykład w boksie amatorskim, obowiązywał bezwzględnie przestrzegany limit wieku, po którego osiągnięciu obligatoryjnie trzeba było kończyć karierę. Jeżeli chodzi o speedway, zawodnik, który przekraczał „magiczną” granicę 30 lat był już właściwie często uznawany niemal za sportowego emeryta. Czterokrotny indywidualny mistrz Polski Florian Kapała rozmyślał nad zakończeniem kariery w połowie lat 60., kiedy miał 35 lat. Uznawany był już powszechnie za weterana torów i takim się czuł.
Ostatecznie zakończył starty w 1967 roku w wieku 38 lat z przyczyn pozasportowych, ale wtedy oraz także przez wiele kolejnych lat żużlowcy czynnie startujący w takim wieku należeli do wyjątków i traktowani byli przez fanów, owszem, z uznaniem, ale z drugiej strony jako pewne ciekawe i osobliwe zjawisko. O Pawle Waloszku, który potrafił ścigać się do 47. roku życia opowiadano na trybunach dowcip jak to podczas wycieczki polskiej grupy po Egipcie nagle ożyła mumia i dowiedziawszy się skąd pochodzą turyści zapytała czy Waloszek jeszcze startuje. Andrzej Huszcza swoją sportową długowiecznością zyskał przydomek „niezniszczalnego‑ niezatapialnego”. Dziś z zawodników, którzy zbliżają się do czterdziestki lub nawet ją przekroczyli można by zbudować nawet niejedną niezłą drużynę.
























