Zamiast 2 tys. metrów kwadratowych, co najmniej 4 – jak to się robi?
Dodatkowa i bliźniacza do tej przy ul. Lwowskiej lokalizacja sklepu dla sieci Kaufland może być atrakcyjna tym bardziej, że z pierwszą poszło jej dość gładko. Pierwszy obiekt powstał przed laty na terenie dawnej kotłowni MPEC, wartym ok. 7-9 milionów złotych, za który miasto zapłaciło spółce 5 milionów. Sieć handlowa nabyła go w następnej jeszcze kadencji raptem za ok. 3,5 miliona złotych. Mowa o całym terenie handlowym w rejonie Kauflandu przy ul. Lwowskiej, a nie tylko obszarze, na którym znajduje się sam sklep spożywczy. Smaku sprawie dodaje fakt, że warunki zabudowy zezwalały na utworzenie powierzchni handlowej wynoszącej 2 tys. metrów kwadratowych, a ta, jak wiadomo, jest co najmniej dwukrotnie większa. Obiekt pierwotnie zorganizowano w taki sposób, by sam sklep zajmował wymagany obszar, resztę zaś przeznaczono na inny rodzaj działalności, głównie magazynowej. Po czasie powierzchnia handlowa została znacznie zwiększona.
Kwestię z 2002 roku dobrze pamięta były wiceprezydent Tarnowa, wieloletni radny Jacek Łabno, który dysponuje obszerną dokumentacją w tej sprawie. A ta oparła się nawet o prokuraturę. – Moim zdaniem miasto zostało oszukane przez inwestora. Dziś wiem, że jeśli nawet nie doszło do złamania prawa, choć wciąż mam w tej sprawie wątpliwości, to nie była to z pewnością menadżerska transakcja. Zaistniała olbrzymia nieuczciwość, gdyż po pierwsze – teren był o wiele więcej wart, a po wtóre – powierzchnia handlowa miała być znacznie mniejsza niż jest. Żeby było jasne – nie mam nic przeciwko hipermarketowi, lecz nie zgadzam się na takie kombinacje. Obserwowałem, jak stopniowo z podzielonej powierzchni robi się sklep na całości. I tak jest do dzisiaj. Zawiadomiłem nawet przed laty tarnowską prokuraturę o domniemaniu popełnienia przestępstwa, była także interwencja w Ministerstwie Sprawiedliwości, lecz sprawa została umorzona w dwóch instancjach – mówi w rozmowie z TEMI.





















