Przedwczesne nadzieje

0
Marek Zuber
REKLAMA

2016 to rok załamania inwestycji. W kolejnych kwartałach spadały one, wszystkie wielkości w ujęciu rok/rok o odpowiednio 9,7%, 4,7%, 6,9% i 10,2%. Tak źle nie było ani w roku 2009, kiedy zapadła się gospodarka światowa, ani także w okresie 2012 – 2013, kiedy w posadach trzeszczała strefa euro i na Starym Kontynencie zagościła ponownie recesja. I my zresztą wtedy się o nią otarliśmy. Jak zatem określić taki stan jak nie załamanie? Udział inwestycji krajowych w całym PKB spadł do 18%. Wspominałem już kilka miesięcy temu, że przyzwoity poziom to 22‑23%, a taka Korea Południowa od kilkunastu lat nie spada poniżej 27%. Przypomnijmy, że trudno uzyskać w średnim i długim okresie stabilny wzrost gospodarki w niezbyt jeszcze bogatym kraju, w którym kuleją inwestycje.
2017 rok miał przynieść odbicie. Choćby ze względu na uruchamiane środki unijne. Zdaniem rządzących to właśnie ich brak był najważniejszym powodem problemów. Ale kolejne kwartały żadnego odbicia nie pokazywały. Owszem, było lepiej, ale generalnie można to było określić mianem stąpania po dnie. Wzrosty były rachityczne, biorąc pod uwagę wcześniejszą zapaść. Dokładnie mieliśmy w kolejnych kwartałach 1,4%, 1,3%, oraz 3,6% poprawy. Wszystkie dane rok/rok. Oczywiście w oficjalnym przekazie następował przełom, ale publikacja danych niczego takiego nie potwierdzała.
I wreszcie przyszedł czwarty kwartał, który miał naprawdę odmienić sytuację. Bo, tak słyszeliśmy, środki unijne ruszyły pełną parą, bo firmy pracują na maksimum zdolności produkcyjnych, a tak się dłużej nie da, bo sygnały o odbiciu otrzymują przedstawiciele rządu. I wreszcie GUS podał wstępne dane za ów czwarty kwartał. Rząd odetchnął, na czele zapewne z jego szefem. Choć biorąc pod uwagę stosunek premiera do wielkości makroekonomicznych, przypomnę, że PKB było ważne do momentu, kiedy jego dynamika rosła, i od momentu, kiedy znów rośnie. Kiedy było gorzej – przestawało to mieć znaczenie, więc wcale nie wykluczam, że szef rządu aż tak bardzo się tym nie przejmuje. Tak czy inaczej: wstępne dane wskazywały na kilkunastoprocentowy wzrost w inwestycjach, czyli na upragnione odbicie. Tyle tylko, że potem GUS podał kolejne przybliżenie, czyli dane znacznie dokładniejsze i tu, niestety, cudu już nie było. Inwestycje rzeczywiście wzrosły, ale zaledwie o 5,4%, czyli żadnej znaczącej poprawy nie ma. Ich udział do PKB w całym 2017 roku to w dalszym ciągu około 18%, co jest wynikiem bardzo słabym.
Moje rozmowy z przedsiębiorcami i moje doświadczenie wskazuje na to, że środki unijne oczywiście także hamowały wzrost inwestycji, ale znacznie ważniejszymi czynnikami są nieprzewidywalności otoczenia gospodarczego i brak pracowników. I po raz kolejny trzeba zadać pytanie: czy w tej materii mamy jakiś przełom?
Szczególnie bolesna jest pierwsza kwestia, która wynika z działalności rządzących. Owszem, mamy konstytucję dla biznesu, ale mamy także kolejne wystąpienie Morawieckiego, tym razem na kongresie PiS, i kolejne propozycje. Czy wpisują się one w biznesową konstytucję? Czy nie są to znowu jakieś nowe koncepcje, o których jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie słyszał? Owszem, wydaje się, że poprawiają sytuację części przedsiębiorców, ale dlaczego mamy uznać, że ktoś nie pracuje, na przykład w ramach zwiększenia ściągalności podatków, nad czymś, co już takie dobre nie będzie? Nie wspomnę już o daninie solidarnościowej, której propozycja wydaje się rzucona kompletnie ad hoc. Czy przewidywalność otoczenia gospodarczego w ostatnich miesiącach wzrosła?
Czy zatem mamy szanse na odbudowę inwestycji w roku 2018? Z pewnością mamy boom inwestycyjny w samorządach i coraz bardziej wykorzystane moce produkcyjne. Coś się powinno poprawiać, ale cudów nie oczekuję. 5‑6% poprawy, o których mówi choćby minister rozwoju, jest realne, ale oznacza w dalszym ciągu bardzo słaby poziom uwzględniając spadki w 2016 roku. Co będzie, jeśli potwierdzą się niezbyt dobre informacje z ostatnich dwóch miesięcy z Niemiec? Może to oznaczać, że nie dowieziemy wzrostu gospodarczego planowanego w budżecie ze wszystkimi tego konsekwencjami, także w kwestii dochodów budżetowych.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze